<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182</id><updated>2012-02-24T09:58:46.209Z</updated><category term='http://www.blogger.com/img/blank.gif'/><title type='text'>własny pokój</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>44</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-4308263207437551217</id><published>2011-01-29T00:39:00.000Z</published><updated>2011-01-29T00:39:23.493Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co nie otworze gazety jakiejs ostatnio, to ze stron mi wala hasla z gatunku 'new year - new you'. No to mamy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest koniec pierwszego miesiaca nowego roku. Roku, w ktorym mantra staly sie slowa: wracam do siebie, przestaje udawac. Kiedy pisalam ostatnio, bylam na etapie Drama Queen Extraordinaire. Pierwsze postanowienie noworoczne (nieoficjalne, albowiem w oficjalnie nie wierze) zakladalo zredukowanie dramy do niezbednego minimum. Nie moge zyc bez niej calkowicie, jednakowoz ilosci, w jakich przyszlo mi ja spozywac w ciagu dwoch ostatnich miesiecy roku ubieglego moglyby swobodnie nakarmic zneurotyzowana tak czy inaczej armie. Ja mam dosc.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne postanowienie, ktore zaczelo sie samoistnie realizowac w tak zwanym miedzyczasie, to redukcja poprzednio wspominanych Panow. Pan Romans sie nie mogl doprosic, wiec sie zdematerializowal. Po Panu Wrzesniowym sluch zaginal i wszystkim jest z tym bardziej niz dobrze. Pan Wspollokator okazal sie byc lepszym komplem niz czymkolwiek innym. Pan Internetowy zabral mnie na koncert, na ktory bardzo chcialam isc i az mi zle niekiedy jak pomysle, ze sie do niego wiecej nie odezwalam. Pan Szafirowy byl przezyciem jednorazowym w znaczeniu bardziej odpowiadajacemu 'unikatowym'. A Pan Dziecko... Oj, Pan Dziecko to nie zaden Pan, to Dzieciak ino, ktory zostal po tygodniach szesciu (o siedem za duzo) wykopany na bruk. Dramat byl z tym niemilosierny, ale od momentu, kiedy go nie ma, wszystko jakby zaczelo wracac na swoje miejsce. Pojawil sie jeszcze Pan Ksiaze na moment, w swoj bardzo klasyczny sposob, ktory jest bardzo gorzko zabawny, ale zniknal w odmetach noworocznej nocy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Owszem, w wyliczance brakuje jednego Pana. I znowu boje sie do nieprzytomnosci. Bo on byl tam przez caly czas. On o czesci tych dramatow wie. Niewielkiej, ale wystarczajacej do tego, zebym miala ochote na reset pamieci, reset przeszlosci, kazdy inny reset juz zastosowalam. I chcialabym mu powiedziec, jakie to byly pomylki w Matriksie i wiem, ze powiem juz niedlugo, ale wiem rowniez, ze prawdopodobne nie musze, ze on to tez wie, ze nie musze sie tlumaczyc, nie mialam zobowiazan, moglam robic, co mi sie zywnie podobalo. Nie wie, co przez ten caly czas czulam i nie wie, ze nie czulam nic. Te dwa dni koktajli znieczulajacych zadzialaly bardziej zyciowo niz przewidzialam. Przez dwa miesiace zylam jakby mnie ktos potraktowal obuchem w leb.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym roku postanowilam wrocic do siebie. Takiej, jaka zawsze bylam, ale z jakiegos powodu postanowilam sluchac wszystkich naokolo kazacych mi sie zachowywac inaczej. Kiedy ja nie chce. &lt;a href="http://eastendbitch-roomofonesown.blogspot.com/2011/01/i-know-long-absence.html"&gt;Pisalam o tym po angielsku&lt;/a&gt;. Jak kochac, to ksiecia, jak krasc, to miliony. Jak mam wyladowac na stluczonym tylku po raz kolejny, niech i tak bedzie, przynajmniej bede czula, jak boli.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666; font-family: Georgia, Times, serif; font-size: 14px; line-height: 22px;"&gt;&lt;i&gt;Mniejsza o szakale, jeśli prawdą gazel jest potrzeba strachu, który je zmusza do przekraczania granic siebie i dobywa z nich taką potęgę skoku! mniejsza o lwa, jeśli prawda gazel wymaga, by umierały w słońcu, rozpłatane jednym ciosem pazurów!&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666; font-family: Georgia, Times, serif; font-size: 14px; line-height: 22px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;Sobie z Bratem Fetyszem zrobilismy wieczorki oczyszczajacych gadek, podczas ktorych postanowilismy przestac udawac, ze nie szukamy zwiazku. Ja szukam. Zawsze szukalam. Zapewne po omacku i w spektakularnie zlych miejscach. Zmienilam strategie. Pozwolilam sie znalezc. Jest mi dobrze. Chce, zeby mi bylo lepiej. Dostalam obietnice, ze bedzie. Tego sie trzymam.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedno, czego sie nauczylam, to nie nazywac tego, co niezdefiniowane. Wiec nie nazywam. Czekam. Albowiem ponoc dobrze rzeczy przychodza do tych, ktorzy czekaja. I jak bardzo sie od tego odzwyczailam, i jak bardzo mialam ochote latac po scianach, czekam cierpliwie. I doczekac sie nie moge. I boje sie wciaz, ale jest to strach czysty, przepelniony nadzieja i mozliwe, ze nieuzasadniony. Ale tak czy inaczej jestem gotowa wpasc po uszy (jesli jeszcze nie wpadlam).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-4308263207437551217?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/4308263207437551217/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2011/01/co-nie-otworze-gazety-jakiejs-ostatnio.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4308263207437551217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4308263207437551217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2011/01/co-nie-otworze-gazety-jakiejs-ostatnio.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-3737593892196860795</id><published>2010-11-25T22:34:00.000Z</published><updated>2010-11-25T22:34:45.191Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadejszla wiekopomna chwila. Mialam o tym wszystkim nie pisac, ale wiadomo, moje wszystkie blogi zasadzaja sie na pomysle pod tytulem 'moje zycie jest ciekawsze niz telenowela' i zaprzeczaja moim westchnieniom nieczestym 'I want a drama-free life'. Bo nie chce, bez dramatu nie ma opcji, musi byc i tyle, a jak nie ma, to nalezy go sobie zorganizowac.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Otoz, bedzie z gatunku 'dozwolone od lat 18-tu', ale co sie mam szczypac, musze napisac i tyle. Uwentualnie wykasuje. A wiec otoz historyja opisana wrzesniowa pora o tych do usrania polowkach pomaranczy, okraszona magia wielotomowych maili, okazala sie fiaskiem dokumentnym. Wiadomo, bo czemu nie, jak sie dzieje tak dobrze, ze nie mozna uwierzyc, ze sie dzieje, to znaczy, ze sie wierzyc nie powinno. A ze sie uwierzylo jednak, po oporach rozmiarow slusznych, to sie slusznie po dupie dostalo. Jednakowoz, koniec jak najbardziej okazal sie poczatkiem...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze, co Madzia uczynila w stanie odurzenia srodkami uspokajajacymi, to odezwala sie do Pana Romans, z ktorym to miala, jak sama nazwa wskazuje, romans ognisty uwienczony i skonsumowany w hotelowym pokoju, albowiem dramat musi byc - Pan Romans jest rowniez wspolokatorem dziewczyny mojego bylego wspollokatora oraz swojej wlasnej bylej, wiec romans musi pozostac w najwiekszym sekrecie. I tak sobie byl w sekrecie, az zostal zawieszony na okolicznosc 'zwiazku'. Dzien po koncu zwiazku romans zaplonal na nowo. Wiadomo, bol po jednym najlepiej goi drugi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ciagu pierwszego tygodnia odezwal sie rowniez wspollokator Pana Wrzesniowego. Wspollokator z zamiarami niecnymi, ktore sygnalizowal jeszcze zanim nastapil oslawiony koniec. No to czemu nie, mamy akcje znieczulenia, to mozemy sie pobawic. Zabawa z Panem Wspollokatorem niniejszym trwa i sama nie wiem, jaki mam do niej stosunek, bawi mnie, to na pewno. Przy okazji toczy sie bardziej romantyczny romans z Panem Fotografem, przyjacielem Pana Wrzesniowego. Wszak poznal mnie ze swietnymi ludzmi, z ktorymi sie rewelacyjnie dogadalam, szkoda by bylo potracic te znajomosci.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypadkiem pojawil sie Pan Szafirowy. Taki ot, niewinny sobotni wieczor okraszony spora dawka Finlandii tudziez Absolutu. Niejakie dotykanie absolutu na pewno mialo wtedy miejsce. Brat Fetysz sie skulil ze smiechu, ale niewazne, stalo sie, co zrobie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Brat Fetysz rowniez postanowil mnie wyswatac z Panem Dzieckiem. Historia miala byc prosta - on w potrzebie, albowiem na chwilowej pustyni, ja w potrzebie, bo odgrywam sobie niewypal. Przy okazji my szukamy wspollokatora, on szuka mieszkania, pretekst dobry jest. Zeby bylo lepiej, Pan Dziecko ma lat 20 i jest wytatuowanym Australijczykiem, wiadomo, ja nie potrzebuje lepszej reklamy. Pierwszej nocy zainstalowal sie w moim pokoju z haslem, ze on sie tu wprowadza i tyle. Oczywiscie mamy z Bratem na tyle rozumu, zeby wiedziec, ze w zaistnialej sytuacji branie go na wspollokatora nie wchodzi w gre. Wiec trzeba bylo jakos rozegrac, pokoj trafil sie innemu Australijczykowi, ktory do nas idealnie pasuje, a Brat Fetysz mi zaczal nagle oczy mydlic, ze a czy ja bym sie nie chciala z takim Panem Dziecko spotykac, bo moze wlasnie powinnam trafic tam, gdzie nie szukam. Ja, ze ej, skad, jak, bez sensu. No i sie oczywiscie musialo okazac, ze Pan Dziecko jest Dzieckiem Skrzywdzonym i zdradzil Bratu, ze lubi mnie bardzo, ale... No i luz, ja wszak nie szukam. Ale wiadomosci sie zaczely sypac codziennie. Nie minelo kilka dni, a ustawilismy kolejne spotkanie, imprezowe, ale ze on wlasnie wtedy stracil mieszkanie, to wpakowal sie do nas do mieszkania z calym dobytkiem. Mialam na nastepny dzien wolne i dzien zostal spedzony na spaniu w objeciach czulych do godzin nieprzyzwoitych (16.00), po czym bardzo staro-dobrym lezeniu w lozku z laptopami na kolanach itp. Pan Dziecko sie zbieral do wieczornej pracy, wiec w pewnym momencie padlo jak najbardziej przewidziane pytanie, zadane ze spojrzeniem zbitego spaniela, czy on moze miec wielka prosbe i zostac jeszcze jedna noc? Wiec akcja - idzie do pracy i wraca po pracy. Uroczo. Z Bratem sie wybralismy na dlugi spacer, gdzie sie usmialismy z uroczosci calej akcji i zaczelismy snuc wyobrazenia (od ktorych sie wyzwolic nie mozemy) i Brat mi zaczal nowy zwiazek wiescic. Pan Dziecko w uroczosci niewatpliwie bije wszystko, zwlaszcza, jak mu powiedzialam, wychodzac rano do pracy, ze on moze w lozku zostac, przeciez i tak sie sam wprowadzil. W odpowiedzi dostalam, ze jestem too good to be true. And he likes me too much.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zeby nie bylo, w tak zwanym miedzyczasie umowilam sie na fotograficzna randke z Panem Fotografem, oraz odezwal sie do mnie Pan z Internetu, z ktorym nie mialam kontaktu od miesiecy i nigdy sie nie spotkalam, i on musial sie odezwac wlasnie teraz z propozycja finalnego spotkania. Zaproponowal last minute koncert w dzien, kiedy mialam ustawione spotkanie z Panem Dzieckiem, wiec w ramach alternatywy zaproponowal... kolejny tydzien, koncert podczas tejze samej imprezy, a Pan Dziecko tam pracuje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak wczoraj wieczorem, w objeciach Pana Dziecka, dostalam wiadomosc od Pana Romansa, nie wiedzialam, jak mam wytlumaczyc nagly histeryczny smiech. Przy okazji zaczelam maraton 9-ciu dni w pracy i ja autentycznie nie mam czasu na te wszystkie dramaty!! Dlatego fajnie miec w domu takie Dziecko, co wyszepcze na ucho 'dobranoc' i pocaluje rano na do widzenia jak wychodze do pracy...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-3737593892196860795?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/3737593892196860795/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/11/nadejszla-wiekopomna-chwila.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3737593892196860795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3737593892196860795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/11/nadejszla-wiekopomna-chwila.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-103758021883978492</id><published>2010-09-14T22:30:00.001+01:00</published><updated>2010-09-14T23:51:21.871+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jest moment, na ktory chowalam tego bloga w ukryciu przez czas jakis ostatnio. Albowiem mysle po angielsku, zyje po angielsku, pisze po angielsku i jedyny problem jest taki, ze nie chcialabym, zeby moje wiekopomne przemyslenia do kogokolwiek angielskiego dotarly. W obecnej sytuacji nie mamy do czynienia z kimkolwiek. Mamy do czynienia z Kims. I boje sie jak cholera...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pytanie: dlaczego sie boje? Otoz boje sie dlatego, ze jest dobrze. Jestem przerazona na tyle, ze lzy mi leca po policzkach. A to wszystko przez to, ze czuje, ze dostalam od zycia, przynajmniej angielskiego, druga szanse. Ze wracam do punktu wyjscia i jest lepiej, niz bylo na poczatku. Nowa praca, ta sama pensja, ale lepsze warunki, perspektywy i przede wszystkim prawdziwa pasja i przekonanie, ze znalazlam miejsce, do ktorego pasuje i w ktorym bede mogla zostawic swoj slad. Nowe mieszkanie, taka sama kasa jak na poczatku, ale po raz pierwszy piekny standard, piekna, wymarzona okolica, Brat i przyjaciel jako wspollokator. Wydawalo sie, ze lepiej byc nie moze. Bo nigdy nie bylo. Bo zawsze cos musialo przegrac. I zawsze przegrywalo to samo. I zawsze oszukiwalam sie, ze ja tak wlasnie chce, ze tak mi jest dobrze, ze swiadomie i z premedytacja pakuje sie w sytuacje beznadziejne, tudziez dokladam wszelkich staran, by je beznadziejnymi uczynic, byle tylko miec sie czego trzymac kurczowo, pozostajac w bezpiecznym kokonie, ktorego nic nie przebije.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I dlatego sie panicznie boje. Bo znikad w moje zycie wkroczyl Ktos, kto mnie ogarnia. W calosci. A jak nie ogarnia, to przyjmuje taka, jaka jestem. A ja, powiedzmy sobie szczerze, nie trzymam sie kupy wedlug zadnych zasad logiki. Mam za wysokie wymagania w stosunku do siebie i otaczajacego mnie swiata. Jestem zlozona z samych sprzecznosci. I wbrew wszelkim pozorom uwielbiam siebie taka, jaka jestem i nie zamienilabym siebie na nikogo innego, z pelnym dobrodziejstwem inwentarza: chwiejna psychika, nadmiarem pewnosci siebie w pewnych dziedzinach i niedoborem w innych, codziennymi paranojami i absurdalnym poczuciem winy za cale zlo tego swiata.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boje sie, bo zaczelo sie od bardzo krotkich wiadomosci. Wiadomosci o limicie 140 znakow i poczatkowo rzadko ten limit wyczerpujacych. Od koncertu, na ktorym oboje bylismy, ale na ktorym nawet nie omietlismy sie wzrokiem. Ze 140 znakow przeszlismy do muzyki. Wiadomosci, rekomendacje, nie ma limitu znakow. I nagle, nie wiadomo, skad, pojawila sie wiadomosc, ktora zapoczatkowala lawine odpowiedzi. 5, 10, 20... Okazalo sie, ze jest limit, 10000 znakow, musielismy usunac poprzednie. 30, okazalo sie, ze limit znakow wyczerpujemy juz tylko trzema wiadomosciami. 48 - propozycja: moze przejdzmy na maile? Maile. Zachowana numeracja wiadomosci. Propozycja spotkania. Wiadomosc 57. W trzech czesciach. Wiadomosc 58 i 9 odpowiedzi. Niedziela. Spotkanie. 14. Moj ambitny plan: pokazac mu miasto takie, jakim go nigdy nie widzial. Spacer. Rozmowa. Pierwszy przystanek. Spojrzalam na zegarek przypadkiem. Po 16. Przystanek na jedno piwo. To samo. Po 17 dalsza czesc spaceru. Puste ulice Londynu i rozmowa. Wyzsze poziomy abstrakcji. Nieudana proba kawy, bo juz zamykali, wiec jedzenie. I kolejny spacer - po 20. Kolejny przustanek na piwo. Rozmowa. Po 22, czas do domu. 23 - pozegnanie. 11 godzin razem. Nastepny weekend zajety, ale kolejny wolny, to mozemy pojechac nad morze. Po morzu mamy 6 koncertow, na ktore idziemy razem. W tym trzy jednego tygodnia. Powrot do domu - smsy. Rano nastepnego dnia - smsy. Wieczorem nieco zmeczone wiadomosci. I nieco krotsze. I moja panika. Ale dzisiaj rano kontakt. Koncze prace - wiadomosc. Krotka i zmeczona.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I moja narastajaca panika. A co, jak to nie to? Jak rzucilam sie na uczucie jak wyglodniala wilczyca? Jak znowu cos spierdole koncertowo? Przeciez ile razy juz zapowiadalo sie tak pieknie i nagle nic. Nagle pustka i brak odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Brak zainteresowania odpowiedzia. Boje sie, ze moze to ja jestem zbyt inna, nieprzystajaca. Boje sie, ze juz dalam za duzo z siebie. Nie biore pod uwage tego, co dostalam od niego i nie przychodzi mi do glowy, ze jest tego tak samo duzo. Boje sie, ze przy calej mojej ostatniej radosci spowodowanej nowosciami, ktore mnie niedlugo otocza i wiem, ze beda dobre, znowu okaze sie, ze nie mozna miec wszystkiego, a tak naprawde tylko tego najbardziej mi brakuje. I przez caly czas, kiedy to pisalam, wylam jak glupia, bojac sie, ze kolejny dzwonek w telefonie nie bedzie oznaczal wiadomosci od niego. I ze on zamilknie. I nie bedzie morza. Nie bedzie Richmond, nie bedzie rollercoasterow.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I w momencie, kiedy wpadlam w nieopamietany szloch, uslyszalam znajomy dzwiek. Wiadomosc. 61sza, ale juz 65ta. I zrozumienie. Wypoczete, wciaz nieco mroczne. W 64tej wyslalam mu &lt;a href="http://eastendbitch-roomwithaview.blogspot.com/2010/08/muses-of-south-bank.html"&gt;zdjecie z miejsca, w ktore go zabralam w niedziele&lt;/a&gt;. Ot, tak, po prostu. To, ktore mam na &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/TFhspeZ8IYI/AAAAAAAAD4A/YUu9tIwYRCg/s1600/DSC_0063.jpg"&gt;tapecie&lt;/a&gt;. Dostalam w odpowiedzi podziekowanie i informacje, ze pozwolil sobie ustawic je jako tapete.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja przepraszam bardzo, ale popierdolilo mnie i jesli mialabym wyznaczyc, czego boje sie przede wszystkim, to chyba samej siebie. I musialam o tym napisac, zeby oswoic lek i osuszyc lzy. Pomoglo.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-103758021883978492?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/103758021883978492/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/09/to-jest-moment-na-ktory-chowalam-tego.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/103758021883978492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/103758021883978492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/09/to-jest-moment-na-ktory-chowalam-tego.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7955142813183008423</id><published>2010-07-19T13:33:00.003+01:00</published><updated>2010-07-19T15:00:06.138+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie bylo mnie tu od wiekow, albowiem sobie stworzylam nowe dziecko po angielsku. Takze mam i angielski &lt;a href="http://eastendbitch-roomofonesown.blogspot.com/"&gt;wlasny pokoj&lt;/a&gt;. Powodow bylo kilka, pierwszy z nich to klasycznie bloggerskie pozadanie bycia czytana przez wieksza ilosc osob, zwlaszcza moje ulubione prowokowanie co poniektorych konkretnych. A ze mysle, mowie, czytam i zyje po angielsku, to pisanie po angielsku musialo wreszcie nastapic. Jednakowoz z takich samych powodow zaczelam pisac po angielsku, z jakich teraz znowu pisze post po polsku - niektorzy nie rozumieja obu jezykow, wiec jak musze cos z siebie wyrzucic o kims lub o czyms in Polish, wiadomo, pukam do dzrwi wlasnego pokoju. I ten moment wlasnie nastapil.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Temat przewodni: moje paranoje. A w tym konkretnym momencie paranoje powodowane bez uzasadnienia przez tak zwane osoby trzecie. Historia w telegraficznym skrocie (czyt. 'trzy godziny pozniej...'): mam nowa przyjaciolke. Tak, to jest moment na opad szczeny, udalo mi sie zaprzyjaznic z kims, kto nie jest homoseksualnym chlopcem, otwieramy szampana. Ale do brzegu. Poznalysmy sie w sposob... niekomiczny, albowiem staje sie typowym. Jest bloggerka, wyczaila mnie na U&lt;a href="http://www.urbantravelblog.com/"&gt;rbanTravelBlogu&lt;/a&gt;, gdzie wrzucilam niegdys swoje londynskie zdjecia, trafila na moj Twitter, zaczela mnie sledzic i odpowiadac, jakos po jakims czasie, jak mi sceptycyzm opadl, zaczelam jej odpowiadac, jakos sie zfejsbukowalysmy i sie okazalo, ze w sumie mamy calkiem duzo wspolnego, np. ona jako jedyna odpowiedziala na moje zdjecie z tablicy Alice Ayres, rozpoznajac 'Closer' (wszyscy moi znajomi filmoznawcy, powinniscie sie wstydzic). I jakos tak po jakims czasie postanowilysmy sie spotkac, pojsc na piwo i zapolowac na Mr Darcy. Mialam male obawy, bo jakos wydawalo mi sie, ze jest dziwnie we mnie wpatrzona, co jest o tyle dziwne, ze ona jest pelnokrwista fashionistka i pisze do nie wiem ilu blogow, zarabiajac na tym kase (duza, nie duza, ale kase), a ja to ni by co? Nic do podziwiania szczegolnie, no ale niewazne. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszy wypad w miasto zostal ukoronowany pijanstwem i zarciem drogiej salatki w srodku nocy. Polowalysmy na ksiecia, wrecz na Ksiecia z Samochodem, ktorego minelysmy o jakies moze pol godziny, moze wiecej, albowiem przyjaciolka raz, ze sie spozniala, bo najpierw miala watpliwosci, czy w ogole wychodzic, bo praca i cos tam, a w efekcie, jak zdecydowala sie na wyjscie, bankomat jej zzarl karte i byla bez kasy. W koncu znalazla jakas kase w domu i jak przyjechala, ja juz bylam po jednym, no i wiadomo jak ja i moje tempo picia czegokolwiek, bez wzgledu na zawartosc alkoholu. Kolejne wyjscie to byly moje urodziny, wiec scenariusz podobny. Tyle, ze to ona mi sekundowala jak stwierdzilam, ze mam dosc i jade do domu, bo wszyscy mi tylko wymieniali puste kufle na pelne i w pewnym momencie poczulam, ze kolejny bedzie gwozdziem do trumny. Wiec wrocilysmy jakos razem, a przynajmniej wspolnie rozpoczelysmy podroz do domu. Jakos kiedys pozniej ona rzucila mi tekstem, ze jest moja sista, a nie tylko drinking buddy i jakos sie obudzilam, ze nie mialam przyjaciolki w Londynie od roku i moze faktycznie przegapiam szanse na przyjazn, ktora w tym miescie do najlatwiejszych sportow nie nalezy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Maly jump in the story i jestesmy jakos miesiac pozniej, przyjaciolka wymyslila chitry plan wyswatania mnie ze swoim wspollokatorem, z ktorym mieszka w Greenwich. Ja w tym samym czasie uswiadomilam sobie, ile ona placi za mieszkanie i jak bardzo ja przeplacam, wiec zaczelam szukac nowego. Myslalam nawet o Greenwich, wiec chcialam porownac okolice i moze przy okazji poznac wspollokatora, zeby oszacowac szanse na swaty. I tak oto wyladowalam u niej w pewna niedziele z planem na bieganie wzdluz rzeki, zarcie truskawek z bita smietana (light), wino i glupi film. Wspollokator byl w domu i sie skonczylo na wieczorze truskawek, Doritos, pizzy, wina, glupiego filmu 2,5 raza z rzedu i mnie i wspollokatora jak najbardziej zaangazowanych w rozmowe do pozniej nocy, z jego slynnym haslem 'you're more than welcome to stay the night'. Na nastepny dzien przyjaciolka wyskoczyla z jeszcze bardziej chitrym planem, ze ona wroci na 3 miesiace do Barcelony, a ja sie wprowadze na jej miejsce w mieszkaniu, zaoszczedze na kasie, a who knows, moze pod koniec w ogole zamieszkam razem ze wspollokatorem i wszyscy beda happy ever after.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i paranoja kicks off. Najpierw paranoja z landlordem, ktory potrzebuje w 2 tygodnie referencje od pracodawcy i poprzedniego landlorna i ona nastawiajaca mnie jak to strasznie wazne, i jak to landlord jest old and sensitive, wiec oni zawsze jak sie z nim komunikuja, to zeby uniknac nieporozumien zawsze przesylaja sobie maile zanim one trafia do niego etc. Ja z nim pisze smsy i wszystko jest ok. Kolejna paranoja. Zalozylam sobie konto na &lt;a href="http://foursquare.com/user/eastendbitch"&gt;foursquare&lt;/a&gt;. I po przeprowadzce (cala akcja nam zajela 2 tygodnie) jakos poslalam tweet via foursquare, ze siedze w domu i chilloutuje, musialam dodac nowa lokalizacje do portalu. No to dodalam. 5 minut pozniej mail, direct tweet i wiadomosc na facebooku, zebym natychmiast usunela lokalizacje, bo ona nie chce, zeby nikt znal jej adres i jej wspollokatorzy tez zfreakoutuja jak to zobacza. Spojrzalam, faktycznie, widac caly adres itp, ale a) nikt nie wie, ze mieszkam w jej mieszkaniu, bo nikt nie wie, ze jej nie ma w Londynie, bo trzyma to w top secrecie; b) jej wspollokatorzy maja uklad czysto domowy, wiec nie stalkuja sie po twitterach i fejsbukach, nawet nie wychodza razem na imprezy, wiec raczej, zakladajac, ze jej wspollokator nie jest moim cyber stalkerem, nie ma opcji. No ale dobra, usunac lokalizacji sie nie dalo, wiec przynajmniej zmodyfikowalam dane. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Minelo kilka dni, kilka ciekawych sytuacji ze wspollokatorem, m. in. moje zatrzasniecie sie poza pokojem i jego akcja ze wspinaniem sie do mojego pokoju po drabinie, przez okno, opisana na &lt;a href="http://eastendbitch-roomofonesown.blogspot.com/2010/07/tonight-another-episode-of-i-wish-i-had.html"&gt;Room Of One's Own&lt;/a&gt;. Na poczatku opowiesci wspomnialam ja z imienia, poniewaz to jej zawdzieczam to mieszkanie i cala historie z Ksieciem na Lsniacej Drabinie. Pisze zazwyczaj w nocy. Obudzil mnie dzwiek smsa. Sms, ze mam direct tweet, plus mail, plus wiadomosc na facebooku, ze ona sobie nie zyczy wymieniania jej z imienia, poniewaz jej imie to jej bloggerska marka i nie chce mieszac kariery z zyciem osobistym i zebym usunela jej imie tak, jak nie wymieniam z imienia wspollokatora, bo jej to zepsuje statystyki w wyszukiwarkach etc. Umarlam, ale usunelam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i paranoja ostatnia. Londyn odwiedzal &lt;a href="http://fetyszowo.blogspot.com/"&gt;brat Fetysz&lt;/a&gt;. Potrzebowal noclegu. Moja paranoja z touchy - feely landlordem juz mi psula humor. Oczekiwania, ze zapewnie dach nad glowa. Moja praca, tego tygodnia poniedzialek - piatek, 10 - 19, brak kasy, brak czasu, mieszkanie na koncu swiata (o czym sie przekonalismy bolesnie w sobote nad ranem) i nie do konca oswojeni wspolokatorzy (wszak mieszkalam tam tylko 2 tygodnie). Jak powiedzialam przyjaciolce, ze chcialabym przenocowac brata, od razu akcja, ze to mieszkanie to bardziej dom etc, prywatnosc, nie koniecznie nocowanie, na pewno nie na tydzien, wiec ustalilam kilka dni i mialo byc ok. Ale paranoja byla, ze a co wspollokatorzy powiedza. W rezultacie jak napisalam do Ksiecia na Lsniacej Drabinie, byl z tym bardziej, niz ok. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, i to by bylo na tyle. Przyjaciol poznaje sie w biedzie. Ale czy ja potrzebuje paranoicznej przyjazni za wszelka cene...?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7955142813183008423?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7955142813183008423/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/07/nie-bylo-mnie-tu-od-wiekow-albowiem.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7955142813183008423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7955142813183008423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/07/nie-bylo-mnie-tu-od-wiekow-albowiem.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-3780399166872776109</id><published>2010-06-18T00:07:00.001+01:00</published><updated>2010-07-19T13:31:52.025+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bywaja momenty w zyciu mym, kiedy zachowuje sie jak klasyczna baba. Taka powycinana ze stereotypow, co to spedza za duzo czasu przed lustrem, gada o facetach, tudziez nie wie, co ma z soba zrobic i nie potrafi podjac jednoznacznej decyzji. Przez wieksza czesc czasu klasyczna baba nie jestem, podziekowania dla moich 4 wspollokatorow (dla przypomnienia: chlopcy) i 80% przyjaciol (dla przypomnienia: homoseksualni chlopcy). Ale po raz kolejny nadejszla chwila, w ktorej po prostu spanikowalam na progu duzej zmiany...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsza panika nastapila, jak mialam nie tak dawno temu zmieniac mieszkanie i juz zakomunikowalam, juz sie pozbieralam mentalnie, a ze miala byc zamiana z przyjacielem, to luz, ale sie zaczelo sypac cos najpierw z jego strony, a potem poszlam przypomniec sobie jak tamto mieszkanie wyglada i... no nie moglam. Dostalam ataku paniki i nie moglam, za bardzo kocham moje duze i wysokie lozko i zadomowiony pokoj, na kotry mnie wciaz nie stac, ale czuje sie w nim bezpiecznie. Zostalam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A teraz sie troche czuje jak Brat Fetysz z jego planami, ktore nie wyszly, ino z inszej strony. Powiedzialam, ze odejde, zapowiedzialam, ze biore te nowa prace. ALE wygralam cala batalie z systemem, udowodnilam, zem niewinna, przywrocili mnie do pracy i przeniesli do rewelacyjnej lokalizacji, przy czym ta lokalizacja jest tymczasowa, gdyz poniewaz docelowo mam wyladowac za miesiac w Harrod'sie w nowo powstajacym stoisku jako druga z dwoch menadzerek. No i nie ma co, nie wpadlam na to, ze mnie nie przerzucaja byle gdzie, tylko do najbardziej ikonicznego domu mody w Londynie, dajac mi menadzerowanie prawdopodobnie najbardziej prosperujacej filii, z prawdopodobnie najwiekszym rozglosem podczas otwarcia. To chyba znaczy, ze nie dosc, ze udowodnilam uczciwosc, to musialam jeszcze udowodnic swoja wartosc, bo w takie miejsce ne wrzuciliby byle kogo, mogli mnie wyrzucic gdzies na zadupie, a nie do mekki wszystkich fashion victims tego swiata.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I problem polega na tym, ze ja kocham te robote... Stres jest, owszem, ale oprocz stresu sa dni, ktore nigdy nie sa takie same, sa fenomenalne babki w przymierzalniach, ktore potrafia obdarowac cie takim zaufaniem, ze paraduja przed toba w samych stringach i ufaja ci bezgranicznie, ze wiesz, co dla nich najlepsze i jak to zaprezentowac. I to zaufanie jest jak MasterCard - bezcenne. Ta pewnosc siebie, w ktorej masz udzial, bo wiadomo, ciuchy to nie tylko fatalaszki, to cala machina psycholigiczna, o ktorej probuje napisac pieprzona magisterke i czas mi ucieka przez palce jak szalony i mam ataki paniki srednio dwa razy w tygodniu, ze mi sie nie uda... To caly visual merchandising, gdzie mozesz kanalizowac swoj pedantyzm i tworzyc troche wystroju wnetrza. No i nie ma opcji, kocham i nie chce opuszczac.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym chcialam, zeby bylo nudno i wciaz chce. Mam dosc przygodnosci mojego zycia. Jedno, co lubie w nim przygodne obecnie, to raz na jakis czas seks, ale to tez niekoniecznie, niekiedy ten przygodny zamienilabym na bardziej regularny, ale wtedy zazwyczaj sie, oczywiscie, nie da, bo po co, wiec nie ma bolu, niech zostanie przygodny, zwiazek, dom i dobrodziejstwo inwentarza jakos mi sie w moj horyzont myslowy chwilowo nie wpasowuja. A tutaj znowu by byla kolejna zmiana po kolejnych 6 miesiacach zapierdalania jak samochodzik, ktore musialabym teraz odrzucic na bok i zaczac zapierdalac na rzecz czegos, czego nie jestem pewna. I mialam to przedziwne uczucie, kiedy mojej bylej niedoszlej szefowej powiedzialam "tak", ze cos jest nie tak, jak byc powinno. Ze sie trzese i probowalam sobie wmowic, ze to z ekscytacji. Ale prawdziwa euforia nastapila, jak powiedzialam dzisiaj mojej starej pracy "zostaje".Dostalam powera, bananu na twarzy i wrocila mi chec do zycia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poza tym wierzymy w znaki. Dzisiaj rano wstalam wczesniej, zeby zapisac na pen drivie wypowiedzenie i gdzies po drodze w kafejce internetowej je wydrukowac. Kolo pracy nie ma. Kolo stacji metra nie ma. Kolo stacji przesiadkowej nie ma. Poza tym moja Central Line miala severe delays, bo cos sie gdzies spierdolilo, wiec jeszcze lepiej... Wiec ide do pieprzonych hindusow nieopodal i na pierwszym kompie nie ma worda, na drugim mi pen drive nie wchodzi, a na trzecim go nie rozpoznaje. Czas ucieka, ja nie tylko musze wypowiedzenie wydrukowac, ale i je zaniesc do pracy na czas, ktorego zaczyna brakowac. Wiec inna linia, z tych, ktore chodza jakby chcialy, ale nie mogly i dotarlam na miejsce dokladnie 2 minuty przed czasem. Wiec lecialam ze lzami w oczach pod haslem "kurwa, nawet pracy nie mam jak rzucic". No i nie rzucilam, zostaje.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-3780399166872776109?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/3780399166872776109/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/06/bywaja-momenty-w-zyciu-mym-kiedy.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3780399166872776109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3780399166872776109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/06/bywaja-momenty-w-zyciu-mym-kiedy.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7091381787502819362</id><published>2010-06-09T23:06:00.000+01:00</published><updated>2010-06-09T23:06:22.682+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj bedzie z bajki 'my own private fairytale'. No, sort of, albowiem ja jestem tak bardziej z Andersena, dramat, i to porzadny, musi byc. A ze w temacie moich wzlotow i upadkow (z przewaga tych ostatnich) w tzw. relacjach damsko-meskich nie ma nic, czym bym sie chciala chwalic szerokiej publicznosci, to bedzie profesjonalnie, bo dawno nie bylo. Chyba nie bylo od czasu ostatniej zmiany pracy, ktora miala miejsce pol roku temu. No, to czas najwyzszy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bajka bedzie w tonie: jak ja bym chciala, zeby moje zycie raz na jakis czas bylo zwyczajnie nudne. Zebym miala prace w biurze, 9 -5, nudnego faceta w mieszkaniu, nudny, rutynowy seks co wieczor (tudziez co rano), nudne zdrowie psychiczne (w sensie w normie) etc. Ale nie. I ja przysiegam, ze sie nie staram, to wszystko samo tak wychodzi. Nudny seks - nie ma opcji, bo nie ma nudnego faceta w nudnym domu, bo nie ma nudnego domu, bo nie ma nudnej pracy. Wiec kolyszac sie bezustannie na tym perpetuum mobile skazalam siebie na za duzo dramatu, za duzo do ogarniecia i tym samym zrujnowane zdrowie psychiczne, ktorego ubytkow wyliczac nie bede.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak oto miesiecy temu szesc, po opuszczeniu szeregow &lt;a href="http://lesailes.hermes.com/gb/en/"&gt;Hermesa&lt;/a&gt;, ktorego duch mnie goni w kazdym kolorowym magazynie i kazdym niemal filmie, zasililam szeregi &lt;a href="http://www.reiss.co.uk/"&gt;REISS&lt;/a&gt;a, w teamie managerskim, wiec niby prestizowo. Bylo mi milo, albowiem moglam sie znowu bawic duzymi lalkami, ubierac je, dodawac pewnosci siebie, nauczyc sie co nieco o roznych typach kobiecosci etc. Fascynujacy temat, wiele razy chcialam o nim napisac, albowiem doswiadczenia z przymierzalni sa nieocenione. Ale ze ja typem standardowym nie jestem, co bylo duzym problemem w Hermesie (w sumie podstawowym), to i tutaj zaczely sie schody, przede wszystkim w zarzadzaniu ludzmi, a dokladnie nastolatkami... Ale nie uprzedzajac faktow - mialam moje momenty typu skladanie portfolio do konkursu ELLE, visual merchandising sklepu mojego i tego najwiekszego, zdobywanie szerokiego uznania etc, klientki (i klienci) przychodzacy tylko do mnie etc.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Momentem szczytowym byla klientka z salonu za rogiem, ktora pewnego dnia jakies dwa miesiace temu zadzwonila mowiac, ze pewnie jej nie pamietam (ech, nikt nie docenia mojego twardego dysku...), ale tak jej zaimponowalam, ze chciala mi zaproponowac prace w jej firmie. Umarlam na miejscu. Numer zachowalam, ale nie wiedzialam, jak odpowiedziec, albowiem jej biznes to Kensington Lighting Company, czyli showroom z pieknym oswietleniem. A co ja o oswietleniu wiem...? Poza tym ledwo zaczelam REISS, a wiadomo, CV nie wyglada najlepiej z czestymi zmianami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i niedawno gruchnela bomba... W telegraficznym skrocie: poczatek konca zainaugurowal dramat z moja menadzerka, ktora najpierw pojechala na wakacje, podczas ktorych nasz sklep nawiedzano i reformowano, po czym wrocila i zniknela w niewyjasnionych okolicznosciach, az potwierdzono, ze zostala usunieta z firmy. W tak zwany miedzyczasie caly team, mocno z menadzerka zaprzyjazniony, sie sprzysiagl przeciwko mnie, albowiem ja, jak to ja, jestem kobieta pracujaca, zadnej pracy sie nie boje, wiec chcialam tym wszystkim reformujacym pokazac, ze potrafimy. No i sie doigralam. Po kilku dniach wolnego na celebracje urodzin wrocilam, zeby zostac wezwana na przesluchanie, podczas ktorego dowiedzialam sie, ze dwie z dziewczyn oskarzyly mnie o kradziez, co zaskutkowalo zawieszeniem moich obowiazkow.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uczucie jest tudne do opisania. Apatia polaczona z totalna bezsilnoscia, panika, rozpacza, myslami samobojczymi etc. Hektolitry lez, telefon do mamy, przyjaciolki i sms do Ksiecia z Samochodem, ktory stanal na wysokosci zadania i zamiast sie rozczulac, jakie to okropienstwo mnie spotkalo, od pierwszych slow kazal mi googlac instytucje oferujace porady prawne i caly scenariusz co i jak. Pierwsze dni minely pod znakiem google, telefonu, free legal advice, az dostalam papiery potwierdzajace oskarzenia oraz zeznania swiadkow, ktore nie lezaly na jednej polce z prawda. Kolejne hektolitry lez i kolejna akcja: szukamy nowej pracy. I przypomnialam sobie o tym numerze, ktory od zawsze mialam w portfelu. Zadzwonilam z przeprosinami, ze dopiero teraz, ale nie wiedzialam, jak odpowiedziec... Wszystko ok, oddzwonia, zeby mnie zaprosic na rozmowe. Poszlam, przegadalam z moja byla klientka i przyszla szefowa poltorej godziny, podczas ktorych dowiedzialam sie, ze w 'biurze' moja szefowa ma wiecej butow niz ja mialam przez cale swoje zycie, a w lodowce zawsze jest wino i szampan, jak rowniez Diet Coke. I wiedzialam, ze jestem w domu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takze bede zarzadzac oswietleniowym showroomem. Boje sie jak cholera, ale dam rade. Showroom jest na mojej ulubionej ulicy, od ktorej zaczela sie moja cala londynska kariera - &lt;a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;amp;source=s_q&amp;amp;hl=en&amp;amp;geocode=&amp;amp;q=59+Kensington+Church+Street,+Kensington,+United+Kingdom&amp;amp;sll=37.09024,-95.712891&amp;amp;sspn=31.839416,67.236328&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;hq=&amp;amp;hnear=59+Kensington+Church+St,+Kensington,+Greater+London+W8+4,+United+Kingdom&amp;amp;z=15"&gt;Kensington Church Street&lt;/a&gt;. Eileen czekala na mnie kilka miesiecy i od razu wiedziala, ze ja to ja i koniec. Ja po pol dnia spedzonego w showroomie w sobote na kacu gigancie po szalonej nocy w &lt;a href="http://www.thehawleyarms.co.uk/"&gt;The Hawley Arms&lt;/a&gt; z &lt;a href="http://pigtailsrock.blogspot.com/"&gt;Nonita&lt;/a&gt;, moja londynska soul sister i poderwaniu Mr Cute Ashtray (to ta czesc, ktora nie chce sie chwalic) powiedzialam tak i teraz tylko czekam, zeby sie oczyscic z zarzutow, co mi idzie niezle, i powiedziec REISSowi papa, fuck off and die.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takze jest my own private fairytale, ale z takim dramatem, ze mi raczki opadaja. I sie zastanawiam, jak ludzie to robia, ze sobie normalnie zyja, maja te sama prace przez 5 czy chuj knows ile lat, nie nudza sie, nie maja drog przez meke, tylko sa shiny happy i tyle. No bo z mojej skromnej perspektywy zwyczajnie sie nie da.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7091381787502819362?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7091381787502819362/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/06/dzisiaj-bedzie-z-bajki-my-own-private.html#comment-form' title='5 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7091381787502819362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7091381787502819362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/06/dzisiaj-bedzie-z-bajki-my-own-private.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7543292408334153885</id><published>2010-05-24T00:14:00.003+01:00</published><updated>2010-05-24T00:51:46.580+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja, jak to ja, jak nie mam weny na rozdzial wielotomowej epopei, to nie siade i nie napisze. A jak mam temat, a przy okazji i dupresje, to tym bardziej. A dupresja nastapila, albowiem po epizodzie z Trzecim Bratem jakos wszystko bylo siadlo, mnie przede wszystkim, porozkladalam siebie na czynniki pierwsze - nie pierwszy i nie ostatni raz, doszlam do wnioskow nie nowych i jakos musialam sie poskladac do kupy. Troche mi to zajelo, jak widac na zalaczonym obrazku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z autopsychoanalizy moznaby wysnuc poniekad kompleks Elektry, powyninany nieco. Kompleks niekochanej corki ojca, ktora szuka jego odbicia, ale jako, ze niekochana na wejsciu, to tak sie boi tego niekochania, ze pieprzy sobie sama wszystko, zeby uniknac kolejnego niekochania. Wiec to ona trzyma wladze, nie baczac na to, ze robi kuku nie tylko sobie, ale i tej drugiej stronie. Ale, ze kuku zrobione sobie samej boli mniej, to lepiej zawczasu sobie zagrodzic droge do skrzywdzenia przez tego, ktory moglby nie kochac. Ok, tyle filozofowania, bo temat jest rozwalkowany doszcztenie i nie ma sobie co piora strzepic. Dodam tyle tylko, ze po calej historii nawet Mama byla zdziwiona, ze to u mnie tak podswiadomie gleboko siedzi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co by nauczke wyciagnac i jakos isc do przodu, postanowilam co nieco poreformowac. Jako pierwdzy krok postanowilam zerwac z zabijaniem czasu na moim sekretnym uzaleznieniu, a mianowicie internetowym randkowaniu, przede wszystkim dlatego, ze to nie moja bajka i przez caly moj czas tam de facto do zadnego randkowania nie doszlo, a to dlatego, ze ja sie w to zwyczajnie nie bawie, a ze sie nie bawie, to, jak to moj drogi brat &lt;a href="http://fetyszowo.blogspot.com/"&gt;Fetysz&lt;/a&gt; mnie nauczyl ostatnio, na chuj? Wiec wzielam i nacisnelam magiczny guzik 'delete profile' i do widzenia, nie do jutra, jutra nie bedzie, jestem single &amp;amp; fabulous i nie udaje, ze chce, zeby bylo inaczej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponadto mam miesiac urodzinowy, wiec zgodnie ze starym zwyczajem swietuje od pierwszego do ostatniego dnia. Zacwierkalam kiedys na twitterze, ze w tym miesiacu potrzebuje sponsora na: podklad, sciecie wlosow i 2 pary butow. Podklad, sciecie i jedna pare mam, oczywiscie, dzieki sobie samej, a moje nowe cekinowe Conversy ida jako prezent od Mamy. Wszystko w ramach dorastania i prezentow. Rok temu sprawilam sobie BlackBerry na kontrakt, to w tym roku zainwestowalam w elektroniczna szczoteczke do zebow - taka porzadna, podlaczana do pradu, bo mi sie te na baterie znudzily.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tak lazilam sobie w ramach urodzin to tu, to tam, az zapelzlam do mojego ulubionego charity shopu tydzien temu, tuz po scieciu wlosow (wracamy do korzeni, asymetria, z lewej prawie nic, no, musi byc profesjonalnie, wiec niewiele), zeby sobie jakies dvd czy ksiazki wypatrzyc. Wypatrzylam, az tu widze na kasie stoi taka mini ksiazeczka 'YOUR BIRTHDAY MAY 26'. Otwieram, nudy nudy, jakies biografie skrotowe etc, a na koncu horoskop taki dosyc szczegolowy. Ide do rozdzialiku 'LOVE', a tam:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Unless there is some&amp;nbsp;stabilizing&amp;nbsp;influence from the ascendant or other planets, first decan Geminis are likely to be fickle and unreliable in love. How could one imagine that such inherently restless individuals would be able to stick with one person for any length of time, any more that they would be liable to remain in one place? They usually have a plausible excuse for their behaviour (these are the fastest talkers and the most inventive liars of the zodiac) but the fact is they just tire very rapidly of the familiar. This is probably because of their approach to life, mental curiosity will always be stronger than emotional commitment.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, to mi powiedzieli. Jestem hopeless case i chyba po 26 latach jestem z tym faktem po imieniu i jest nam razem dobrze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zeby zakonczyc z pozytywnym akcyntem, no, przynajmniej humorystycznym, opowiesc z polki nie do konca 'LOVE', ale pokrewnej. Mam przyjaciela makijazyste, ktory pracuje w salonie wraz z niesamowicie oko me przykuwajacym mlodziencem. Postanowilam wypytac kto zacz, dowiedzialam sie, ze Artysta, nieco niesmialy i jakis taki mocno specyficzny w kontaktach z plcia przeciwna, no to ok, obadamy temat. Jako naczelny cyber stalker &lt;a href="http://www.kieranpalmer.org/"&gt;wynalazlam delikwenta&lt;/a&gt;, &lt;a href="https://twitter.com/MyMateKieran"&gt;gdzie sie dalo&lt;/a&gt;, co by sie dowiedziec, z kim mam do czynienia, w sensie co za artysta i czy mi to lezy. Lezy, cudownie, no ale raz widzialam, slowa nawet nie zamienilam porzadnie, wiec wiadomo - fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawic sie, aby bawic sie, aby bawic sie na calego. Ale przyjaciel postanowil sam z siebie mi dopomoc, mial mnie zaprosic na jakies urodzinowe drinki z cala ekipa z pracy, ale zostaly odwolane raz, zostaly odwolane drugi raz, mi fantazja nie podlewana jakos wiedla systematycznie. Az tu nagle dostaje sms od przyjaciela, ze gadal z Panem Artysta i Pan Artysta powiedzial, zeby przekazac mi jego numer telefonu, co by sie umowic kiedy tylko mam ochote. Zbladlam, zapadlam sie pod ziemie i mentalnie wrocilam do liceum. Ale uznalam, ze skoro goscia nie znam, to nie mam nic do stracenia, a do zyskania owszem - moge go poznac! A poza tym bede wygladac na jeszcze wieksza idiotke jak z tego numeru w zaistnialej sytuacji nie skorzystam, wiec raz kozie smierc, wystosowalam krotka wiadomosc tekstowa przedstawiajac sie i czekajac, co bedzie dalej. Odpowiedz nadeszla szybko i tak oto wdalam sie w smsowy ping pong, bardzo sympatyczny i wypelniajacy mi sobotni bezplanowy wieczor. Posypaly sie pytania co robie owej nocy, gdzie mieszkam, gdzie on mieszka, okazalo sie, ze mieszka w East Dulwich, czyli glebokie poludnie Londynu (to tam, gdzie zadne metro nie dociera), ja, ze nigdy tam nie bylam, wiec w odpowiedzi 'I'll show ya! Come to East Dulwich!' i dokladne instrukcje, co i jak, zeby sie tam dostac. Mi wyobraznia oczywiscie ruszyla i zeby nie bylo - bylam na 12-kilometrowym spacerze po poludniowym wybrzezu Tamizy i jest tam pieknie, wiec mi apetyt urosl i nastawilam sie na spacer po East Dulwich, ktory zamienilabym na spacer po moim odkrytym Bermondsey. No dobra, nie bede udawac, ze moja wyobraznia sie zatrzymala na spacerze, gdyz poniewaz ona granic nie uznaje i lubi zyc wlasnym zyciem. Tak czy inaczej po takich zachecajacych instrukcjach transportowych na moje pytanie gdzie i kiedy odpowiedziala mi cisza... Cisza, jak wiadomo, to najlepszy wspolny znajomy moj i Chrupka, jak rowniez ostatnimi czasy Ksiecia i niezliczonej ilosci tych, co przed nimi i po nich. W glowie zapalil mi sie neon &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0IeXqvFR6HI"&gt;'HE'S JUST NOT THAT INTO YOU'&lt;/a&gt;, co bylo ok, wszak goscia (jeszcze) nie znam, wiec jak ma byc into me? I tak do czwartku, kiedy to postanowilam sie dowiedziec co i jak ze spacerem. I uwaga, gwozdz programu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Teatrzyk Czerwona Pantera ma zaszczyt przedstawic:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;Zaskakujaca rozmowe Madzi z Panem Artysta &amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MADZIA:&lt;/u&gt; Hello stranger, so what happened to the big south pole expedition plan? Deal or no deal?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;PAN ARTYSTA:&lt;/u&gt; What you doing tonight?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MADZIA:&lt;/u&gt; Currently updating my blackberry - thrilling.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;PAN ARTYSTA:&lt;/u&gt; I'll show you thrilling, come meet me later.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MADZIA:&lt;/u&gt; Where &amp;amp; what time?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;[&lt;i&gt;Dramatyczna przerwa w komunikacji, trwajaca od 22:34 do 23:46&lt;/i&gt;.]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MADZIA:&lt;/u&gt; How late is later...?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;PAN ARTYSTA:&lt;/u&gt; Haha!! Hmm... Well are you free? It's quite late? ......&amp;nbsp;If you want you can come to mine?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MADZIA:&lt;/u&gt; It is indeed, plus work tomorrow. Saturday?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;[&lt;i&gt;Dramatyczna przerwa przed momentem kulminacyjnym&lt;/i&gt;.]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;PAN ARTYSTA:&lt;/u&gt; Ha! Very true... Ok, saturday night.. Without being outrageously blunt..&amp;nbsp;Shall we meet up, have a few drinks, and have sex? ........................&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;[&lt;i&gt;Przerwa na opad szczeki, oraz na emergency chat z bratem &lt;a href="http://fetyszowo.blogspot.com/"&gt;Fetyszem&lt;/a&gt;, bez ktorego&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;nie bylabym w stanie splodzic zadnej sensownej odpowiedzi, albowiem raczki mi opadli,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;a wraz z nimi talent do cietej riposty.&lt;/i&gt;]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Kurtyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niniejszym z przykroscia oznajmiam, ze moja przyjazn z East Dulwich zostala odroczona na czas nieokreslony.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7543292408334153885?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7543292408334153885/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/05/ja-jak-to-ja-jak-nie-mam-weny-na.html#comment-form' title='10 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7543292408334153885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7543292408334153885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/05/ja-jak-to-ja-jak-nie-mam-weny-na.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-3790564878958756186</id><published>2010-04-21T23:01:00.000+01:00</published><updated>2010-04-21T23:01:51.489+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, ze troche mi to zajmuje, ale serio nie lubie pisac, jak nie mam nic do powiedzenia. To tak jak z tekstami piosenek. Wszyscy artysci, z ktorymi czytalam wywiady (a mam za soba etap ostrego czytaia muzycznego, ktory obecnie jest jakby w ofensywie) zawsze twierdzili, ze najlepsze teksty pisze im sie, kiedy maja dola, albo kiedy sa szczesliwi. Generalnie skrajne emocje. U mnie jednak bardziej napedzajaco dziala dol (ciekawe, czemu, hm...), gdyz poniewaz jak mam naplyw radosci, to czuje sie jak naiwna licealistka, dla ktorej wszystko jest rozowe w niebieskie chmurki i pachnie wata cukrowa. Pomijam milczeniem, ze zazwyczaj, kiedy czytam moje posty s perspektywy czasu, to i tak czuje, jakby je pisala naiwna licealistka. Wniosek: naiwna licealistka we mnie jest wciaz zywa. Ma na imie Pollyanna. Wrodzila sie we mnie jeszcze w podstawowce, kiedy to generalnie bylam koncertowym molem ksiazkowym i tluklam dwie ksiazki dziennie. Ten etap tez jest w ofensywie, ale z tym akurat walcze. Fakt, ze mam prace na pelen etat i nierowno pod sufitem, podobnie jak upodobanie do woluminow 500 stron plus nie pomaga, ale mozna zaobserwowac pewien postep.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wstep mogl zasugerowac, ze cos sie wzielo i wydarzylo. A i owszem. Koncertowo - oczywiscie. Otoz jestem, prosze pana, na zakrecie, jak spiewala &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=eNPKYDDk5kw"&gt;Osiecka Janda&lt;/a&gt;. Tak, chodzi o Ksiecia z Bajki. Tfu, z Samochodem. I znowu, jak spiewala &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=d2-n6wLl6YI"&gt;Przemyk&lt;/a&gt; (albowiem ja mysle w piosenkach, moj mozg to jedna wielka szafa grajaca, do ktorej grosik wrzuc i hulaj dusza, piekla nie ma), nie mam zalu do nikogo, sama sobie krzywde zrobie. I zrobilam. Kuku duze. Dzisiaj sie podnioslam, zajelo mi to dni cztery, ktore powinnam byla poswiecic na pracowite skladanie do kupy magisterki, ktora nade mna wisi jak miecz przeznaczenia. Dzisiaj plan na pierwsze zdanie. I nie bedzie to 'Mrs Dalloway said she would buy the flowers herself.', niestety. Aczkolwiek plan jest, co by moja historie przerobic na ksiazke, albo i lepiej, na serial komediowy, Magda w wielkim miescie. Nie, musi byc brat w tytule. Zabawne, statystyka mi pokazuje, ze ktos tu zaglada regularnie wchodzac przez haslo w google 'spalam z bratem'. No, to sluchajcie, albowiem to nie wszystko.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cala historia zaczela sie zeszlego Nowego Roku, impreza, Camden, szal, &lt;a href="http://www.ultimatepowerclub.com/"&gt;Ultimate Power&lt;/a&gt;. Te czesc juz znamy, owszem, spalam z bratem. Brac jest dwoch. Moja Mama poznala juz wszystkich, przy czym trzeciego owego pamietnego dnia, kiedy to Ksiaze nam sie objawil przed moim ulubionym pubem, w towarzystwie owczesnej dziewczyny i Trzeciego Brata wlasnie, przedstawionego nam nie mniej ni wiecejk tylko tak: 'And this the Third Brother' (na wspomnienie tego przedstawienia ja i Mama wciaz wybuchami smiechem) . Rok i dwa i pol miesiaca pozniej, impreza przelomowa, ta po pierwszej probie pojscia na kawe, ale przed tym faktycznym pojsciem. Ksiaze mi zarzucil Kopciuszka, czyli pojawil sie i zniknal, jednak the show went on i bawilam sie wysmienicie w towarzystwie Pierwszego Brata, wszystkich krewnych i znajomych krolika, no i Trzeciego Brata rowniez. Jednakowoz kiedy sie zorientowalam, ze Trzeci Brat cos jakby zmierza w podobnym kierunku, w ktorym na ongis Brat Pierwszy (aczkolwiek o wiele subtelniej), postanowilam uciekac, uciekac, albowiem szemranych historii z ta rodzina mam juz jakby wystarczajaco.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poltora miesiaca pozniej. Byla kawa. Bylo odprowadzenie na stacje, wygrana rozmowa o wprawdzie nie wymarzona, ale przynajmniej platna prace, bylo przypadkowe (no, prawie przypadkowe, wszak ja jestem malym Sherlockiem w spodnicy, jak sie zjawiam tam, gdzie on, to nigdy w 100% przypadkiem, aczkolwiek rowniez nigdy z gwarancja sukcesu) piwo, wszystko w odstepie tygodnia, az nadeszla kolejna impeza. Przed impreza dramat, bo przegapilam bilety, wszystkie poszly, a ja nie dosc, ze misja z Ksieciem, to jeszcze znajomi poznani ostatnim razem (podczas biletowego dramatu oczywiscie, laski mnie uratowaly swoim nadprogramowym i sie wzielysmy i skumalysmy od razu), zawiedzeni, ze nie mam jak sie dostac. Wszyscy moi krewni i znajomi - uderz do Ksiecia, a ja nie, nie bede, sama sobie zalatwie, nie chce sie uciekac do jego znajomosci, tlu, pokrwwienstwa. Az tutaj niespodzianka, dwa dni przed godzina zero Ksiaze nagle wyskakuje z haslem, ze nie mam biletu, tak? Bo jego znajomy ma najprawdopodobniej jeden zbedny, nic pewnego, ale nastepnego dnia da mi znac. Ok, czemu nie. Nastepnego dnia, 10 rano - znajomy sie jeszcze nie odezwal, ale da mi znac pozniej. Nie ma sprawy. Na wszelki wypad zaczelam sie rozgladac po sieci za inszymi opcjami biletowyi, i znalazlam trzy, ale niewazne. Dzien zero. Umowione odbiory biletu w dwoch miejscach, jednen musialam skasowac, a tu niespodzianka, sms od Ksiecia, ze ma dla mnie bilet od znajomego Trzeciego Brata, do odbioru na miejscu, on tam bedzie od jakos wczesnie, wiec mam zadzwonic, to po mnie wyjdzie. No to odwolujemy kolejny odbior biletu. Na miejsce dotarlam fashionably late, Ksiaze mi podrzucil bilet i zniknal do srodka, wysylajac sms, ze do zobaczenia na froncie. Zaczelam od wizyty w lazience (rada Mamy: musisz poprawic perfekcyjny makijaz), nastepnie sprawilam sobie pierwsze piwo (na ktorym powinnam byla poprzestac), poszlam odnalezc moje znajome i z wysokosci balkonu obserwowalam Ksiecia z Trzecim Bratem wypatrujacych czegos bardzo intensywnie. Kiedy wreszcie Ksiaze mnie wypatrzyl i zamahal, nadszedl moment podejscia i przywitania sie, wiec po wielkim hugu i gadce szmatce Ksiaze zapowiedzial, ze idzie zwiedzic obiekt w celu odnalezienia znajomych, ale 'the most important people are here already'. Na taki tekst powinnam byla sie rozpuscic jak cukier na patelni, ale uzbroilam sie jakos dziwnie skutecznie w pancerzyk pt. 'he's just not that into you, don't expect anything', wciaz nie do konca wierze, ze autentycznie potrafie to zrobic. Impreza sie rozkrecila, z laskami uderzylysmy wreszcie na nasz ulubiony front, polalo sie drugie piwo, i trzecie, i, niestety, czwarte (a trzy to moja najbezpiecziejsza ilosc, zjedzenie podczas calego dnia salatki z buraczkow tez nie pomoglo). Humory wysmienite, towarzystwo podobnie, Trzeci Brat wciaz patrzyl. No i niestety, po tym czwartym piwie moje zdolnosc racjonalnego myslenia zaczela mnie opuszczac co jakis czas na chwile, wiec jak mnie Brat Trzeci nagle pocalowal, nie ucieklam. Przynajmniej nie od razu. Wiem, ze na pewno lapalam sie za czolo, smiejac sie i myslac, ze to sie nie moze dziac. Ale to jeszcze nie koniec! Postanowilam uciec od Brata i podczas ucieczki natknelam sie na brata innego z djow, oczywiscie najlepszego kumpla calej wesolej gromadki. I on tez w przyplywie wielkiej czulosci, postanowil mnie pocalowac. Nie, to nie koniec. Po tym zupelnie nieoczekiwanym pocalunku magicznie wrocilam w ramiona Trzeciego Brata. I z powrotem ucieklam do tamtego, ktory mnie poczestowal piatym piwem, co serio nie bylo pomyslem dobrym. I z powrotem do Brata. I z powrotem. I jeszcze raz... Az zapalily sie swiatla, koniec balu, oczywiscie zasnelam w autobusie do domu i przejechalam swoj przystanek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Morning after. Oh-my-head. Po chwili uderzylo mnie, co narobilam. Rozryczalam sie jak dziecko, a, ze oczywiscie poranek byl z gatunku 'when I wake up in my make up', maskara mi splynela na brode. Doprowadzilam sie do porzadku. Komputer. Ksiaze online. 'You were trashed'. O, tak... Gadka jak zawsze, tak, I was trashed, swietna zabawa, bla bla bla, nagle on, ze he didn't even kiss anyone. Ja, ze not kissing is better than kissing and regretting. 'Who did you kiss?' 'I don't kiss and tell' (w tym momencie bylam dziko zdziwiona, ze on nie pamieta, w koncu to sie dzialo na jego oczach, chociaz wiem, ze jakos zalosnie probowalam sie kryc). Rzucilam tylko, ze nadrobilam nasze statystyki i dobrze, ze nie widzial the whole of my disgrace. 'What happened?' Nothing... Po czym zniknal. Jak wrocil po dobrej chwili (ja sie zdazylam wyszykoac do pracy etc), juz wiedzial... I niby bylo ok, sam mnie tlumaczyl, ze you were trashed, drunk times, don't feel bad. Na haslo, ze he's the only brother I didn't kiss rzucil 'I know, and it better stay that way too. It's getting incestuous.' Ale nie gadalam z nim od tamtego czasu. Trzeci Brat olal moja wiadomosc z przeprosinami za zachowanie, ten drugi w ogole olal zupelnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nie wiem dokladnie, skad ta depresja. Chyba wlasnie z tej Przemyk. I nie mam zalu do nikogo, ja sama sobie robie te krzywde. Za kazdym razem, kiedy moje zycie zmierza w mniej wiecej jakims kierunku, cos zaczyna sie ukladac, ja musze wejsc i, za przeproszeniem, ale bardziej poetycko sie nie da, rozpierdolic wszystko w drobny mak. A przede wszystkim rozpierdolic siebie. Bo jestem jednak dziewczyna. Cos takiego musi mi trzepnac po emocjach z co najmniej kilku stron. Kolejny brat. Teren zakazany. Pomijamy, ze niczego nie oczekujemy, i wlasnie dlatego to sie wydarzylo, ale czysto hipotetycznie - gdyby Ksiaze wlasnie sie pogodzil z akcja z Pierwszym Bratem, to wlasnie spierdolilam to na nowo. A sam Trzeci Brat? Czail sie od jakiegos czasu, wreszcie sie udalo, a ja co? Zaraz lece do innego. Ten inny jest tu najmniej wazny, ot, zdarzylo sie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A na samym koncu jestem ja sama, ktorej jest niesamowicie wstyd, glupio i przykro, bo tak, jak sie ladowalam pozytywnie Bjork i 'Big Time Sensuality' przed pojsciem na impreze, tak autentycznie 'I don't know my future after that weekend'. Bo cokolwiek sie by nie dzialo, Ksiaze moje miec dziesiec tysiecy innych Ksiezniczek, ja moge miec innych Ksiazat, ale nie chce stracic przyjaciela. Bo o to w tym miescie cholernie trudno.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-3790564878958756186?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/3790564878958756186/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/04/wiem-ze-troche-mi-to-zajmuje-ale-serio.html#comment-form' title='7 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3790564878958756186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3790564878958756186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/04/wiem-ze-troche-mi-to-zajmuje-ale-serio.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-9150806617961309636</id><published>2010-04-01T00:42:00.000+01:00</published><updated>2010-04-01T00:42:02.976+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po nieobecnosci slusznej, w ramach zasady, ze nie trujemy, jak nie mamy o czym, powracam z tematem co najmniej na miejscu, a mianowicie onlajnowym. Wydawaloby sie, ze jestem w tej dziedzinie zwierzeciem, jesli nie bestia. Ze moje zycie bez komputerka i telefonu podlaczonego do wszystkich internetowych gadzetow byloby bardziej niz niepelne. Jednakowoz mialam w swym etosie kilka punktow spod znaku 'nigdy'. Jednym z nich byl przykaz, co by nigdy nie spotkac sie z ludziem poznanym w sieci. Jak wiemy nie tylko od Jamesa Bonda, nigdy nie mow nigdy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczelo sie od jakiejs samotnej, zimnej nocy (jak to zawsze bywa), podczas ktorej z nudow postanowilam wziac i sie zalogowac na stronie, ktorej reklame widzialam w metrze. Podejrzewam, ze musialam byc jakos w miare swiezo po oslawionym zerwaniu, potrzebowalam tak zwanego dreszczyku emocji, a ze skad inad wiadomo, iz najmocniejsza, to ja jestem w slowach, preferencyjnie pisanych. Wykoncypowalam zatem, ze taki ot naughty chat bedzie dla mnie idealny. Okazalo sie, ze chat nie jest tylko chatem, ale rowniez serwisem randkowym, czego nie wzielam pod uwage, wiec nie dosc, ze nie bylam zainteresowana sednem sprawy (randkowaniem), to jeszcze ta naughty czesc nie byla naughty na moje rozumienie tematu, w sensie porozmawiac, ba, interesujaco poswintuszyc z nikim sie nie dalo. Konto w try miga zlikwidowalam i koniec zabawy. Do czasu. Znowu bylo zimno, ciemno, pozno, nudno. No to imperium kontratakuje, a co. Obwarowalam sie nickiem co najmniej zenujacym (poziom zenady odpowiadal zenadzie wynikajacej z samego faktu, ze sie tam zalogowalam) i nie zwiazanym ze mna i moimi dotychczasowymi sieciowymi wcieleniami, zdjecia wrzucilam sprzed lat trzech, co by mnie nikt na ulicy nie rozpoznal i postanowilam dac portalowi szanse.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I oto wchodzimy na grunt oddzielania ziarna od plew. Otoz szara rzeczywistosc prezentuje sie, bez ani grama przesady, nastepujaco: 95% atakow bylo nie do przyjecia z miejsca. Zostalam zbombardowana galeria krzywych, prostych, krotkich, dlugich, bialych, czarnych, zoltych i bezglowych penisow. W ramach zdjecia profilowego rzecz jasna. Jak nie bezglowe penisy, to panowie po 60-tce, jak nie panowie po 60-tce, to Essex, po polsku zwane jakze poetycki dicho, jak nie dicho, to armia. I teksty z gatunku 'mala, jestem na przepustce, mam pokoj w hotelu, wpadnij'. 5% (o ile to 5 nie jest zbyt laskawe) okazalo sie byc interesujacym materialem na rozmowy o muzyce, ksiazkach, lingwistyce, przy czym 80% z tych 5% to webdesignerzy, muzycy i fotografowie. (Pomine milczeniem moja wrodzona i perwersyjna w tym kontekscie naiwnosc znalezienia w takim, a nie innym miejscu materialu na dystyngowane konwersacje.)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dochodzimy do sedna. Jako, ze mnie zycie nie nauczylo, postanowilam zrobic cos, co by przelamalo moj schemat. Postanowilam nie dosc, ze dac stronie szanse, to jeszcze dac jednemu z poznanych webdesignerow szanse. Podobnie, jak dalam szanse bojfrendowi, do ktorego nie czulam doslownie nic. Blad. Po pierwsze, zlamalam swoje postanowienie o niespotykaniu sie z kims poznanym w sieci. Po drugie, nie mialam ochoty sie spotkac. Po trzecie, koles mnie nie krecil. Owszem, przegadalismy godzin kilka o muzyce, albowiem gust mamy przerazajaco podobny, ale to by bylo na tyle. Co wiecej, po pierwszej randce, ktorej ze wzgledu na te muzyke etc nie mozna zaliczyc do tak do konca nieudanych (wszak bylo i stawianie drinkow, i odprowadzenie do domu, i pozegnalny make out kiss), po miesiacu postanowilam pojsc o krok dalej, co sie zakonczylo fiaskiem bardziej spektakularnym, bo jak sie mozna w lozku spodziewac fajerwerkow bez... fajerwerkow? Idac w zaparte, wdalam sie w internetowa konwersacje z typem, z ktorym poprzysieglam sobie nie wdawac sie w nic, albowiem jako chat up line mial wpisane 'I'll take you to steak dinner and then we can fuck', a jako zdjecie profilowe bezglowe ujecie korpusu pstrykniete iPhonem przed lustrem. Nie dosc, ze postanowilam sie wiecej nie spotykac, a chat up line to wyraznie implikuje, to jeszcze nie mam ochoty na jakikolwiek fuck, a na domiar zlego jestem wegetarianka! No ale niewazne. Kolejne przykazanie moje osobiste zaklada niezawieranie znajomosci z ludzmi, z ktorymi nie moge porozmawiac o muzyce, filmach i ksiazkach. A to byl typ sluchajacy radia i house'u. Nie yl nawet webdesignerem (o mysuku nie wspominajac), a ksiegowym! Chyba tylko z nieumiejetnosci powiedzenia 'nie' postanowilam sie umowic i tak oto dzisiaj wrocilam do siebie i zwyczajnie w swiecie osobnika wystawilam...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bo na tym polega caly dowcip. Badz soba, wybierz Pepsi. Albo mango &amp;amp; passionfruit smoothie. Albo chai latte. Przeciez wiem, ze jestem typem 'all or nothing' i jak nie moge miec 'all', to bede bardziej szczesliwa z 'nothing' niz z 'anything'.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I w ramach tej mysli podjelam krok znaczacy, a mianowicie podeszlam Ksiecia z Samochodem koncertowo, od niechcenia rzucajac (bardzo w kontekscie rozmowy), ze zapewne jestem scary, skoro boi sie ze mna spotkac. Odzew byl bardziej, niz zgodny z planem - 'Are you working today?' Alez skad, wszak nadaje do niego spod koldry, ledwo otworzywszy oczy po przebudzeniu. 'Wanna meet for a coffee, say at 1, same place?' I nadejszla wiekopomna chwila. Zajelo nam to rok i cztery miesiace od pierwszego spotkania. Niepojete, jak trudna byla ta kawa w swietle calego zwiazku, ktory zdazyl sie wybudowac na gruncie godzin przegadanych o kazdej mozliwej porze dnia, na kazdy mozliwy temat, z miejsc tak odleglych, ze nierealnych. I zeby bylo jeszcze zabawniej, po tym roku i czterech miesiacach, po pierwszej oficjalnej kawie, Madzia odprowadzila Ksiecia na dworzec i odprawila na rozmowe o prace! No ja przepraszam, ale idiotyczny banan z twarzy mi zejsc nie moze, albowiem jest to co najmniej nieprawdopodobne. Plus urocza rozmowa o dylematach mieszkaniowych, podsumowana moim, ze jedyne, co wiem, to to, ze jak bede rich &amp;amp; famous, to chce wreszcie zamieszkac w Bloomsbury. A Ksiaze na to: Bloomsbuty to moje ulubione miejsce, zawsze chcialem sie tam przeprowadzic. I po chwili lekko podejrzliwym tonem: 'mowilem ci kiedykolwiek, ze lubie Bloomsbury?' Nie, zaskakujaco, w morzu naszych tematow moje miejsce magiczne jakos nam zatonelo. Zatem poczekam teraz cierpliwie, az go cos w twarz uderzy. Moge czekac dlugo. Wszak wole 'all' od 'nothing'.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale najwazniejsze jest to, ze on jest prawdziwy. Istnieje nie tylko w mojej wyobrazni, jest zywy, mozna go dotknac i na zywo zna mnie tak samo, jak w naszym prywatnym matriksie. Moze z tego nie wyniknac absolutnie nic, wszak good friend jest o stokroc cenniejszy od bylejakiego bojfrenda. Tak czy inaczej - &amp;nbsp;'welcome to the real world'.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-9150806617961309636?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/9150806617961309636/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/04/po-nieobecnosci-slusznej-w-ramach.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/9150806617961309636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/9150806617961309636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/04/po-nieobecnosci-slusznej-w-ramach.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-901263663481048710</id><published>2010-03-20T22:01:00.001Z</published><updated>2010-03-20T22:04:12.384Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Teatrzyk Czerwona Pantera ma zaszczyt przedstawic:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;Nieprzywidziana rozmowe Matki z Corka&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;CORKA:&lt;/u&gt; Chrupek chce ze mna isc jutro do kina.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MATKA:&lt;/u&gt; Chrupek?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;CORKA:&lt;/u&gt; No, Chrupek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MATKA:&lt;/u&gt; A, Chrupek! (chichot) Na co?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;CORKA:&lt;/u&gt; Nacho.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MATKA:&lt;/u&gt;&amp;nbsp;(dziki chichot)&amp;nbsp;Nacho?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;CORKA&lt;/u&gt;: Na czczo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;MATKA&lt;/u&gt;: (chichot nieopamietany).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Kurtyna&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-901263663481048710?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/901263663481048710/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/teatrzyk-rozowa-pantera-ma-zaszczyt.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/901263663481048710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/901263663481048710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/teatrzyk-rozowa-pantera-ma-zaszczyt.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8370295367814925705</id><published>2010-03-16T00:28:00.003Z</published><updated>2010-03-16T08:03:11.223Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To dzisiaj na tapete bierzemy problem odwieczny, a mianowicie: I want it all and I want it now. Moze nie all, moze nawet nie wszystko na raz, ale tak jeden po drugim zdecydowanie teraz, zaraz. Albowiem zjawia sie taki moment, w krotym nastepuje podjeta decyzja. I od tego momentu nie ma chwili wytchenienia. Jest cel, azumyt obrazy, idziemy do przodu i nie ma mocnych, zadna sila nie powstrzyma, zeby sie palilo, walilo, sypalo piaskiem w oczy - nie, trzeba dopelznac i najlepiej jak najszybciej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I oto po raz n-ty dobrnelam do momentu kolejnej decyzji. Przeprowadzam sie. Tak, znowu. Nie, nie z Londynu, nie z kontynentu, nie, po prostu z mieszkania do mieszkania. Musze. Zaczynam sie dusic, zaczyna we mnie rosnac ten wlasny pokoj, ktory rosnie do rozmiarow wlasnego mieszkania, wlasnego zamka w drzwiach, wlasnej lazienki, wlasnego czajnika... Jakkolwiek by to trywialnie nie brzmialo, gdyz wiem, ze w porownaniu z niektorymi, to ja tak zwana mloda dupa jestem, ja juz jestem za stara na gry i zabawy towarzyskie pod wspolnym tytulem 'flatshare'. Jak bardzo kocham sie dzielic, mieszkanie chce miec swoje. Nie dam nikomu. Moje herbaty, moje waciki, moje zmywacze do paznokci i moje mleko w lodowce. Sojowe. Light. I od momentu podjecia tej decyzji oczywiscie musze znalezc nowe natychmiast. I mialam jedno, na ktore bylam w stanie powiedziec 'tak' w momencie ogladania, zaplanowanego na dzisiaj o osmej wieczorem, ale ktos mnie wzial i ubiegl i zlozyl depozyt zanim ja nawet zapukalam do drzwi. Placz i zgrzytanie zebami. Bo ja autentycznie musze byc gdzie indziej z poczatkiem kwietnia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;[...]przyszły mi na myśl gazele: hodowałem gazele w Juby. Wszyscyśmy hodowali tam gazele. [..] Myślimy, że są oswojone. Myślimy, że uchroniliśmy je przed nieznanym smutkiem, który cicho gasi gazele, zmieniając im śmierć w pieszczotę... Ale nadchodzi dzień, kiedy stają wpierając się różkami w ogrodzenie do strony pustyni. Coś je ciągnie jak magnes. Nawet nie wiedzą, że wymykają się człowiekowi. Wypijają mleko, które im przynosi. Pozwalają się jeszcze głaskać, jeszcze czulej wsuwają pyszczek w dłoń... Ale ledwo oswobodzone, już w jakimś radosnym galopie wracają do ażurowej ściany. I jeśli się im nie przeszkodzi, będą tam tkwiły nie usiłując nawet obalić ogrodzenia, ale po prostu stojąc ze spuszczonym łbem, z różkami wspartymi w barierę, i w końcu umrą. Czy to pora godów miłosnych, czy zwykła potrzeba galopu do utraty tchu? Same tego nie wiedzą. Kiedy je schwytano, nie zdążyły jeszcze otworzyć oczu na świat. Nie wiedzą nic o wolności wśród piasków, podobnie jak o woni samca. Ale my jesteśmy znacznie mądrzejśi od gazel. Wiemy czego szukają: przestrzeni, która da im poczucie pełni istnienia. Chcą stać się gazelami i tańczyć taniec gazel. Chcą zaznać pędu ucieczki, tego pędu strzały z prędkością stu trzydziestu kilometrów na godzinę, hamowanego nagłymi podskokami, jak gdyby tu i ówdzie z piasku wytryskiwały płomienie. Mniejsza o szakale, jeśli prawdą gazel jest potrzeba strachu, który je zmusza do przekraczania granic siebie i dobywa z nich taką potęgę skoku! mniejsza o lwa, jeśli prawda gazel wymaga, by umierały w słońcu, rozpłatane jednym ciosem pazurów! Patrzymy na nie i myślimy: zaczął się atak nostalgii. Nostalgia to pragnienie nie wiadomo czego... Przedmiot pragnienia istnieje, nie ma jednak słów, aby go wyrazić.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A. De-Saint Exupery&lt;i&gt;, Ziemia, planeta ludzi&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;I nie byloby problemu, nie byloby placzu i zgrzytania zebami, gdyby nie moja galopujaca wyobraznia. Od momentu podjecia decyzji jest bardzo niedaleka droga do wyobrazenia sobie efektu. I niestety, moja galopujaca wyobraznia ma rozped gazeli, nic jej nie zatrzyma i juz widze siebie na tym lozku, na tej kanapie, przy tym oknnie. Juz sie wirtualnie pakuje i rozpakowuje, urzadzam, zapraszam na herbatki, juz tam zyje i mam sie dobrze. I kiedy to wszystko roztrzaskuje sie zanim nawet zdazylam zasmakowac, porazka jest o tyle trudniejsza do przelkniecia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;To samo sie dotyczy spraw Ksiazat wszelakich, Chipsow rowniez. Moja wyobraznia zyje wlasnym zyciem, ktorego postanowilam nie limitowac. Dlatego porazki sa cierpkie, gdyz moja wyobraznia juz zadomowila sobie idee i mnie w tej idei i nie daje sobie przetlumaczyc, ze owszem, w teorii jest idealnie i sielanka i wiemy, ze gdyby tak bylo, bylibysmy w krainie mlekiem i miodem plynaczej i zyli dlugo i szczesliwie. Ale tak nie jest, niestety, przynajmniej nie tym razem, wiec trzeba sobie z fantem rade dac (wprawa robi swoje) i galopowac dalej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Pytanie, czemu nie moge po prostu olac wyobrazni, zyc z dnia na dzien i przestac snic na jawie. Otoz nie moge. Skrzywienie zawodowe. Jak sie pochlonelo w dziecinstwie tyle ksiazek i tyle scenariuszy, to sie nie da nie myslec scenariuszowo - to raz. Jak sie w mlodosci wyladowalo w klasie humanistyczno-dziennikarskiej i pilowalo warsztat pisarski, to sie nie da tego warsztatu nie pilowac dalej, chociazby w wyobrazni - to dwa. Trzy - jak sie przy okazji szkolilo do olimpiady polonistycznej i przeszlo intensywny kurs interpretacji wiersza, to nie mozna juz zyc bez odwiecznego analizowania metafor, ba, wynajdowania metafor do analizowania, zadawania sobie oslawionego pytania 'co autor mial na mysli?' i walkowania tematu do momentu, w ktorym zostanie obrany z wszelkiego kontekstu, zostana suche slowa, ktore przy najlepszych wiatrach przyniosa jakiekolwiek znaczenie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jednym slowem, jestem skazana na zycie ukryte w slowach. Kiedys sie sama zanalizuje poza granice istnienia, zostana ze mnie literki bez znaczenia. Byle we wlasnym pokoju.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S57QkxgKncI/AAAAAAAADY8/wKacRJvt_14/s1600-h/DSCN3728.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S57QkxgKncI/AAAAAAAADY8/wKacRJvt_14/s400/DSCN3728.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #666666;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8370295367814925705?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8370295367814925705/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/to-dzisiaj-na-tapete-bierzemy-problem.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8370295367814925705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8370295367814925705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/to-dzisiaj-na-tapete-bierzemy-problem.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S57QkxgKncI/AAAAAAAADY8/wKacRJvt_14/s72-c/DSCN3728.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-1662390827315095794</id><published>2010-03-03T02:09:00.002Z</published><updated>2010-03-03T02:19:55.629Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najnowsza teoria brzmi: moje wszystkie wkrety spowodowane sa checia, ba, koniecznoscia wrecz zamaskowania tego jednego, prawdziwego. Pytanie, oczywiscie, skad wiem, ze jest to wlasnie ten prawdziwy. Otoz - nie wiem. Nigdy sie pewnie nie dowiem. Juz kiedys stwierdzilam, ze za kazdym razem, kiedy nadchodzi moment powiedzenia sobie: dosc z powodow wielu i te wszystkie emocje, ktore rzekomo byly, nagle rozplywaja sie w czasoprzestrzeni, zaczynam watpic w przewdziwosc moich uczuc. Co wiecej, zaczynam watpic w moja zdolnosc do samego odczuwania, skoro to wszystko potrafie odegrac bardziej przekonujaco, niz faktycznie czuje. Sprawy zaczynaja sie komplikowac, gdyz poniewaz w danych momentach jestem swiecie przekonana, ze te emocje sa, zyja we mnie, rozrywaja mnie od srodka, dyktuja kazdy moj ruch i przejmuja kontrole nad moim swiatem. Ale z perspektywy czasu (tu nalezy dodac - nie tak dlugiego) jestem w stanie wytropic moment decyzji: tak, wpakujmy sie w to. Mojej decyzji. Nie porywu emocji, ktory nie pozostawil mi ani sekundy na zastanowienie, tylko przekalkulowanej decyzji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiscie decyzja ta determinuje fiasko calego przedsiewziecia. Niewazne, z czyjej strony. W przypadku bojfrenda z mojej, w przypadku Chipsa z jego (chociaz wisi gdzies jeszcze niewyjasniona dokladnie przyczyna, ale jesli przestalo mi nawet zalezec na znalezieniu odpowiedzi na to 'dlaczego?', to chyba serio mamy do czynienia z koncem absolutnym). Grunt, ze w obu przypadkach zaczelo sie od dzikiego oporu z mojej strony, przelamanego jednym malym gestem. I zapadala decyzja: ok, dajmy temu szanse, zobaczymy, co sie wydarzy. Nastepnie, jako, ze typem normalnym nie jestem, ba, naleze raczej do tego problematycznego gatunku, nastepuje niewytlumaczone przewartosciowanie, oto nagle to ja jestem na przedzie, to ja sie staram, to ja wmawiam sobie i swiatu, jak mi bardzo zalezy, jakie to jest bardzo idealne i w ogole no cud, miod i orzeszki. Do czasu... Czas bylby w sumie synonimem godnosci poniekad, ale niewazne, w momencie, kiedy nie da sie juz uciec przed stwierdzniem, ze to nie dziala, robi sie odwrot. I jedyny problem to dokumenty potwierdzajace obecnosc rzekomego uczucia. Jak ten blog. Juz dwa razy. I koniecznosc przyznania sie do bledu nie przed soba, bo to juz przerabialismy nie raz, nie dwa, nie dziesiec. Przed tym mitycznym 'calym swiatem'. A co, jak ktos to przeczytal i uwierzyl, ze to sie dzieje naprawde? A tu sorry, dupa, to byla moja wprawka spod znaku 'ciekawe, czy potrafilabym napisac harlequina?'. Z drugiej strony za to kocham moj blog. Za przeobrazanie zycia w literacka fikcje. Tylko troche czasu zajelo mi oswojenie sie z faktem, ze moje postaci literackie zyja innym zyciem, niz moje wlasne.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne fundamentalne pytanie, zanim doplyne do brzegu, brzmi - czy ten brzeg to jest to prawdziwe, co maskuje tymi pomniejszymi wkretami? Czy to nie jest wkret - zapchajdziura? Jak nie wychodzi, to sie wraca, by miec czym zajac mysli, do czasu nastepnego. Ale skoro te wkrety przychodza i odchodza, nie pozostawiajac zadnego sladu, a ten siedzi i sie nie rusza, to chyba problem sie rozwiazuje sam z siebie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i do tego wszystkiego musze dorzucic kluczowa dla mnie kwestie: mother knows best. Otoz powszechnie wiadomo, ze ja bez mojej Mamy nie funkcjonuje. Nie da sie i tyle. Roaming i tylko roaming powoduje, ze nie dzwonie codziennie, bo zbankrutowalabym, £100 miesiecznie za telefon to jednak o polowe za duzo jak na moja obecna kieszen.&amp;nbsp;Mama zawsze wie lepiej. Zawsze jednak pozwala mi popelniac moje bledy samodzielnie, co bym sie nauczyla. Niekiedy idzie mi wolno. Zawsze jednak wie lepiej, ja wiem, ze ona wie lepiej, wiem, co wie i wiem, co powinnam, a czego nie, wiec jak cos spieprzam, to na wlasne zyczenie, bo ona juz powiedziala, ze tak bedzie. Jako, ze tutaj sie Dzien Matki zbliza, to sobie pozwole kartke wkleic, bo piekna jest.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S4292MXBexI/AAAAAAAADTk/NqM1GklIfkQ/s1600-h/beer-before-bed.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S4292MXBexI/AAAAAAAADTk/NqM1GklIfkQ/s320/beer-before-bed.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I to tyle tytulem wstepu. Wstep bedzie (postaram sie) dluzszy od tresci, albowiem chcialam sobie przede wszystkim uswiadomic, ze mam wrazenie, ze sytuacja, z ktora mam do czynienia, to proba wyparcia pamietnego Ksiecia z Samochodem. Wyparcia nieudanego. Telegraficzny skrot. Historia trwa juz rok i 3 miesiace. Miala start bardziej, niz niefortunny, podczas imprezy noworocznej, kiedy to o polnocy he kissed someone else (za co przeprosil), na co ja postanowilam zrobic to samo. &amp;nbsp;Zly wybor. Bardzo zly. Ale jest spark, jest fajnie, fejsbuk oczywiscie nieoceniony, zaczynaja sie godziny na chacie. I kiedy mowie godziny, mam na mysli godziny. Po miesiacu jakos kolejne spotkanie, kolejny spark, ale zly wybor pokutuje, dramat, bez sensu. Mimo to - chat wciaz zywy. Codziennie. Czasami rzadziej, czasami z odleglych pieciogwiazdkowych pokoi hotelowych, czasami z pracy, czasami z lozka. Minely miesiace, pojawil sie bojfrend, nastapil headfuck, podczas ktorego on mi wyrzucil, ze I used to like him, ja mu wyrzucilam, ze he used to like me too, ale zly wybor boli przez cale zycie. Przez cala te konwersacje o godzine przesunelam trzecia randke z bojfrendem, polazlam zalana lzami, na trzesacych sie nogach i rzucilam sie jak wsciekla w caly ten 'relationship', ktory moznaby podsumowac 'Highway to Hell'. Przy calym moim idiotycznym wyrachowaniu pozwolilam panom sie poznac, a jakze, co przyplacilam kolejnymi lzami i zarzutami bojfrenda, ze chcialam tylko sie nim popisac etc. I moge to wreszcie powiedziec: tak, mial racje, wiem, ze bardzo przekonujaco odegralam zraniona, ale niestety prawda byla taka, ze chcialam zobaczyc w spojrzeniu Ksiecia jakakolwiek pozywke dla beznadziejnej nadziei. Co wiecej, u mnie byl bojfrend, u niego pojawila sie w pewnym momencie gerlfrend i sytuacja z gola podobna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tu na scene wkracza Mama. Mama, ktora przyjechala do mnie tuz po najwiekszym bojfrendowym piekle na ziemi, przeryczanej i nieprzespanej nocy z fajerwerkami ketaminowymi (jego, nie moimi). Juz wiedzialam, ze to koniec, ale oczywiscie Mama musiala potwierdzic. Wiec poszlysmy na piwo. Do mojego ulubionego pubu. I tak sobie stalysmy przed pubem, popijajac Kronenbourga, kiedy na horyzoncie pojawil sie Ksiaze z Samochodem, aczkolwiek bez samochodu, za to w towarzystwie gerlfrend i brata. Trzeciego. Co by skrocic, Gerlfrend i brat mieli niewatpliwie najmniejszy udzial w rozmowie. Kilka dni pozniej zabralam Mame na koncert, co by sie z Ksieciem lepiej poznala. Mialysmy ubaw po pachy, hichoczac jak licealistki. Tydzien pozniej bojfrend przestal byc bojfrendem. Jakies dwa miesiace pozniej gerlfrend przestala byc gerlfrend (Mama: 'O, tak szybko?')&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wracamy do wielogodzinnych czatow. Przechodzimy przez moje zmiany mieszkan, prac, jego strate pracy. I przez caly moj czas w tym miejscu, gdzie wszystko sie zmienia z dnia na dzien, jedyne, co jest pewne, to ten pieprzony czat i to pieprzone zielone swiatelko, i swiadomosc, ze cokolwiek sie nie zdarzy, po drugiej stronie jest ktos, kto zna mnie zbyt dobrze. I glupie, ze nie potrafie tego przeniesc w codziennosc, a staralam sie wiele razy i on o tym dobrze wie. Ale postanowilam wziac sprawy w swoje rece. A raczej Mama kazala mi. Poszlam, pokazalam sie, zawrocilam w glowie. On zawrocil.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Game: on.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-1662390827315095794?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/1662390827315095794/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/najnowsza-teoria-brzmi-moje-wszystkie.html#comment-form' title='6 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1662390827315095794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1662390827315095794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/03/najnowsza-teoria-brzmi-moje-wszystkie.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S4292MXBexI/AAAAAAAADTk/NqM1GklIfkQ/s72-c/beer-before-bed.gif' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7039375260901308759</id><published>2010-02-18T00:56:00.000Z</published><updated>2010-02-18T00:56:14.501Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Manifestowo po raz kolejny. Jak juz mnie wyzywali od feministek najgorszej masci, to niech bedzie po calosci, a jak, co sie bede oszczedzac. Szumnie zwane boobsy maleja z dnia na dzien, moge wrocic do bezstanikowania i rytualnie spalic te dwa, co nabylam w ramach dziewczynskiego zrywu, bo fajnie miec takie ladne koronki tudziez panterki (szuflada sie nie moze napatrzyc) - i spaleniem niniejszym podtrzymac oslawiony mit, ktory tak sie ma do rzeczywistosci jak moj drugofalowy feminizm.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak czy inaczej w ramach kultywowania nie bycia dziewczynska dziewczyna (girly girl zdecydowanie brzmi lepiej) postanowilam (nie po ra zpierwszy zreszta, aczkolwiek w innym kontekscie), ze pierdole, nie robie. Nie bede sie bawic w gierki. Nigdy nie chcialam i nie zamierzalam i staralam sie wystrzegac, jak ognia i wychodzilo mi to dobrze bardzo - do czasu. Zawsze pojawial sie ten element taktyczny, klasyczne szachy: moj ruch - twoj ruch, jak trzeba ruch przemyslec, to trzeba, jak trzeba poczekac na odpowiedz, to trzeba. I niewazne, ze do usranej smierci, ale konwenans jest, dziewczynie nie wypada, bo pomysla, ze latwa, ze sie stara, ze jej zalezy etc...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I tu sie pojawia sedno sprawy. Przepraszam bardzo, a to tak bardzo zle, ze zalezy? Jak zalezy, to trzeba uciekac za siodma gore i osma rzeke, bo ojejku jejku, co to bedzie? No jak to, co bedzie? Dobrze bedzie, bo jak sie stara i jej zalezy, to znaczy, ze nie pusci kantem po tygodniu, nie znudzi sie, nie zacznie stroic fochow, nie zdradzi z najlepszym kumplem na imprezie i cokolwiek innego zrobic by mogla. I bunt we mnie rosnie z kazdym dniem bardziej. Bo serio mam dosc nawet swojego dystyngowanego wywracania oczami na dzwiek 'my ex-girlfriend' (choc musze przyznac, ze owo wywracanie wprowadzilo niejaki koloryt do calej sytuacji). 'Chips's ex-girlfriend', tak sie zlozylo, najpierw sprowadzila Chipsa do Londonu (to akurat ma laska na plus), wziela sie i uwinela w romantycznym gniazdku gdzies na zadupiu aka zone 3, po czym wziela i zdradzila z nowym szefem i zostawila jakos przedswiatecznie. I oto jestem, walcze co tydzien z duchem, ktory niestety jest egzorcyzmoodporny. I nie kumam, jakim cudem ona caly czas powraca, ze swoja zdrada i mocno srednim prezentem swiatecznym, a ja jestem na wyciagniecie reki, gotowa na kolejne ryzyko, bo z powodow wielu uwazam, ze warto, i rwe naprzod niczym Central Line w godzinach szczytu, ale przez 'signal failure' wciaz laduje na bocznym torze.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nie bede sluchac, ze tu trzeba byc 'aloof, unavailable ice queen'. Bo jak tak, to ja sie z tego biznesu wypisuje. Ja musze po swojemu i bede uparcie po swojemu praktykowac do skutku, bo nie wierze, moze i naiwnie, ze oni wszyscy, co do jednego, maja rownie irracjonalnie poprzewracane w glowie. I nie chce mi sie bawic w kotka i myszke i odpowiadac na bardzo codzienny sms z tygodniowym opoznieniem. Jak chce miec odpowiedz teraz, zaraz, to serio wole zadzwonic i miec sprawe jasna. I w dupie mam, ze moze odkrywam sie za bardzo. Bo serio, co jest tak bardzo zlego w szczerym zauroczeniu z perspektywa rozwoju? Aby na pewno zakochanie jest gorsze od zdrady?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wiem, ze sama twierdzilam zawsze, ze 'it's either there or it's not there' i jakby w tym przypadku nie bylo 'there', to bym olala i poszla dalej. Ale 'it is there', co coraz bardziej irytujaco jest oczywiste rowniez dla tak zwanych osob trzecich, ktore nie maja oporow wyrazic swojego pogladu na sprawe, wiec przynajmniej wiem, ze nie mamy do czynienia z klasycznym 'it's all in my head'. I wiem, ze nie jestem idealna, nigdy nie bylam i nigdy nie bede (vide malejace boobsy, rozmiar raczej zenujacy, tudziez nieistniejacy). Ale w pewnym momencie, po ilus tam probach, fiaskach i idealach siegajacych bruku zaczynam kalkulowac i nie szukam tego idealnego Ksiecia z Bajki. Szukam Ksiecia z Potencjalem. Nie wpadam od pierwszej sekundy. Wrecz przeciwnie, ide wbrew swoim marzycielskim preferencjom, dajac szanse etc. Tak bylo tym razem. Najpierw probowalam sie opedzic, ale zmieklam, otworzylam drzwi Chipsowi, bo stwierdzilam, ze zasluguje na takiego typowego, gentelmanskiego, grzecznego i szarmanckiego typa (ktory, oczywiscie, w ramach 'cicha woda brzegi rwie', donosi mi systematycznie o narkotykowych ekscesach i tym podobne - klasyk, bad by musi byc, chocby undercover). Wiec co jest nie tak z mojej strony?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nie moge sie oprzec wrazeniu, ze to wszystko przychodzi z czasem, ktory umyka. Zegar jak tykal, tak tyka, lat nie mam juz -nastu, on tez sie zbliza do kolejnego magicznego progu. I zwyczajnie w swiecie jak chwytam za telefon, bo nie chce mi sie czekac na odpowiedz na sms, to chwytam dlatego, ze po pierwsze - szkoda mi czasu na bezproduktywne czekanie, moglabym go spedzic ciekawiej, a po drugie - zycie jest za krotkie, by biernie siedziec i czekac na to, co wydarzy sie jutro, gdy mogloby wydarzyc sie dzisiaj. Jutra moze rownie dobrze nie byc. Nie ma sensu marnowac tych swietnych chwil, ktore moglyby sie nigdy nie wydarzyc. I dlatego &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4umc87T5UMs"&gt;I'll fight for this love&lt;/a&gt;. Ale poczekam do jutra.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7039375260901308759?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7039375260901308759/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/manifestowo-po-raz-kolejny.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7039375260901308759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7039375260901308759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/manifestowo-po-raz-kolejny.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8296389113911960040</id><published>2010-02-08T01:17:00.001Z</published><updated>2010-02-09T02:29:46.060Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem obecnie na etapie: zasnac i obudzic sie za kilka miesiecy. I niby nie byloby w tym nic nowego, miewam takie stany regularnie, jednakowoz obecnie wizja, ktora sobie wymarzam po przebudzeniu prezentuje sie nastepujaco: Chips sie okresla, znajdujemy mu porzadna prace, ja dostaje awans i laduje w innej, wiekszej i bardziej prestizowej lokalizacji, sie szkole, mieszkamy razem (!) w jego niebieskim pokoju, z kibelkiem z ta zawieszka do papieru zmontowana ze starego kurka, w ktorej sie zakochalam, z jego adapterem i winylami z Davisem - Milesem, kolekcja Polanskiego, Malle'a, Godarda i amerykanskiej klasyki, plaszczem Burberry i kapciami od Prady. Przeraza mnie to nieco, a i owszem, ze cos jakby nie wiem, zegar biologiczny tykal? Ze byloby fajnie miec ladne mieszkanie, a nie urocza, acz szwankujaca z powodow wielu pelna chate z czterema chlopcami. Podwojne lozko pelne, a nie do polowy puste. I brak obaw w kwestii samotnego wracania do domu w srodku nocy przez polowe miasta.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To wszystko sprowadza sie poniekad do ogolnoswiatowego kryzysu 14 lutego, ktory to dzien, jak bardzo chcielibysmy ignorowac, pakuje nam sie na twarz tak, ze bardziej sie nie da. I moge sobie powtarzac nie wiem, ile razy, ze pierdole, mam w dupie male miasteczka i male amerykanskie swieta, ale sie nie da tak do konca, bo pierdolic, to ja sobie moge, ale mojej marzycielskiej naiwnosci nie nie wyzbede, a z moja miloscia do kartek, zwlaszcza &lt;a href="http://www.edwardmonkton.com/"&gt;Edwarda Monktona&lt;/a&gt;, nie da sie, no serio sie nie da nie myslec ani troche o tym, zeby takowa dostac. Zwlaszcza, ze znowu znalazlam idealna:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29jkS7DnBI/AAAAAAAADSY/-TYx3F4XFog/s1600-h/desire.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29jkS7DnBI/AAAAAAAADSY/-TYx3F4XFog/s320/desire.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nie chce zapeszac, ale cos nam przyspieszylo ostatnio, a pieprzony 14ty sie zbliza, wiec nie wiem, no nie wiem, staram sie nie myslec, i nawet w wiekszej ilosci czasu mi wychodzi, ale czasami nie umiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To pewnie tez dlatego, ze jednak jestem dziewczyna jakby nie bylo. A ostatnio mialam z tym pewne problemy, gdyz poniewaz musialam sie oflagowac jako feministka - tak sie potoczyla rozmowa, ktorej poczatek niczym nie zapowiadal&amp;nbsp;'deep &amp;amp; meaningful' zakretu. Oflagowalam sie swoim klasycznym 'of course I am a feminist!', co, o dziwo, po raz kolejny spotkalo sie ze zdziwieniem (a co, nie mam tego na czole? seriously?) i typowa reakcja z gatunku niezorientowanych, atakujaca mnie, ze 'I hate men'. To co, to albo mam byc legalna blondynka, albo butch power lesbian? I w ogole jak mozna mnie zarzucic, ze I hate men?? Mieszkam z czterema, spalam z ... no, wystarczajaca liczba, ktora jest jednak wciaz niewystarczajaca, pije piwo jak facet i zazwyczaj w ich towarzystwie, przy standardowych proporcjach 1:3, w pracy jestem w trakcie obejmowania dzialu meskiego, z naciskiem na meskie krawiectwo, a konwersacja toczyla sie po kilku kuflach w pubie w towarzystwie Chipsa, jego przyjaciela i meczu Real vs Arsenal czy inny Manchester. I jak w takich warunkach mozna mowic o mojej nienawisci do mezczyzn? Wrecz przeciwnie, ja ich kocham az za bardzo, ale w sposob specyficznie feministyczny (w ramach mojej post-definicji) - a mianowicie kocham ich mniej wiecej tak, jak Carrie kocha buty od Manolo. Wiadomo, ze nie potrzebuje kolejnej pary i bez niej swiat nie bedzie niekompletny, jednakze z nia ma o wiele ciekawszy potencjal.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, to dobranoc i slodkich snow.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8296389113911960040?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8296389113911960040/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/jestem-obecnie-na-etapie-zasnac-i.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8296389113911960040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8296389113911960040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/jestem-obecnie-na-etapie-zasnac-i.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29jkS7DnBI/AAAAAAAADSY/-TYx3F4XFog/s72-c/desire.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-1285027646118454464</id><published>2010-02-04T00:48:00.001Z</published><updated>2010-02-07T22:28:05.373Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj o zmarnowanych talentach. No, moze nie do konca zmarnowanych, jak sie niedawno okazalo, ale jednak. Mam wrazenie, ze juz o tym pisalam poniekad na poczatku tego bloga, ale chyba z innym zacieciem. Chyba wtedy sednem sprawy bylo dowiesc, ze porzucilam talenty, co by po Lacanowsku miec w sobie ten brak, by sie nie wypalic za wczesnie. Pominmy fakt, ze czuje, ze tego braku de facto nie ma, bo wszystkiego sprobowalam (z talentow polki) i wlasnie dlatego czuje, ze jestem juz wypalona i generalnie nie ma sensu, bo nie mam zadnej pewnosci co do tego, co dalej, podczas gdy te talenty jakos wyznaczaly droge. Ale nie o tym mialo byc.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mialo byc o nich samych. I o tym, jak magicznie ostatnio kilka z nich wyszlo na swiatlo dzienne i dowiodlo mi, ze nie jest ze mna tak najgorzej, ze jednak cos potrafie, a to, ze sie zajmuje tym, czym sie zajmuje - coz, o oczy otwierajacym przezyciu bedzie jakos pozniej, moze nawet dzisiaj, jak mi sie slowotok nie skonczy. No i to tez jest talent, niewatpliwie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczne moze od fotografii. Bo to ten telant, w ktory wierze najmniej, gdyz zawsze pojawia sie jakos na boku, jakos niekoniecznie na serio, zazwyczaj popchniety dokonaniami znajomych i checia dowiedzenia innym, ale przede wszystkim sobie, ze ja tez potrafie. I tak sie bawie od dawna, zmieniam sprzety, ale zeby to nie brzmialo zbyt profesjonalnie, bo najpierw byla Praktica, teraz jest Nikon, ale nie taki, jak mial byc, bo na nowego i docelowego mnie chwilowo nie stac (vide chwilowe problemy zarobkowe, ktore mam nadzieje przejda). Tak czy inaczej jak mnie najdzie, to sie wybieram na spacery w lokalizacje przerozne i pstrykam na &amp;nbsp;czarno-bialo zazwyczaj (musialam zrobic wyjatek dla Barcelony, bo sie nie dalo tych kolorow nie uwzglednic, potem nikt mi nie wierzyl, ze nie photoshopowalam ani troche, bo nie uznaje). Zazwyczaj wrzucam to po prostu do jednego &lt;a href="http://picasaweb.google.com/magda.wrzeszcz"&gt;wora&lt;/a&gt;, nawet bez wstepnej selekcji, tylko co by mama mogla od razu zobaczyc, co tez dziecko stworzylo ostatnio. Jednak ostatnio rzutem na tasme sie wzielam i zglosilam, without a hope or agenda, albowiem konkurencja niewatpliwie duza, do pana Neverending Story, ostatnio zajmujacego sie edycja &lt;a href="http://www.urbantravelblog.com/"&gt;Urban Travel-Blog&lt;/a&gt;. No i oto jestem, &lt;a href="http://www.urbantravelblog.com/photos/london-city"&gt;Madzia i jej tworczosc radosna&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W mniej-wiecej tym samym czasie inna znajoma dusza szukala aktorki do video. I tak mnie naszlo, jak poprzednio, without hope and agedna, albowiem konkurencja zapewne jeszcze wieksza, a ja sie zastalam w aktorstwie nieprzyzwoicie, come on, kiedy ostatnio stalam na scenie? Wiec mialam odruch 'uciekac, uciekac', bo balam sie totalnej kompromitacji z gatunku 'o matko, wyskoczyla jak Filip z konopi i pcha sie tam, gdzie nie powinna'. Ale poszlam, stawilam czola i na koniec nasluchalam sie slow takich, ze&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Widziałbyś na niej rozlany rumieniec.&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&amp;nbsp;I na razie pozostane przy tym, bo nie chce zapeszac, rezultat bedzie, aczkolwiek jeszcze nie do konca wiem, jaki. Ale te slowa dodaly mi skrzydel nieopisanych.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;Moim innym talentem jest pakowanie sie w sytuacje beznadziejne, ale moze nie bede psula atmosfery, bo po co. Zostawie to na kiedy indziej. Podobnie jak manifest feministyczny, wydanie n-te, poprawione, bo zabawne to bedzie, zwlaszcza w swietle ostatnich wydarzen, kiedy ten manifest jakos musial zostac wygloszony, aczkolwiek nieintencjonalnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 19px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal;"&gt;Moze dorzuce kiedys jeszcze opcje marzen sennych, zwlaszcza tych, ktore pojawiaja sie w stanie utraty przytomnosci, a ten stan, o dziwo, pojawia sie w moim zyciorysie ostatnio niepokojaco czesto. Za pierwszym razem byl umotywowany zbyt duza iloscia Navajas Rioja. Czym byl spowodowany dzis, kiedy to ambitnie ogladalam material wizualny do magisterki opatulona kolderka w lozku? Nie mam pojecia. Ale sen, ktory nastapil potem, nie powiem, dal do myslenia i spowodowal, ze zaluje, ze wczoraj wieczorem zostalam w domu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-1285027646118454464?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/1285027646118454464/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/dzisiaj-o-zmarnowanych-talentach.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1285027646118454464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1285027646118454464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/02/dzisiaj-o-zmarnowanych-talentach.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-2223354192035781629</id><published>2010-01-28T02:23:00.001Z</published><updated>2010-01-28T12:48:30.316Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno nie pisalam dobranocki, takiej prawdziwej, wiec bedzie bajkowo. Prawdziwie bajkowo, fikcyjnie, wymarzenie i z tak zwanej, za przeproszeniem, dupy, prosze mi wybaczyc moja galopujaca wyobraznie, ale nic na nia poradzic nie moge (bo na terapie sie nie wybieram, dobrze mi z moim niezrownowazeniem). Tak naprawde moja galopujaca i wymykajaca sie wszelkim proporcjom wyobraznia i popieprzenie nieporownywalne z niczym to to, co tygrysy lubia w sobie najbardziej. Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce, byla sobie wyspa pokryta wielkomiejsca dzungla. Niskie domki, waskie uliczki zapchane duzymi, pudelkowymi samochodami, kilka rond, placow, parkow. Nieduze chodniki rozposcierajace sie przy nieduzych witrynach - sklepowych, kancelaryjnych, biurowych, studyjnych... Wszystko na wyspie podpadalo pod jeden przymiotnik - nieduze. Duzo nieduzosci na malej przestrzeni, spowitej tym charakterystycznym cieplm, zoltym swiatlem, niby swiecowym, olejnym, latarnianym, rodem prosto z powiesci Dickensa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ludzie zamieszkujacy wyspe byli rozbitkami. Niektorzy traktowali wyspe tylko jako tymczasowa przystan, dopoki nie pozbieraja sie po katastrofie, ktora wyrzucila ich na brzeg. Niektorzy znajdowali komfort na wyspie i po regeneracji postanawiali zostac. Byli tez tacy, ktorych fascynowal sam fakt rozbicia i sami odnajdowali wyspe, by bez katastrofy moc uczestniczyc w rytuale rekonwalescencji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziewczyna byla z tej ostatniej grupy. Caly czas czula, ze zbliza sie do katastrofy, ale katastrofa nigdy nie przyszla, jednak samo wyczekiwanie i oszukiwanie losu prowadzily ja coraz blizej do rozbicia. Dlatego wybrala wyspe, by dolaczyc do rozbitkow i tym samym zapobiec katastrofie, przeskakujac ten etap i znalezc ukojenie. Chlopak byl z pierwszej grupy. Rozbil sie o ostry klif na brzegu wyspy. Kiedy przyplywal, chcial zostac, jak dziewczyna szukal ukojenia, jednak katastrofa tuz przed przybyciem wywolala paniczne pragnienie ucieczki. Panika pomalu przechodzila w paranoje, gdyz czul palaca potrzebe wydostania sie z wyspy, jednak wciaz pamietal, po co przybyl i niemozliwosc dotarcia do tego celu paralizowala jego proby opuszczenia wyspy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chlopak nie mogl sie wydostac, poniewaz jego celem na wyspie byl krawiec. Chlopak mial marzenie - idealnie skrojony garnitur. Czul, ze jego zycie bez garnitura bedzie jak marynarka bez guzika - niedopiete, niekompletne, niedopasowane. Nie chcial tego garnituru kupic, dostac, dopasowac. Chcial ten garnitur wykroic, skonstruowac, uszyc - wszystko samemu. I do tego potrzebowal krawca. Przeczytal kiedys w kolorowym magazynie o krawcu z wyspy - mistrzu wykroju, doboru materialow, ale przede wszystkim diabla na szczegoly wykonczenia. Wiedzial, ze jesli ktokolwiek naprowadzi go na droge, ktora uznal za idealna, bedzie musial to byc ten, a nie inny krawiec. Jak sie mozna jednak spodziewac, mistrzow tego kalibru nie spotyka sie na ulicy. Mija nieswiadomie, owszem, zapewne wiele razy, jednak nigdy nie nastepuje ten moment ockniecia sie w momencie zderzenia, jest tylko winne spojrzenie w chodnik i wymamrotane 'przepraszam'. Jednak nie poddawal sie. Uczyl sie w mniejszych i wiekszych warsztatach, imal sie dorywczych, krotkoterminowych zajec, ktore, mial nadzieje, naprowadzilyby go na trop krawca. Niekiedy kierowaly go coraz blizej, niekiedy cofaly o dwie proste.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziewczyna myslala, ze diamenty sa jej najlepszym przyjacielem i to one dawaly jej ukojenie. Diamenty byly jej sila prewencyjna, wierzyla, ze sa jej amuletami i chronia ja przed katastrofa. Jednak wiara zostala zachwiana, katastrofa nagle zaczela wydawac sie blizsza. Ukojenie przeradzalo sie w panike, zamiast odwodzic prowadzilo niebezpiecznie blisko w strone rozbicia. Musiala znalezc ucieczke spod ciemnej mocy diamentow. Tuz przed ucieczka poznala chlopaka - wlasnie zaczal uczyc sie diamentow. Jednak chwile pozniej uciekala jak najdalej i spotkala na swojej drodze krawca. Zaczela uczyc sie o garniturach, Od momentu, kiedy wkroczyla w obszar wiedzy o garniturach, ich obezwladniajaca magia pochlonela ja calkowicie. Zaczela studiowac alchemie garnituru. Jednak pamietala, ze chlopak szukal tego krawca. Postanowila pomoc mu go znalezc, skoro ona sama wkroczyla na te droge. Co dwie glowy, to nie jedna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mijaly dni, tygodnie, miesiace, dziewczyna uczyla sie coraz wiecej, jednak ani ona, ani chlopak nie zdolali sie zblizyc ani na troche do krawca. Wrecz przeciwnie - zaczeli watpic w jego istnienie. Wciaz zdobywali wiedze, jednak czuli, ze ta wiedza nie wystarczy, ze musi byc cos wyzej, co ich dopelni. Pracowali wytrwale, zdobywali coraz wiekszy rozglos, gdyz w ramach przygotowan do spotkania z krawcem, dopasowali kilka garniturow innym. I kiedy juz stracili nadzieje - do drzwi warsztatu zapukal krawiec we wlasnej osobie. Na powitanie powiedzial tylko: 'glupi!' Wreczyl kazdemu narzedzia i przybory, postawil naprzeciwko siebie i kazal wymierzyc. Nastepnie wykroic i zszyc.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nagle staneli naprzeciw - ubrani w swoje nawzajem leki, paranoje, niedopasowania, katastrofy. I nagle zobaczyli, ze sami dla siebie nigdy nie beda w stanie dopasowac &amp;nbsp;i dopiac marynarki. Ze do dopasowania bedzie zawsze potrzebna druga para rak i oczu. Ze krawiec nie jest tu tak naprawde potrzebny. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zamknieci w malym warsztacie, przy zoltym swietle swiec i latarni ulicznych, miedzy pudelkowymi samochodami, zaczeli dopasowywac sobie nazajem marynarki. Dopasowywac, zszywac, poprawiac, zszywac, poprawiac, zszywac... Nigdy nie wykonczyli.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-2223354192035781629?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/2223354192035781629/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/dawno-nie-pisalam-dobranocki-takiej.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2223354192035781629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2223354192035781629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/dawno-nie-pisalam-dobranocki-takiej.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8511530410597095919</id><published>2010-01-24T23:37:00.001Z</published><updated>2010-01-24T23:41:56.788Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj, po malej przerwie, bedzie o moim ostatnim kryzysie pod tytulem 'if I were a boy'. Kryzys jest z gatunku powracajacych, bo z powodow nie do konca wyjasnionych moja tozsamosc pasuje do ciala tylko w piecdziesieciu procentach. Zazwyczaj dochodzilam do wniosku, ze powinnam byc homoseksualnym chlopcem, albowiem ten schemat powracal najczesciej. Ostatnio jednak mam pewne powazne watpliwosci.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczynajac od poczatku, nie od dzis wiadomo wszem i wobec, ze ja i homoseksualni chlopcy to match z gatunku perfect. Tak sie zaczynalo w Poznaniu, tak bylo w Krakowie, Londyn to szczyt w tej dziedzinie, gdzie autentycznie 80% moich znajomych to homoseksualni chlopcy, dodatkowe 15% to po prostu chlopcy, wiec latwo uzupelnic brakujace 5%. Bardzo ciekawa statystyka, nie chce nawet probowac isc na terapie, bo werdykt bedzie zbyt oczywisty. Ale niewazne, od jakiegos czasu przyzwyczailam sie do opcji 'me and my boys'. Byl dziki okres slynnch 'Happy Mondays', kiedy to w jednym z najbardziej paskudnych barow w sercu gejowskiego Soho stawialismy sie dzielnie co tydzien na happy hour - all drinks £1,5. Byl czas, kiedy w kolejce do najlepszego indie gejowskiego klubu w Shoreditch ochroniarz na moj widok nie musial pytac, czy chce pieczatke, bo wiadomo, 'you're here every day'. Tydzien temu wyladowalam na domowce wypelnionej fryzjerami, makijazystami, drag queens etc. Wczoraj bylo bardziej posh, wszyscy albo w garniturach, albo w opcji bez marynarki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba najsliczniejsze uwidocznienie sytuacji mialo miejsce w swieta. Tutaj jest takie slodkie powiedzenie - 'gay as Christmas', uwentualnie 'camp as Christmas'. I tak oto moje tegoroczne Christmas, po tym, jak opuscila nas Islandzka para, spedzilam w towarzystwie pieciu cudownych chlopcow. Skonczcylo sie na udokumentowanym kolektywnym spiewaniu &lt;a href="http://www.facebook.com/video/video.php?v=373620595173&amp;amp;subj=706961021"&gt;'Like a Prayer'&lt;/a&gt; do wersji nie-wiem-jak-jezycznej, znalezionej na jutjubie, przy nieprzyzwoitych ilosciach alkoholu i zbyt duzej kondensacji hiszpanskiego naokolo. Przeznaczenie...?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale to jest opcja Madzi jako homoseksualny chlopiec. Jest jednakowoz opcja z gola odmienna, Madzi jako chlopiec bardzo hetero. Chyba pierwszym przykladem bylby Ksiaze z Samochodem. Pamietamy? Otoz temat trwa, aczkolwiek bez ksiazecego podtekstu. Rozwinal sie na tyle, ze ostatnio jak gadamy (a gadamy czesto), to konzcy sie na tematach z gatunku: seks, desperacja, masturbacja, piwo, dobrze, ze nie gadamy o samochodach, bo on oczywiscie wie wiecej ode mnie, no i o futbolu, bo o dziwo nie jest zainteresowany, podobnie jak ja. Tydzien temu dolaczylam do &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jze7b5cG8dw"&gt;konkursu&lt;/a&gt;. Dzisiaj porownywalismy wyniki. Wygral. W sumie remis, bo ja tez dalam rade, a powiedziec musze, ze chwilami nie bylo latwo. Udalo nam sie rowniez gadac na skypie podczas gdy Ksiaze byl, nie owijajac w bawelne, naked. Well, w sumie owiniety w bawelne, bo w lozku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i last Sunday. Madzia idzie na randke z Chipsem. Myslalam, ze bedzie to drink z para jego znajomych. Para w sensie para. Okazalo sie, ze to dwoch najlepszych kumpli ze szkoly. No to idziemy do pubu (poleconego 15 minut prred wyjsciem przez Ksiecia z Samochodem zreszta), pub zamkniety, no to do innego, przesiaknietego wspomnieniami (np. moja Mama i Ksiaze z Samochodem). W pubie stol i pilkarzyki - no i juz wiedzialam, gdzie bedziemy 'siedziec'. Oczywiscie chlopcy obstawili stol, zamowili piwo (ha! bylam z siebie dumna, Chips sie przechszcil na moje ulubione! przy okazji dowiedzialam sie, ze jak chcial sie popisac przed kumplami wczesniej, zamiast Kronenbourg zamowil Strongbow i wyladowal z jablecznikiem - nowy klasyk) i gra rozpoczeta. Ja, oczywiscie, bo jakzeby inaczej, w teamie z Chipsem i ogralismy jego kumpli koncertowo, lacznie z moim przepieknym ostatnim golem. Sytuacja z gatunku - nie, to sie nie dzieje naprawde. Wiec po pierwszej rundzie druga runda, kolejne piwa, kolejna runda, zamkniecie pubu, no to pojedzmy na Camden, kolejne piwo, zamkniecie klubu, no to do kumpli hotelu i tak oto wyladowalam w domu o 5. I znowu nie wiem, czy to byla randka, bo znowu spedzilismy razem godzin 7, poznalam najlepszych kumpli ze szkoly, ktorzy oczywiscie zostali podbici, bo jakzeby inaczej, ALE randka wygladala tak wlasnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale to jest chyba temat na odrebne rozwazania. Tym czasem moge tylko podsumowac stwierdzajac, ze mi do definicji 'boya' wg &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=eIkRiqxWcYU"&gt;Beyonce&lt;/a&gt;&amp;nbsp;brakuje niewiele, jesli jednym z elementow jest 'drinking beer with the guys'. Oczywiscie, rzucanie Beyonce jest so gay...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8511530410597095919?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8511530410597095919/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/dzisiaj-po-malej-przerwie-bedzie-o-moim.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8511530410597095919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8511530410597095919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/dzisiaj-po-malej-przerwie-bedzie-o-moim.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-213175552307682183</id><published>2010-01-17T03:49:00.003Z</published><updated>2010-02-08T01:22:06.572Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak mam wracac, to wypadaloby na calego, czyli systematycznie. A ze mnie nie bylo kawalek czasu, to pisac jest o czym. Dzisiaj bedzie o tych wspomnianych szczytach - glupoty dodac nalezy. Zdecydowanie jestem dla siebie pelna podziwu, albowiem ksiazke moznaby napisac o samych tych idiotyzmach, Simon's Cat sie chowa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Otoz od poczatku zmian na lepsiejsze, rozpoczetych zmiana mieszkania (tu, oczywiscie, mala dygresja, co by rozjasnic sytuacje, mieszkam obecnie w wymarzonych od dziecinstwa okolicach Kuby Rozpruwacza, a mianowicie Whitechapel, w uroczym bardzo dodgy bloku, w olbrzymim, 5-cio sypialnianym mieszkaniu, z czterema uroczymi samcami, w tym dwoma orientacji wiadomej, w przedziale wiekowym 22 - 32, jest bosko), jakos, jak to sie kiedys ladnie po polsku mawialo, ocipialam z radosci. Najpierw ocipialam z radosci na mysl o jednym z moich wspollokatorow (na szczescie dla mnie padlo, wyjatkowo, na jednego z tych dwoch, co to orientacji wiadomej nie sa, przy okazji tego z najnizszej grupy wiekowej rowniez). I za tym pociagnely sie wypadki pod tytulem 'where is my mind?'. Najpierw popelzlam do naszego Sainsbury's 3 kroki od domu. Piekny dzien, bodaj sobota, shopping bag ready, shopping list ready, glowa w chmurach, idziemy na zakupy, robimy zakupy, fajnie jest, wracamy do domu, uzywamy zakupow, dzien mija sielsko, dobiega konca, nadchodzi niedziela, niestety pracujaca, wiec szykujemy sie do pracy, konczy nam sie miesieczny travelcard na oysterze, wiec wychodzimy wczesniej, co by sobie wykupic kolejny, podchodzimy do maszyny, otwieramy portfel, a tam - where is my card? Akcja - rewelacja, pol dnia spedzone na dzwonieniu do Sainsbury's, az sie dopchalam do managementu i owszem, oczywiscie, zostawilam karte w czytniku przy self-checkoucie, ale znalezli i maja dla mnie, wiec lecialam z wywieszonym jezorem z pracy, co by tego samego dnia odebrac. Ufff...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie minelo kilka dni, sytuacja z gola podobna, shpping bag, wyprawa do wypozyczalni, bierzemy kilka dvd, lecimy do domu, ogladamy, rozpakowujemy wszystko z torby, blablabla, portfel przekladamy z miejsca na miejsce, ale nic to, trzeba bylo Sainsburysowa karte lojalnosciowa zarejestrowac i takie tam ekscytujace czynnosci. Nastepnego dnia lecimy do pracy, zostawiamy w szafce torbe, bierzemy to, co przepusci ochrona, czyli telefon i portfel - ale zaraz, gdzie portfel? Oczywiscie na lozku... A moze to bylo biurko...? Tak czy inaczej pozostal tam na dobrych kilka dni. Ech.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Potem pojawil sie Chips. Bylo kilka klasycznych wpadek w pracy, ale to temat zamkniety. Pojawil sie Chis i rozpoczelismy male zawody w loserstwie. Zaczal on, kupujac sobie niezly zestaw dvd, ktore ot, tak po prostu, zostawil tego samego dnia w autobusie, w towarzystwie swojego szalika. Myslalam, ze tego sie nie da przebic, bo przeciez karty i portfele mozna zostawiac w nieskonczonosc. I tak oto, juz po zostawieniu pracy i zalkowitemu zachipsowaniu, polazlam do starego miejsca pracy, tak ladnie przed swietami, co by poswietowac nieco nowa prace i zobaczyc, co tam na przecenach. I znalazlam sliczne &lt;a href="http://www.dune.co.uk/catalogue/style.asp?y=S09LLE10CAL588L&amp;amp;pc=10&amp;amp;sar=&amp;amp;sat=&amp;amp;f=1"&gt;buciki&lt;/a&gt;, moj rozmiar, ladna cena, wygodne, o dziwo, chociaz do rozchodzenia oczywiscie, ale i tak w porownaniu z innymi tego typu - zadziwiajaco dopasowane. No to szalejemy, a co, nalezy nam sie. Przy okazji, jako, ze swieta sie zblizaly, to postanowilam wreczyc Chipsowi kartke, ale taka idealna. I znalazlam ja, ostatnia na polce, najbardziej idealna kartka na swiecie:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29nMqEvSUI/AAAAAAAADSg/HKF-f_w1gyQ/s1600-h/madness+hat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29nMqEvSUI/AAAAAAAADSg/HKF-f_w1gyQ/s320/madness+hat.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Kartke wrzucilam do torby z butami i radosnie popedzilam do domu. Juz sie zaczynaly sniegi z deszczami, a ja bez odpowiednich butow (ten argument usprawiedliwia moja statystyke 2 par na miesiac), wiec dylemat moralny, czy idziemy do Sainsbury's przy stacji, gdzie nie kupie tego, co chce, bo to takie male i express, czy do tego 3 kroki od domu, gdzie bedzie wszystko, czego mi sie zachciewalo. Padlo na duzy, ale ze nie dalabym rady przejsc, to ide na autobus. Na przystanku jakis zulek sie przystawia, zimno, pada, buty, zul, zero autobusu, wiec pierdole, nie robie, idziemy do malego i do domu. Kupilam bez ceregieli to, co sie dalo, poszlam do mojego ulubionego self-checkoutu, postawilam torbe na miejscu koszyka, zaplacilam, zgarnelam zakupy i tyle mnie bylo widac. 2 godziny pozniej chcialam pochwalic sie wspollokatorom butami i zaczac przygotowywac kartke. No, to tyle sie nacieszylam obojgiem, albowiem, oczywiscie, zostawilam je tam, gdzie je postawilam, i w przeciwienstwie do karty - nie chcialy do mnie wrocic...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Po drodze byly klasyczne przypadki zostawienia portfela i kluczy w shopping torbie, wiadomo, co to dla mnie, no i ostatni spektakularny popis z telefonem, kiedy to czekalam na wiesci i jednej rozmowie o prace i potencjalnie o kolejnej, plus moze Chips by cos sie odezwal, albo nie wiem, cokolwiek. Takze liga loserow wciaz jest otwarta, nie wiem, kto prowadzi w tym momencie, chyba jednak wyprzedzam Chipsa, bo dawno nie odwalil numeru. Pomijajac wylanie piwa nam obojgu na kolana, ale ja zaraz potem dwa razy rzucilam orzeszkiem przez caly stolik, wiec sie nie liczy, bo znowu przebilam na miejscu.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;No i szczytem loserstwa jest w moim przypadku Chips, chociaz chcialam to spieprzyc tyle razy, a wciaz sie nie udalo, wiec juz sama nie wiem. Jutro sprobuje znowu.&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-213175552307682183?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/213175552307682183/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/jak-mam-wracac-to-wypadaloby-na-calego.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/213175552307682183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/213175552307682183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/jak-mam-wracac-to-wypadaloby-na-calego.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_XLm5MGY58bc/S29nMqEvSUI/AAAAAAAADSg/HKF-f_w1gyQ/s72-c/madness+hat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-2920679486321948174</id><published>2010-01-15T23:50:00.004Z</published><updated>2010-01-16T01:32:58.658Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wierze, ze pisze, przepraszam za brak polskich znakow, ale sie sprzedalam, w sensie dusze przede wszystkim, swiece sie teraz jabluszkiem, kupionym w UK, chwilowo bankrutuje i nie stac mnie na wykupienie sobie pakietu extra znaczkow, albowiem... Albowiem mialam dziure w pisarskim zyciorysie i podczas tej dziury dzialo sie duzo, przede wszystkim duzo gubienia sie, bladzenia po omacku i ludzenia sie, ze 'chcesz byc piekna - musisz cierpiec', co sie w tym przypadku przeklada na 'you have to kiss many frogs to find a prince', a w prostych slowach (jesli takowymi potrafie sie poslugiwac) - czlowiek sie uczy na bledach. Jakby to moj kolega ujal, znowu gadam jak trener koszykarek, co to sie naprodukuje, a i tak nie wiadomo, o co mu chodzi. I dobrze. Zbyt nudne i telenowelowe rozwodzic sie nad tym, co mi sie przytrafialo, albowiem co bylo nie wroci (oby), a co ma nadejsc wydaje sie byc o wiele ciekawsze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zatem zaczne moze tak z tak zwanej dupy, a mianowicie udajac, ze nigdy nic. W sensie, ze tej dziury nie bylo. Ze bylam i jestem i bede i startujemy na nowo. Wszak nowa dekada, ba, nawet millennium, jak to z Chipsem uparcie maltretowalismy przed koncem 2009. W sumie do tej pory nie wyklarowalismy, ze gadalismy od rzeczy, ale moze niektore kwestie powinny zostac niedopowiedziane...? Wracajac - ze jestem wciaz, jaka bylam, to startujemy po prostu, bez ceregieli, nie skasowali mnie jeszcze za kare, wiec moj wlasny pokoj jest wciaz moj.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj chcialam o tym, ze kocham to miasto. Im bardziej mnie zaskakuje, tym bardziej je kocham. Obudzil mnie telefon agentki, z ktora sie nie moglam ostatnio skomunikowac z powodow roznych, kwadratowych i podluznych, przede wszystkim braku zasiegu w pracy i braku czasu na przerwach w pracy, i zapomnienia telefonu w ramach szczytowego osiagniecia (o szczytowych osiagnieciach bedzie innym razem, bo sa spektakularne). Agentka zaprosila mnie na rozmowe, a ze dzien mialam wolny, to a niech bedzie, wycieczka - przygoda, jedziemy. Powiedziala mi, ze bede musiala wsiasc w pociag, ale co tam, juz jechalam w strefe 5 i 6, to damy rade. Jednak okazalo sie, ze mialam dojechac do &lt;a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;amp;source=s_q&amp;amp;hl=en&amp;amp;geocode=&amp;amp;q=Thorncroft+Manor,+Thorncroft+Drive,+Leatherhead,+KT22+8JB&amp;amp;sll=37.0625,-95.677068&amp;amp;sspn=33.984987,90.263672&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;hq=&amp;amp;hnear=Thorncroft+Manor,+Thorncroft+Dr,+Leatherhead,+Surrey+KT22+8JB,+United+Kingdom&amp;amp;z=16"&gt;Surrey&lt;/a&gt;, czyli poza Londyn. Tu mi nieco mina zrzedla, gdyz musialam na stacji kupic powrotny bilet za funtow 12, co w innych okolicznosciach finansowej przyrody (tych, ktore za mna i przede mna) byloby niczym, ale jade tam wlasnie dlatego, ze jest chwilowo czyms i ta chwila musi byc krotka. Dojechalam, wyszlam ze stacji, ktora niewiele rozni sie od Szczecina Dabie tudziez innego krakowskiego Kobierzyna, wyszlam w strone znaku wskazujacego na 'Town Center' i zwatpilam w swoj naturalny dar szybkiej orientacji w terenie. Blackberry, GPS, dwa kroki do przodu, trzy do tylu, telefon. 'Jak sa jakies, to lepiej wez taksowke...' Gowno, nie bede brala taksowki, jestem walker, London ranger, mam nogi, co z tego, ze na obcasach, dojde sobie sama. Proba oszukania systemu - moze autobus...? Chwila pozniej - a moze jednak nie... No to idziemy. Kierowca autobsu wskazal kierunek, azymut obrany, Blackberry na mapie i do przodu. X minut pozniej, kiedy momentow 'dwa kroki do przodu, trzy do tylu' namnozylo sie niebezpiecznie, zwatpilam bardziej i postanowilam znalezc te taksowke. Pierwsza byla pusta. No to idziemy... Mapa pokazala, z idziemy dobrze, no to ok, jakos sie uda. Przed nami rozjazd, tylko trzeba w dobra strone. Skrecilam, no i doszlam do mniej wiecej punktu wyjscia. Zwatpienie siegnelo zenitu i checi wylaczenia mapy i przelaczenia na telefon do mamy (na ktory i tak mnie nie stac) z haslem 'Mamo, ja nie wiem, czy ja tu w ogole chce byc, ja chce wracac' Taksowka! Pierwsza nie pracuje, ale tam jest postoj, tam pracuja. Gdziekolwiek ten postoj byl, zadnych taksowek tam nie bylo. No to zawracamy, bo najwyrazniej skrecilysmy w zla strone, to teraz pojdziemy w dobra. Taksowka! Nikogo w srodku. Sceneria: ja na obcasach, w sukience zakochanej w Marylin i lubiacej robic klasyczny numer z wywietrznikiem metra, sztuczne futro, skorzane rekawiczki, okolica idylliczna, koniec swiata, generalnie kwiatek do kozucha, ze bardziej sie nie da. I ide. I nagle wszystko ma sens. Obok mnie pierwszy cottage, zaraz obok niego drugi cottage, garden cottage, i nagle w 5 minut jestem na miejscu (i moglam tam trafic generalnie w minut 15, gdybym tylko znala ten skrot), kolo mnie Mansion, a mam trafic do Stables, jestem zakochana, przeskakuje most nad rwacym potokiem, Jane Austen 100%, mam swoj Lizzy Bennet moment, drobnymi kroczkami skacze przez roztopiony snieg i bloto, by dojsc na obcasach i w futrze do mojego prywatnego Pemberley, gdzie wpradzie nie bedzie Mr Darcy, bo ten zostal zdecydowanie w centrum i o Leatherhead nawet mu sie nie snilo, ale bedzie Breakfast at Tiffany's i z kryzysu wpadlam w euforie i okazalo sie, ze warto bylo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warto bylo potrojnie tego dnia. Cokolwiek sie nie wydarzy, juz niebawem bede mogla zakonczyc niefortunny miesiac bankructwa. Albowiem wrocilam (po kotkiej przerwie) do mojego ulubionego sposobu spedzania wolnego czasu, czyli biegania na job interviews.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No, to chyba tyle tytulem powrotu. More to come.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-2920679486321948174?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/2920679486321948174/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/nie-wierze-ze-pisze-przepraszam-za-brak.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2920679486321948174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2920679486321948174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2010/01/nie-wierze-ze-pisze-przepraszam-za-brak.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7025869866956493583</id><published>2009-06-25T01:39:00.002+01:00</published><updated>2009-06-25T02:18:49.755+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Będzie bardzo nudno i bardzo spod znaku "poszliśmy do kibelka i zrobiliśmy kupkę", błagam o wybaczenie, nic na to nie poradzę. Pomijając może drobny fakt, że posiadanie mężczyzny, tudzież pozostawanie w związku, to praca na pół etatu dorzucona do tej na pełen. Dlatego moje wieczory, jeśli bywają samotne, upływają na siedzeniu z komputerkiem, gapieniu się w ściany i generalnie nadrabianiu zaległości z moimi własnymi myślami i robieniem niczego, takim jak granie w Simsy 3 (chociaż nawet tego mi się przez ostatnie 2 samotne wieczory nie chciało).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę sprostować, że niedługo wszystko powinno wrócić do bardzo szeroko pojętej normy. Dostałam moją wymarzoną pracę po raz drugi i tym razem ją przyjmę. Jednak proces dostawania jej był tak wykańczający, że jak finalnie otrzymałam potwierdzenie nie byłam w stanie skakać z radości, po prostu poczułam kamień stumilowy z serca. A historia w tak zwanym telegraficznym skrócie, który mi nigdy nie wychodzi i kończy się przydługimi zdaniami wielokrotnie złożonymi, przedstawia się tak: zaczęło się na samym początku, jeszcze we wrześniu, kiedy to moje ubóstwione Gumtree sprzedało mi ogłoszenie, że &lt;a href="http://www.hermes.com/index_uk.html"&gt;Hermes&lt;/a&gt; szuka temporary Christmas staff. Jako, że byłam na etapie wysyłania gdzie się da i już po dostaniu pracy w Topshopie, wysłałam się i tam i szybko zostałam zaproszona na rozmowę o pracę, najlepszą, jaką mi było dane przejść w życiu. Moja HR Director się we mnie niemal zakochała i od razu mi powiedziała, że do żadnego flagship store'u nie ma się co oszukiwać nie pasuję, ale na pewno w którymś z department store'ów się dla mnie miejsce znajdzie. Miałam zaczynać w listopadzie, ale nie słyszałam od nich nic przez długie trzy tygodnie, podczas których dostałam moją permanent full time pracę, do której się zapaliłam jak szalona, więc jak na 3 dni przed startem dostałam info, że mam się zjawić w Harrodsie, grzecznie podziękowałam. Tym razem, już wykończona poszukiwaniem czegokolwiek i zrezygnowana do imentu, ujrzałam to ogłoszenie raz jeszcze, tym razem z adnotacją, że full time i permanent, w Selfridges. Zgłosiłam się, a jak, dodając, że już raz mnie wzięli na pokład. Dostałam odpowiedź od mojej HR Director, która pamiętała mnie z pażdziernika, posłała na interview do menadżerki z Selfridges, następnie miałam interview z nią samą, na początku którego ona sama powiedziała, że dla niej to formalność, bo już mnie zna, więc spędziłyśmy godzinę na gadaniu o tym, co tam nowego się działo. Etapem ostatnim było spotkanie z Managing Directorem, który jest nowy i chce aprobować wszystkich nowych pracowników. Wiedziałam, że jak on powie tak, to jestem oficjalnie wzięta. On powiedział tak, ale powiedział też, że musi to skonsultować z HR Director, która akurat wyjechała na dwutygodniowe wakacje do Afryki... I tak oto minęly mi trzy tygodnie latania na rozmowy i stanęłam w obliczu dwóch tygodni czekania na wyrok - i to było najgorsze. Doszłam do stanu, w którym potrafiłam się rozpłakać na poczekaniu. Ale wszystko jest dobrze, i tak wciąż mogę się rozpłakać na poczekaniu, bo ja tam już nie chcę być, ja już chcę być na Bond Street, a przede mną wciąż 2 tygodnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale miało być nudno. I jest nudno. Już mnie nie mdli z miłości, już mdli z mojej miłości wszystkich dookoła. Bo jest idealnie. Wiadomo, nie idealnie w stanie czystym, ale idealnie na nasze potrzeby, popieprzone trzeba dodać, albowiem nie jesteśmy normalni. Jesteśmy swoimi popieprzeniami dopasowani i uzupełniamy się nawzajem. On mi opowiada o modelingu i narkotykach, ja jemu o chorobie i one night standach, bez paranoi, dorośle, było, nie ma sensu udawać, że nie, ex-file otwarty i jak najbardziej jawny, drzwi do wszystkich zakamarków zwichniętych psychik pootwierane i najlepsze jest to, że po drugiej stronie zawsze czeka zrozumienie i oparcie. I nie ma tematu, którego nie moglibyśmy poruszyć. Nie ma niczego, co mogłoby drugą stronę odrzucić, zniechęcić, przerazić. Nic z tak zwanych przyczyn obiektywnych nie stoi nam na przeszkodzie, bo za każdym razem, jak mamy jakąś awarię wyższych systemów, dajemy radę, stawiamy czoła i idziemy do przodu. I nie ma takiej sytuacji, w której jedna ze stron mogłaby powiedzieć "nie rozumiem". I tak sobie myślę, jak to ja, jak to się dzieje, że dwoje ludzi, którzy byli sami tyle czasu (chociaż ja z moim 5,5 roku i tak jestem nie do przebicia) i tak usilnie bronili swojej autonomii nagle otwiera przed sobą nawzajem wszystkie drzwi, przyjmując drugą osobę do swojego świata bezwarunkowo i bez wahania? Czy to już desperacja wynikająca z wyczerpania się baterii zasilających mechanizm szukający zawsze tego, co jest wciąż za rogiem? Czy w tym symulowanym świecie miłość w ogóle może być jeszcze prawdziwa? Co znaczy, że jest prawdziwa? Czy wystarczy, że powiem sobie: tak, to jest ten, którego od tego momentu będę kochać? Czy to się dzieje u jakiejś wyższej instancji? Kto / co o tym decyduje? I jakim cudem w tym przypadku stało się to tak szybko i naturalnie? Edzio zawsze wtedy odpowiada, że to nie może być desperacja, bo oboje jesteśmy za bardzo wybredni, by przystać na pierwszą lepszą opcję, jakby nam coś nie pasowało, to byśmy się nie pakowali, tylko uciekali z krzykiem. Ja mówię, że dzieje się szybko, bo gdy jest się już względnie dużym i dorośniętym, to się wie, czego się chce bardziej więcej niż mniej, więc kiedy się to spotyka, to już się nie chce bawić w gierki i podchody, jak gra, to gra, jak nie, to nie, a jesli już gra, to nie ma sensu czekać i owijać w bawełnę. Zatem pozostaje nam tylko symulacja do rozwikłania, ale tego już nie ogarniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwolę sobie jedynie stwierdzić naiwnie i pensjonarsko, że się spotkały dwa egzemplarze równie niestandardowe, znalazły w sobie dokładnie to, czego szukały, kliknęło i oby klikało jak najdłużej. Dochodzi do tego, że już nie tylko planujemy festiwal we wrześniu, planujemy wakacje we wrześniu gdzieś w Europie, za rok St Lucia i jego dom rodzinny, po drodze Nowy Jork. Mieszkamy razem na pół etatu, u mnie, łącznie z tym, że on potrafimy wrócić z pracy do mnie do domu, odpalić komputer i po pięciu minutach on na facebooku pisze do kogoś na czacie "I just got home", a w naszych rozmowach co chwilę wyrywa mu się "in our room, I mean YOUR room". A w ramach żartów nabijamy się, że po zmiksowaniu jego angielsko-jamajskich i moich polsko-hiszpańsko-mongolskich korzeni dzieci wyjdą różowe w zielone kropki i z niebieskimi ogonkami. I killer na dobranoc - wczoraj po przyjściu do domu około 23 wzięłam się nie dość, że do gotowania dla niego lunchu na następny dzień do pracy, to jeszcze z kurczakiem. Tak. Zawsze chciałam to zrobić i zrobiłam, mój osobisty postfeministyczny manifest kulinarny. Jestem z siebie dziko dumna. No, i najważniejsze, że smakowało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7025869866956493583?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7025869866956493583/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/06/bedzie-bardzo-nudno-i-bardzo-spod-znaku.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7025869866956493583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7025869866956493583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/06/bedzie-bardzo-nudno-i-bardzo-spod-znaku.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-5325524673765174066</id><published>2009-06-03T23:33:00.002+01:00</published><updated>2009-06-04T00:05:48.611+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Minęły oficjalnie trzy tygodnie, które brzmią idiotycznie śmiesznie i krótko, ale czujemy, jakby trwały może nie lata, ale na pewno o wiele, wiele dłużej. Doszło do tego, że po dwóch tygodniach bojfrend oficjalnie zostawił na mojej półeczce w szafce łazienkowej szczoteczkę do zębów. Ponadto nauczyłam go się nawilżać, więc rytualnie po każdym prysznicu częstuje się moim balsamem do ciała. Co najdziwniejsze, idąc na zakupy zaczynam myśleć o tym, co on je, co pije, co muszę kupić, więc nabywam full produktów spożywczych, których sama nie tykam, typu mleko do herbaty, kanapka z kurczakiem, gorąca czekolada (bo go usypia - na wypadek, gdybym go chciała nocą znokautować), cukier do herbaty... Gotuję dla niego, sama udając, że jem. I po trzech nocach z rzędu spędzonych razem jak mi przyszło do spędzenia kolejnej samotnie - przez godzinę nie mogłam zasnąć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie było, nie może być z górki. Oprócz bojfrenda jest jeszcze ten Z Samochodem, który wciąż funkcjonuje w życiu mym i nie chcę, by to uległo zmianie. Jakby na to nie patrzeć, przegadan godziny w ciągu sześciu miesięcy, podczas których o istnieniu bijfrenda nie miałam bladego pojęcia, robią swoje. No i bojfrend jest cudowny i w ogóle, ale nie oszukujmy sie, nie na 100%, tak na 90%. Te pozostałe 10% ma ten Z Samochodem i zasadzają się przede wszystkim na słowach... Wiem, że z bojfrendem nigdy nie pogram w słowne gierki, bojfrend nie złapie większości literackich i filmowych, nie mówiąc o muzycznych, cytatów. Nie pobawię się z nim w słowne karaoke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego też postanowiłam, w całym moim wyrachowaniu, panów z sobą zapoznać, albo przynajmniej zaznajomić z istnieniem tego drugiego, oczywiście to drugie bardziej w odniesieniu do tego Z Samochodem, bojfrend jest na tyle idealny, że zna moje brudy z przeszłości i wie, że była historia pt. 'nie wyszło, bo spałam z bratem'. Także zabrałam go ad fontes, czyli na &lt;a href="http://www.ultimatepowerclub.com/index.html"&gt;Ultimate Power&lt;/a&gt;, oficjalnie, żeby go oswoić z moim uwielbieniem do ejtisowych rockowych ballad, które znam na pamięć i które często służą mi do opisania, a raczej ośpiewania mojej rzeczywistości. Oczywiście w podtekście było: będzie tam ten Z Samochodem, a na pewno osławiony brat, nie wspominając o krewnych i znajomych królika, więc nawet jeśli ten Z Samochodem nie zaszczyci imprezy swoją obecnością, wieść dobiegnie do niego prędzej, niż się można tego spodziewać. I tak chyba wyglądał scenariusz, albowiem byłam pod takim obstrzałem spojrzeń krewnych i znajomych, że czułam się jak Lindsay Lohan nie przymierzając. A niespełniony Książę nie zajechał, podejrzewam, że uprzedzony. Mimo to przedstawiłam bojfrenda osławionemy bratu, który jak zawsze pozostaje serdeczny i w ogóle uroczo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny krok był bardziej drastyczny. Wspomniany brat organizuje nową cykliczną imprezę, na którą niedoszły Książę zapraszał wszystkich w sposób za długi na analizowanie pod kątem jego skłonności do headfucków. I druga edycja akurat przypadła na nasze 2 tygodnie, a tego dnia bojfrend miał wolne, a ja kończyłam wcześnie. Więc nie było odwrotu, konfrontacja nastąpić musiała. Ten Z Samochodem zachował się pół na pół - pomijając, że usilnie próbował pokazać, że na kims tam się uwiesza, na przywitanie poczęstował mnie klasycznym 'misiem' i generalnie był mega happy, że mnie widzi. Bojfrend zaś, na wieść, że to mój dobry przyjaciel, spytał, dlaczego się tak dziwnie zachowuje, na co dostał moją ulubioną odpowiedź: 'it's a long story...' Więc spytał tylko 'is he the brother?'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale w ogóle, to miało być o ideałach, a nie o moim wyrachowaniu. Miało być o tym, jak to udało mi się znaleźć egzemplarz z gatunku 'biały kruk' (aczkolwiek w Londynie nie jest to tak trudne, jak się wydaje), czyli model, fashion icon, muzyk, artysta (co dla większości moich znajomych zapala jedno światełko: gej), a przy okazji manly man, którego do balsamu do ciała trzeba przekonywać, który jak najbardziej kultywuje rytualne piwko + meczyk, kopie piłkę, ogląda piłkę, słucha o piłce, także jeden z 'morningów after' miałam pod hasłem 'szukamy playera z retransmisją meczu Barca vs Man United'. Oczywiście w pozostałe 'morning aftery' razem oglądamy Gok's Fashion Fix i gapimy się na zdjęcia male modeli... Taki mój prywatny Zoolander na żywo. Chciałam, to mam. I cieszę się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tym czasem trzymam za siebie kciuki przed szansą na zakończenie chwilowe uzależnienia od gumtree. Cicho, sza, bo nie chcę zapeszyć. Powinnam się udać na beauty nap, żeby jutro wyglądać olśniewająco.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-5325524673765174066?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/5325524673765174066/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/06/miney-oficjalnie-trzy-tygodnie-ktore.html#comment-form' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5325524673765174066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5325524673765174066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/06/miney-oficjalnie-trzy-tygodnie-ktore.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-5005751636693793608</id><published>2009-05-27T01:30:00.002+01:00</published><updated>2009-05-27T02:09:26.062+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Urodzinowo i ćwierćwiecznie. O uzależnieniach, a dokładnie o jednym specyficznym, nie wiem, czy ktokolwiek już to opracował z zaplecza społeczno-kulturowego, socjologicznego etc, ale jestem uzależniona od &lt;a href="http://www.gumtree.com"&gt;gumtree&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, że odkąd sięgam pamięcią krakowską jestem uzależniona od sezonowego przeglądania ogłoszeń. Zaczęło się, wiadomo, od mieszkań przy okazji przeprowadzki do Krakowa. Wtedy kulrura gumtree jeszcze raczkowała, poza tym nie oszukujmy się - gumtree nie wyrosło w Krakowie, więc daleko mu było do oryginału. Mimo to za każdym razem, kiedy na pamiętnym Dajworze rosło widmo kryzysu, gumtree wkraczało do akcji, przy asyście innych portali, takich jak e-stancja, stancja i who knows co jeszcze. Zazwyczaj bez szczególnego rezultatu. Kultura gumtree polega bowiem na tym, że na 50 wysłanych odpowiedzi na ogłoszenie odzewów jest moze pięć jak dobrze pójdzie. Także dopracowałam do perfekcji odpowiadanie na ogłoszenie metodą kopiuj + wklej, oczywiście zmieniając detale (i niekiedy je przeoczając ku uciesze siebie samej). Dla jasności - w okresie krakowskim gumtree nigdy nie przyniosło żadnej zmiany. Dajwór jak stał, tak stał, a Kobierzyn pojawił się skąd inąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż nadszedł okres londyński, oznaczający powrót (w moim przypadku podróż) do źródeł. Oryginalne gumtree było właściwie jedynym racjonalnym medium podczas poszukiwań mieszkania, najpierw zdalnie, jeszcze z kraju, czyli bardziej palcem po mapie niż realnie, albowiem wiedziałam, że mam za dużo czasu, nie miałam żadnego rozeznania i bardzo nierozważnie szukałam w okolicach uniwersytetu (gdybym tam wylądowała miałabym obecnie myśli samobójcze z pięciokrotnie większą częstotliwością, czyli średnio kilka razy na dzień). With a little help from my friends wylądowałam w Old Street i oczywiście nie wyobrażam sobie siebie nigdzie indziej, jednakowoż i tam zaczęły pojawiać się kryzysy, gumtree więc wkraczało do akcji co chwilę, w zależności od stopnia desperacji w kwestii znalezienia nowego lokum. I tak oto od około lipca / sierpnia do lutego, kiedy to znalazłam Norris House, uzależnienie od sekcji 'Flats &amp;amp; Houses Offered For Share' nawracało z częstotliwością miesięczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jednak nie wszystko, albowiem moje palce kierują kursor touch pada automatycznie również w stronę seksji 'Jobs Retail'. Tutaj uzależnienie pojawia się z częstotliwością minimalnie mniejszą, wypełniając luki między mieszkaniowymi zrywami. Zaczęło się po przyjeździe, czyli w okolicach września, kiedy to latałam na rozmowy o pracę jak kot z pęcherzem - jeszcze nie gruchnął kryzys. Także do tej pory moja strategia rozsyłania cv-ek dołącza do grona aktywności pod hasłem 'doing it Madzia style', czyli ślemy gdzie się da, im więcej, tym lepiej, kopiuj + wklej szaleje i generalnie szafa gra. MEtoda okazała się skuteczna, albowiem przyniosła mi bardzo szybko pracę dla &lt;a href="http://www.hermes.com/index_uk.html"&gt;Hermesa&lt;/a&gt;, którą odrzuciłam na rzecz obecnej. Uzasadnienie było dobre - to było temporary Christmas, więc wolałam pójść w stronę permanent i bardzo dobrze - po świętach byłabym w przysłowiowej czarnej dupie, bez pracy, w środku galopującego credt crunchu i z kolejną falą myśli samobójczych. Zwłaszcza, że crunch ma to do siebie, że liczba odpowiedzi na cv-ki spadła diametralnie o około 90%, także za każdym razem, kiedy nadchodził kryzys w pracy rozsyłałam kolejne 50 cv-ek co najmniej, ale po gruchnięciu kryzysu odpowiedzi było może 2 - 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie znowu mamy do czynienia z uzależnieniem. Mieszkanie znalazłam 2 miesiące temu, więc tej seksji już nie tykam (mam umowę na rok tak zy inaczej). Niestety, praca mnie zabija z każdym dniem co raz bardziej do tego stopnia, że dzisiaj już miałam ochotę złożyć wymówienie z miejsca, nawet nie dlatego, że wydarzyło się coś konkretnego. Po prostu mam dość tego miejsca, jego muzyki, ludzi, zapachów, układu alejek, toalet, wszystkiego. Także intensywność sprawdzania gumtree wzrasta, odzew jest, znowu podczas znacznej części dni wolnych latam na rozmowy o pracę i wymiatam na nich równo, aczkolwiek kryzys trwa, więc często staję w obliczu sytuacji, w których rozgrywa się mięszy mną a jeszcze jedną osobą. W tym momencie czekam na piątek, kiedy okaże się, czy wygrałam &lt;a href="http://www.brilliantinc.eu"&gt;BrilliantINC&lt;/a&gt;, czy moze jednak strike two z Hermesem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna kwestia, którą miałam ochotę poruszyć, to kontrakty. Czuję się dorośle (o, nawet na miejscu urodzinowo), albowiem coraz więcej rzeczy mam na kontrakt. Praca na kontrakt, mieszkanie na kontrakt, i to roczny, a kilka dni temu do tych kontraktów dołączył &lt;a href="http://uk.blackberry.com/devices/blackberrycurve8900/"&gt;porządny telefon&lt;/a&gt; na kontrakt półtoraroczny, jednym słowem (a dokładniej jedną frazą) - zakotwiczam się, co dzisiaj przypieczętowałam inną &lt;a href="http://www.ladyluckrulesok.com/product_info.php?cPath=72_75&amp;amp;products_id=504"&gt;kotwicą&lt;/a&gt;, na której zostanie dla mnie wygrawerowany napis 'EDWARD'S'. Miało być 'CAVEMAN'S', ale jakoś tak uznałam, że pojadę romantycznie i trudno, niech się dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bojfrend zyskał stały przydomek 'Caveman', albowiem oprócz wszystkiego, co idealne, ma w sobie kilka cech z jaskiniowca. Uroczych, nie powiem, ale jednak jaskiniowych mocno. Pomijając jasniniowość, mam niekiedy wrażenie, że moje życie nagle stało się 'Zoolanderem' na żywo, 24/7. Co też jest urocze niezmiernie. Oczywiście, życie z modelem niesie za sobą pewne konsekwencje, w moim przypadku niebezpieczne, ale chwilowo nie dbam o to (jakbym kiedykolwiek dbała) i zwyczajnie cieszę się jak głupia, chodzę z bananem na twarzy i nie mogę się nadziwić, że jeszcze istnieją mężczyźni, którzy podczas randki pt. idziemy na zakupy (dla niego, nie dla mnie) pamiętają, co mi się podobało i przynoszą mi to ot, tak w dniu urodzin. Także następnym razem, jak będziemy się pokazywać gdzieś razem, czyli pojutrze, wystąpię w pięknej czerwonej mini vintage bombce. Także it's official, książę jest, wprawdzie nie na białym rumaku, ale z czarnym rumakiem, więc balans jest idealny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I z tym oto optymistycznym akcentem mówię urodzinowe dobranoc, a od jutra, jak przykazują wszystkie kosmetyczne poradniki, zaczynam używać pierwszego własnego i porządnego (Shiseido) kremu pod oczy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-5005751636693793608?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/5005751636693793608/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/urodzinowo-i-cwiercwiecznie.html#comment-form' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5005751636693793608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5005751636693793608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/urodzinowo-i-cwiercwiecznie.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-2569547205834748305</id><published>2009-05-19T23:50:00.003+01:00</published><updated>2009-05-20T10:02:00.701+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Madzi szukania dziury w całym ciąg dalszy. Dzisiaj w opcji matrixowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż jak wiadomo powszechnie, albowiem się z tym nie kryję, w rubryczce 'wyznanie / wiara' wpisuję od niepamiętnych czasów 'znaki, horoskopy i Książę z Bajki', w stu procentach zgodnie z prawdą. Znaki jak najbardziej, ze szczególnym wskazaniem na zbiegi okoliczności, deja vus, oraz słynne znajdowanie pieniędzy gdzie popadnie, w nominałach od grosza do banknotu pięciofuntowego. Horoskopy - wiadomo, bez &lt;a href="http://www.astrologyzone.com/forecasts/"&gt;astrologyzone&lt;/a&gt; nie wychodzę z domu, codziennie na skrzynkę dostaję &lt;a href="http://www.tarot.com/astrology/daily-horoscope/gemini-horoscope/?scopeDay=20090519"&gt;majspejsowe horoskopy&lt;/a&gt;, a na fejsbuku sprawdzam tarota na dany dzień. No i Książę - o nim było już wystarczająco. Kto mnie zna, ten zna upodobanie do bajek, utopii i takich tam, byle pod górkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dziura w całym polega na tym, że mam na odwrót. To on (bojfrend) wierzy w znaki. Nie wiem, czy w horoskopy, nie powinien, bo jesteśmy mismatchem absolutnym (Byk + Bliźnięta, generalnie wiadomo, wszystko zależy etc, &lt;a href="http://www.astrologyzone.com/lifelove/matchmaker/gemini_taurus.html"&gt;Susan Miller&lt;/a&gt; podsumowała to dość dobrze. W Księcia pewnie też, bo to ja jestem Księżniczką, mam przydomek Sleeping Beauty. Ale rozchodzi się o te znaki. Otóż pierwszy znak, że się w ogóle poznaliśmy, a nie było łatwo, bo mimo, że pracujemy około 30 metrów od siebie od ośmiu miesięcy, to poznaliśmy się jakiś miesiąc z hakiem temu. Oczywiście poznał nas jego kolega z pracy, który się za mną uganiał od czasów niepamiętnych i był zbywany w sposób jak dla mnie arcyklasyczny. Tym razem podeszłam, żeby odbębnić gadkę-szmatkę, skoro już do mnie machał, a bojfrend (jeszcze na ów czas w opcji 'soon to become') akurat stał obok. I mamy znak, bo się okazuje, że widział mnie dawno temu podczas lunch breaka i mu zniknęłam z oczu, a tu nagle czary mary, Madzia się pojawia po raz drugi, trzeba łapać, póki można, więc się wziął był i zebrał, polazł po numer telefonu i zadziałało, trafił w moment, w którym postanowiłam, nie spławić arcyklasycznie, ale dać szansę w ramach kryzysu wieku średniego i konieczności wprowadzenia pewnych znaczących zmian na rzecz drugiego ćwierćwiecza. I tak mam bez końca, to, jak się poznaliśmy, to znak. To, że mieszkam na ulicy jego podstawówki, to znak. To, że w ogóle East London, że Old Blue Last, że Westfield, że wszystko, to generalnie znak jeden wielki, albowiem I am the one. Jestem chodzącym ideałem. Wczoraj się dowiedziałam, że jestem wszystkim, czego szukał w kobiecie, od włosów po tyłek, dosłownie i w przenośni. Powinno być od włosów po stopy, ale o stopach się nie wypowiadał, a o tyłku a i owszem. Przepraszam, nogi też są idealne. I chwilami już nie wiem, co mam odpowiedzieć na kolejny sms (dzisiaj były zdania długie) wynoszący mnie pod niebiosa. Mdli mnie z miłości. Prawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I się Lacan znowu odzywa. Że miał być brak, a tu masz babo placek, się znalazł i jest i nie uciekam z krzykiem, tylko przyjmuję z otwartymi ramionami. I dzisiaj minął pierwszy tydzień. Było pięć i pół lat pustyni, teraz mamy pierwszy tydzień, a podczas 'rocznicy' drugiego tygodnia będą moje urodziny i bojfrendowi już się usta nie zamykaja na temat mojego prezentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako, że padam na pyszczek (z bojfrendowymi zakwasami etc), dobranoc na dziś. Cieszę się, że wróciłam, dziękuję tym nielicznym, dzięki którym wiem, że warto.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-2569547205834748305?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/2569547205834748305/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/madzi-szukania-dziury-w-caym-ciag.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2569547205834748305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2569547205834748305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/madzi-szukania-dziury-w-caym-ciag.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7986867046737234591</id><published>2009-05-19T01:01:00.003+01:00</published><updated>2009-05-19T01:33:57.471+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Panie, obdarz go zdolnością układania zdań długich, których linia, &lt;span class="tresc"&gt;jak zwykle od oddechu do oddechu, wydaje się linią rozpiętą jak wiszące mosty, jak tęcza, alfa i omega oceanu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc"&gt;Wydawało mi się, że się oswoiłam. Po przejściach dramatycznych, testach nieprzewidzianych, było dobrze, euforycznie, pozytywnie i hej do przodu. Potem wyjechałam, miałam mały odwyk, podtrzymywany jedynie smsami, i wróciłam. Spotkanie było punktem pierwszym programu. Miał mnie zabrać do domu (i zabrał), miałam nawet poznać mamę (w sumie poznałam), miałam się cieszyć jak dziecko - i coś mi nagle opadło. Włączył mi się znowu Pimpuś Sadełko, którego w dzieciństwie słuchałam masochistycznie - "Och jak mi źle, okrutnie źle, przyjedź mamusiu i zabierz mnie" - według przekazów historycznych w tym momencie zawsze wyłam jak bóbr, a mimo to co wieczór musiałam posłuchać jeszcze raz (to wiele tłumaczy).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc"&gt;W obecnej sytuacji niekoniecznie chciałabym, żeby mnie zabierała mamusia, bardziej ten Z Samochodem, który zaparkował w mojej głowie niestety chyba z abonamentem bezterminowym. I przeżyliśmy w pewnym momencie (kluczowym dla historii obecnej) uroczo przez niego nazwany headfuck, polegający na szczerości do bólu. Myślał, że to on mnie łamie, że to ja nie mogę się pozbierać po jego grze, ale oczywiście finalnie to ja byłam górą, bo nie dość, że zagrałam ze swoich nut, to jeszcze dołożyłam do niego zmianę statusu na 'in a relationship' i sprawiłam, że znowu zaczął jęczeć pod moje dyktando. Ten mecz chwilowo nie zakończył się wygraną, wciąż mamy remis. Punkt dla mnie, że jest postęp. Już nie musiałam ukrywać łez, musiałam jedynie ukrywać myśli, że to ktoś inny jest obok.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc"&gt;Swoją drogą to zadziwiające, jak wiele może dzielić facetów w tym samym wieku (aczkolwiek Z Samochodem jest oficjalnie jesynie 'old', mimo to celujemy w circa 30). Obaj mają pierwiastek dziecięcy, jednak ulokowany w zupełnie innych miejscach. Ten Z Samochodem ma samochody, potwierdzając tym samym, że mężczyźni są dzieciakami całe życie, tylko im się zabawki zmieniają. Poza tym ma normalną, pełnoetatową pracę, skończył fancy studia, mieszka w fancy szeregowcu (z dwójką braci), po męsku chleje na umór z kumplami etc. Ten drugi (który powinien być pierwszym, jako, że uzyskał status bojfrenda) niby też chleje, ale nie aż tak na umów, bardziej na zabawę, pomyka w fancy ciuszkach, jako, że jest modelem, grafikiem, muzykiem i pracuje part time w handlu. Mieszka chwilowo z mamą (co się ma niebawem zmienić) niekoniecznie w fancy domku, ale w fancy East Endzie, nie bawi się zabawkami, ale jak zaczyna mówić, to wolę, żeby przechodził do innych czynności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc"&gt;W sumie o to się rozbiła jedna z krakowskich weekendowych rozmów nad kuflem piwa (żeby nie było, że pisze to naczelna abstynentka, bynajmniej, dorównuję im obu). Facet najwyraźniej nie powinien być po to, by z nim rozprawiać o Lacanie, Baudrillardzie i dekonsytukcji. Ten wyższy poziom abstrakcji, który się z nim osiąga, powinien dotyczyć pluszaków lub inych, równie oderwanych od rzeczywistości tematów. I próbuję się na to przestawić, co mi wychodzi mocno średnio, albowiem jak ma wychodzić, kiedy jestem po 5 i pół roku singlowania i rozprawiania o dekonstrukcjach etc, z mężczyznami jak najbardziej. Problem tylko taki, że podczas tego 5 i pół rozprawy te nigdy nie łączyły się z tymi, jakże uroczo eufemistycznie nazwanymi przeze mnie innymi czynnościami. Te czynności, jak już zaczęły ponownie występować, to jak najbardziej oddzielnie od rozpraw (aczkolwiek nie raz i nie dwa z żalem). I do idei połączenia tych dwóch sfer &lt;a href="http://univ.gda.pl/%7Eliterat/cnwybor/035.htm"&gt;tęskno mi pani&lt;/a&gt;&lt;a href="http://univ.gda.pl/%7Eliterat/cnwybor/035.htm"&gt;e&lt;/a&gt;, że tak powiem, jak cholera. I pewnie dlatego ten Z Samochodem parkuje bezkarnie podczac, gdy próbuję cieszyć się opcją z gatunku 'daj mu szansę', a jak nie wyjdzie, to przecież świat się nie skończy, ba, nowy się zacznie. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to nie tyle, że się o biedaka boję, bo się nie boję (to mnie powstrzymywało, a skoro się poddałam, to znaczy, że mamy do czynienia z elementem autoterapii). Tylko jestem świadoma, że będzie kolejnym skrzywdzonym na mojej liście. Sam chciał - dał mi sznur pereł, a perły według przesądów przynoszą płacz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="tresc"&gt;I tym oto sposobem, po dlugim milczeniu, dobranocka wróciła. Oby na dobre.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7986867046737234591?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7986867046737234591/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/panie-obdarz-go-zdolnoscia-ukadania.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7986867046737234591'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7986867046737234591'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/05/panie-obdarz-go-zdolnoscia-ukadania.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-4600938271609382915</id><published>2009-03-24T14:48:00.003Z</published><updated>2009-05-19T01:34:33.794+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To się fachowo nazywa kryzys twórczy. Zero dobranocek. Zero ciekawostek (w znaczeniu: informacji tudzież wynurzeń ciekawych do przekazania). Zero weny. Nie jestem do końca przekonana, czy w momencie, kiedy to piszę wena jest, ale nieważne, piszemy, bo wypada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż dzieje się, a i owszem, aczkolwiek dzieje się jakoś niekoniecznie zidentyfikowanie. W pracy niby coś się ruszyło, interviews się pojawiają, albo chociaż widoki na nie, ale nie ma żadnego breakthrough jak na razie. W tak zwanym szumnie życiu emocjonalno-uczuciowym jak było, tak jest, czyli groch z kapustą. W życiu naukowo-intelektualnym kryzys jak był, tak jest. Jedynie w życiu mieszkaniowym jest bosko i cudownie, utwierdzam się w przekonaniu, że to mieszkanie to najlepsze, co mnie spotkało w ciągu ostatnich miesięcy i to bynajmniej nie dlatego, że mój fiński współlokator zaczął paradować przede mną w bokserkach (SAMYCH bokserkach dla ścisłości, tuż po wyjściu spod prysznica żeby było ciekawiej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po tym akapicie nastąpiło zawieszenie. Które trwa. Czekam na feedback z job interview z babką, która była absolutnie niemożliwa do rozgryzienia. Nie mam bladego pojęcia, co o mnie myśli. Mam do napisania social autobiography, do której nie mogę się zabrać, oraz recenzję Wrestlera, do której nie mogę się zabrać jeszcze bardziej. Wkroczyłam w okres, w którym pracowo jest mi właściwie wszystko jedno, co nie jest dobre, chcę, żeby mi zależało. Mam do napisnaia dwa maile, do których nie mogę się zabrać. Już nie mówię o magisterce, która chwilowo wydaje mi się absolutnie abstrakcyjnym zadaniem - kryzys z gatunku nie mogę pisać w momencie, gdy nie jestem przekonana, że to, co mam do powiedzenia jest jakkolwiek odkrywcze. Stuck in the moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może powinnam wrócić do dobranocek...? Obiecuję. Od dziś. A na razie wrócę do domu, przearanżuję pokój (do którego w ramach oszczędności jeszcze nie kupiłam komody, ale dzisiaj znalazłam uroczy różowy klosz), zacznę pisać, a na koniec obejrzę jakiś dobry film, może tym razem nie francuski - albowiem miałam my own private French movie festival. Mam ochotę na Azję, ale to oznacza spending, a miałam już nie wydawać. Bo mam ochotę na "Lust, caution" i "Pusty dom". I znowu się skończy, że będę chciała to obejrzeć z fińskim współlokatorem, ktory oczywiście stwierdzi, że nie, bo jest zajęty, po czym jak mnie nie będzie w pobliżu podbierze te filmy z mojej kolekcji, obejrzy sam i odłoży udając, że tego nie zrobił, tak jak to miało miejsce w przypadku "Tony'ego Takitaniego". Bez sensu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-4600938271609382915?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/4600938271609382915/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/to-sie-fachowo-nazywa-kryzys-tworczy.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4600938271609382915'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4600938271609382915'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/to-sie-fachowo-nazywa-kryzys-tworczy.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-4662075594220236425</id><published>2009-03-14T21:34:00.002Z</published><updated>2009-03-14T22:13:22.948Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Się nazbierało się. No to teraz pozbieram do kupy i złożę w jako-taka dobranockę, pisaną w nastroju, jak to się ładnie mawia, minorowym, albowiem cały plan wieczorny wziął się był spartaczył, a to za sprawą imprezy, na której chcę bardzo być z powodu mojego fińskiego współlokatora i jego znajomych, a na którą nie chcę iść sama, a tym bardziej nie chcę iść jako doczepka do niego, bo... o tym szerzej za chwilę. Miałam iść z Bliźniakiem, który najpierw niekoniecznie, potem nagle, że hej ho i do przodu, a w ostatniej chwili, że jednak nie, sorry bardzo, ale samolot do Szwecji rano, boyfriend spóźniony z Francji, obaj nie spakowani, a muszą wstać o jakiejś nieprzyzwoitej porze... Moje australijskie sistas gdzieś przepadły bez wieści, a skoro już się odstawiłam nieprzyzwoicie, to można by to wykorzystać. W ostateczności zostaje doczepienie się do mojej australijskiej współlokatorki, która nieopodal świętuje urodziny swojego boyfrienda i zapraszała. Nienawidzę się doczepiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to będzie niechronologicznie. Zacznę od tego doczepiania. Albowiem zdarzyło się, że w środę chciałam iść na jeden koncert, nie było z kim, no i w domu się wzięło i okazało, że mój fiński współlokator się wybiera, więc ja od razu, czy mogę się doczepić, on, że jasne. Problem polega na tym, że ja się tu wciąż czuję jak nowa, bo najpierw brak kasy na socjalizowanie się, potem brak czasu, potem mieszkanie, w którym nikogo, z kim by można, a jak praca, to praca, no i generalnie to grono ludzi, do których się można doczepiać wciąż nie jest wystarczająco imponujące, zwłaszcza, że tzw. mężczyźni podrożni, jak wiadomo, nie uznają konwencjonalnych znajomości (jaki piękny eufemizm...). No i wciąż czuję się jak nowa w mieście, wciąż mam mnóstwo nieodkrytych miejsc, więc lgnę do każdej okazji, by wyjść i poznawać wszystko, co nowe. A taki mój fiński współlokator mieszka tutaj od lat, wszystko i wszystkich zna od podszewki i czuję się przy nim jak nastolatka, którą rodzice ledwo co wypuścili z domu. Więc jak się do niego doczepiam, to kończy się tak, że on zna wszystkich, ja nikogo, zazwyczaj kogoś nowego poznaję, więc odciążam jego w jego obowiązku zajmowania się mną (bo czuję, że stwarzam taki obowiązak, skoro się doczepiłam, oczywiście znając mnie możliwe, że wyolbrzymiam sprawę 5 razy za bardzo). I jeszcze ten fakt, że on ma za sobą mnóstwo dziwnych sytuacji londyńskich, których ma dość, a ja ledwo je poznałam (i też już mam dość, ale nieważne), mimo to mamy dokładnie takie samo spojrzenie na związki etc. I bywają momenty, kiedy on wchodzi na temat, że nie chce skończyć jak większość ludzi tutaj, że trzydziestka stukneła, ale przez ciągłe imprezy i pakowanie się w sytuacje z gatunku "you're not cool enough for me", co jest chyba nadrzędnym londyńskim problemem, są wciąż sami i nic nie zapowiada zmiany stanu rzeczy. Że on czuje tę zbliżającą się trzydziestkę i wciąż pakuje się w sytuacje popieprzone, a lat ma 27 i jak rzuca to swoje "and what are you? 25 or something?" to to "25" w jego ustach brzmi jak "15" i czuję się jak totalnie mała, bezbronna, niedoświadczona i niewinna dziewczynka, która ledwo co weszła w świat dorosłych i potrzebuje, by ją prowadzić za rączkę. A dla mnie to zbliżające się 25 jest wprost przeciwne, czuję, że mam to 25, moje życie stoi w miejscu, jestem sama nie dlatego, że się pakuje w sytuacje popieprzone, tylko dlatego, że się pakuję w sytuacje beznadziejne i też nic nie zapowiada zmiany stanu rzeczy, więc koniec końców 25, zero zmian, martwy punkt i panika, że trzeba zacząć używać kremu pod oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inna sprawa jest taka, że przecież ja zawsze chciałam się poczuć jak mała dziewczynka, którą ktoś prowadzi za rączkę, by nie musieć być zawsze tą big strong girl, co to sobie sama przywiezie i zmontuje komodę z Ikei (co jeszcze nie nastąpiło, ale nastąpi niebawem, najprawdopodobniej jutro rano). Więc powinnam się cieszyć, że mam pod ręką takiego dużego i silnego chłopca, co to się co chwilę pyta am I alright i faktycznie czuję, że się troszczy w jakiś dziwny i nie do końca zidentyfikowany sposób. I oczywiście sytuacja oksymoroniczna, ponieważ tego wieczora, kiedy się doczepiłam, pod koniec nastąpił moment pt. "let me buy you a drink" i na pytanie, co chcę, odpowiedziałam "Guiness". I się okazało, że jestem pierwszą dziewczyną, którą on zna, która pije Guinessa. Dokładnie czwartego. I co chwilę wysłuchuję, jak on narzeka na wszystkie jego ex, że dziewczyny nie potrafią docenić, jak facet się chce zaangażować i dać od siebie jak najwięcej, że one tego nie chcą, że chcą się tylko zabawić i jak się robi zbyt poważnie, to uciekają. W tych momentach krzyczą we mnie dwie sprawy. Pierwsza, to, że I'm a girl too!! I mogę dokładnie to samo powiedzieć o wszystkich facetach tego świata, że ważne dla nich jest tylko zaliczenie, zabawienie się, a jak przychodzi do zbudowania nieco bardziej stabilnej relacji, nawet nie mówię już o związku, bo na to przestałam liczyć dawno temu, ale zwykłej znajomości pod tytułem pójdźmy razem na drinka, nie koniecznie kończąc go w łóżku tylko dlatego, że jesteśmy odrębnej płci, to uciekają, nie odbierają telefonów i generalnie bez sensu. To by był pierwszy krzyk. Drugi zwyczajnie drze się w niebogłosy, że właśnie gadasz z taką, która dokładnie na to czeka i znaleźć nie może!! Także bez sensu generalnie rzecz biorąc. Właśnie siedzimy w swoich pokojach, gadając do siebie przez ściany o tej imprezie, że mnie Bliźniak wystawił w momencie, kiedy właśnie się odstawiłam i włożyłam czerwone szpilki, a on, że jest zmęczony i niewyspany i nawet usnął w fotelu w living roomie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby zakończyć jakoś optymistycznie, chciałam napisać jeszcze w środę, że potwierdzone - nie umiem się zgubić w Londynie, więc miasto uznaję za ostatecznie oswojone. Pojechałam na Carnaby Street posiedzieć w Sacred i poużywać nieco niekradzionego Internetu i gdy się nasiedziałam, postanowiłam przemierzyć uliczki Soho, zgubić się i zobaczyć, czy trafię na Covent Garden. Trafiłam bez problemu niemal prostą drogą. Nota bene wciąż czekam na wieści z Urban Outfitters. Przypomniałam się delikatnie mailem, że jestem wciąż very much interested and available. Chociaż jakoś wkroczyłam w stan zawieszenia, w którym jest mi chwilowo wszystko jedno - to chyba naturalne po ataku paniki, że o matko pomocy wali się, zostanę bez pracy i generalnie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=P2TKZDdRgyQ"&gt;mam znowu doła, znów pragnę śmierci&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze na samiusieński koniec - koniec faktyczny mojej rudości. Wzięłam i się (po raz pierwszy samodzielnie) przefarbowałam na swoje. Bo ja rozumiem, że postmoderna, że płynna tożsamość, ale moja jest już na tyle niestabilna, że chciałabym, żeby chociaż kolor moich włosów, w miarę możliwości naturalny, był chociaż jednym stałym elementem. I tak się też stało. Byłam ruda niecałe dwa tygodnie. Teraz jestem z powrotem sobą.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-4662075594220236425?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/4662075594220236425/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/sie-nazbierao-sie.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4662075594220236425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4662075594220236425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/sie-nazbierao-sie.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-1554980113136568241</id><published>2009-03-10T23:16:00.003Z</published><updated>2009-03-11T00:33:20.957Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak mnie ostatnio naszło, że możliwe, że rozgryzłam mój króliczy problem (króliczy = gonienie etc., tak dla ścisłości, albowiem mnie samej króliczenie kojarzy się conajmniej dwuznacznie). Otóż wiadomo, ambicjonalnie i wszelako inszej czuję potrzebę gonienia, nie doganiania itp i mam wciąż poczucie, że to, co mi się udało dogonić, to nie to, co faktycznie chciałam złapać. Wytłumaczenie jest chyba jedno: aktorstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu w odległej galaktyce moim celem nadrzędnym było aktorstwo. Zaczęło się jak miałam lat bodajże siedem, jak nie mniej. Nie pamiętam, ile miałam lat jak poznałam niejakiego Sylwestra Woronieckiego, aktora ze szczecińskiego Teatru Polskiego (i nie tylko zresztą), który w Pałacu Młodzieży prowadził warsztaty podczas zimowych półkolonii. Zaczęło się od warsztatów, podczas których zwerbował kilkoro z nas do nagrywania słuchowisk radiowych. Po słuchowiskach i pierwszych konkursach recytatorskich przyszła pora zmian, przeniosłam się &lt;span style="display: block;" id="formatbar_Buttons"&gt;&lt;span class="" style="display: block;" id="formatbar_JustifyFull" title="Justify Full" onmouseover="ButtonHoverOn(this);" onmouseout="ButtonHoverOff(this);" onmouseup="" onmousedown="CheckFormatting(event);FormatbarButton('richeditorframe', this, 13);ButtonMouseDown(this);"&gt;&lt;img src="img/blank.gif" alt="Justify Full" class="gl_align_full" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;pod skrzydła Danuty Chudzianki w okolicach bodajże 4 klasy podstawówki, a może 6...? O matko, nie pamiętam. Tak czy inaczej moje pierwsze partie pochodziły ze "Ślubów panieńskich", gdzie bywałam zazwyczaj Anielą. Zaczęła się telewizja etc. Po siedmiu latach (to musiała być jednak 4 klasa, jak nie 3) przeniosłam się do MOKu do Iwonki Mirońskiej Gargas, gdzie rozwinęłam się ku zdziwieniu wszystkich niesamowicie, przestawiając się na recytację i teatr słowa. &lt;a href="http://www.portalwierszy.pl/wiersze/Urszula-Koziol/Jestes-za-blisko.php"&gt;"*** (Jesteś za blisko...)"&lt;/a&gt; Urszuli Kozioł na zawsze pozostanie "moim" tekstem. I tak, jak wstępując w szeregi grupy pani Chudzianki miałam już za cel obrana szkołę teatralną, tak przeniosłam się do Iwonki, żeby faktycznie zdobyć potrzebne umiejętności, bo wiedziałam, że ona jest najlepsza. Miałam mało czasu, bo dołączyłam do Proscenium w trzeciej klasie liceum, ale byłam zdeterminowana, szkoła teartalna, w dodatku wrocławska i żadna inna. I tak właśnie na około trzy miesiące przed egzaminami postanowiłam... zwyczajnie olać sprawę. Musiałam pomyśleć o alternatywie, gdyż każdy aspirujący aktor ma głowę na karku i wie, że trzeba mieć jakiegoś asa w rękawie. Zaczęłam poszukiwania i trafiłam na poznańskie filmoznawstwo (bo teatrologia mnie jakoś nigdy nie ciągnęła, zawsze teatr brał mnie z praktycznej, nie teoretycznej strony, w przeciwieństwie do filmu), które ówcześnie wydawało mi się spełnieniem marzeń - nie dość, że filologia polska (a ja, wiadomo, zawsze czytająca i pisząca za dużo), to jeszcze film (pisanie o filmie i do "Filmu" jako marzenie nadrzędne). I tak nagle, po w sumie około 10 latach starań, szkoleń i sukcesów zwyczajnie postanowiłam to wszystko zostawić i pójść w inną stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pic polega na tym, że od jakiegoś czasu nie chciałam studiować aktorstwa w Polsce. Bo wiedziałam, że do żadnej ze szkół się nie dostanę, z powodów wielu, chociażby takiego, że gdyby jurorzy mieli wybierać między mną a długonogą, niebieskooka blondynką o takich samych umiejętnościach, nie miałabym szans (albowiem to były czasy mojego noszenia rozmiaru 42). Dlatego jedną z wizyt w Londynie wykorzystałam na przejechanie się po moich wymarzonych szkołach: &lt;a href="http://www.cssd.ac.uk/"&gt;Central School of Speech and Drama&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.gsmd.ac.uk/"&gt;Guildhall School of Music &amp;amp; Drama &lt;/a&gt;. I teraz jestem tu (ludzi tłum, a myśli takie dziwne... ale to tak na marginesie), Guildhall mam może nie za rogiem, ale dostatecznie blisko i za każdym razem, jak rozmawiam z kimś o tym, że tak naprawdę, to moim pierwszym celem nadrzędnym było aktorstwo, wszyscy powtarzają jedno zdanie: "well it's never too late!" I tak właśnie myślę, że może to o to chodzi...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chyba będzie bez pointy tym razem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-1554980113136568241?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/1554980113136568241/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/tak-mnie-ostatnio-naszo-ze-mozliwe-ze.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1554980113136568241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1554980113136568241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/tak-mnie-ostatnio-naszo-ze-mozliwe-ze.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-3776776596504578065</id><published>2009-03-08T22:45:00.002Z</published><updated>2009-03-08T23:05:16.245Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczesna dobranocka, gdyż uważam się dzisiaj za tzw. trupka i zapewne padnę, nie dokończywszy nawet "Dumy i uprzedzenia", która właśnie leci sobie na backgroundzie, albowiem mam okres Austenowski (jakby to była nowość) i tak sobie odświeżam. Poza tym dobranocki ostatnio były nieregularne z powodu nieregularności t'interwebu, który ma tendencję do zanikania dokładnie w połowie wysyłania zdania do Księcia z Samochodem. Powoduje to bardzo interesujące zaniki konwersacji, reanimowane przeze mnie godzinę później dzięki uprzejmości Apple Store'u (lub pracowego komputera pod nieobecność managementu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej dobranocce pragnę poruszyć mój problem znajdowania. Albowiem zaczynam go uważać za problem, w dodatku idiotyczny i irytujący. Zawsze wydawało mi się, że jak się znajdzie pieniążek, oznacza to szczęście. I co? I tak oto po dwukrotnym znalezieniu dwóch pensów znalazłam pensów dwadzieścia i pięć, podczas udawania się do domu z radosnych pląsów, których ten z Samochodem nie zaszczycił swoją obecnością (szczerze powiedziawszy byłabym bardziej zaskoczona gdyby było inaczej). Po obudzeniu się i doprowadzeniu do jako-takiego stanu używalności wyruszyłam w coporanny spacer do Liverpool Street Station (świetny sposób na trzymanie kondycji) i po raz kolejny pens po prostu leżał na mojej drodze! I chciałam tutaj wyrazić moją frustrację - za przeproszeniem, ale niech się wreszcie coś wydarzy! Bo to już się robi nudne. Moje życie powinno być w tym momencie mlekiem i miodem płynące jak policzyć te wszystkie pensy i funty, a coś jakoś odmiany losu jakiejś nie widać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prowadzi do bardzo sympatycznej wzmianki o postępach w socjalizowaniu się z nowymi współlokatorami - dzisiaj spotkałam mojego hot Fińskiego współlokatora (tak, tego, co porankami przechadza się po mieszkaniu w bokserkach) w Tesco po drodze do domu, po czym go wyprzedziłam (napotykając przy okazji niejakiego Ruperta aka sobowtóra &lt;a href="http://www.trendhunter.com/images/phpthumbnails/22610_7_468.jpeg"&gt;Josha Beecha&lt;/a&gt;, z którym miałam przyjemność spędzić trochę czasu pewnego wieczoru...), spotkaliśmy się ponownie w naszej kuchni, gdzie powymienialiśmy uwagi na temat związków w wielkim mieście. To, co się przewijało najczęściej, to problem nie traktowania drugiej strony poważnie lub niedoceniania jej starań i zaangażowania (co najzabawniejsze, oboje mamy podobny problem w odniesieniu do drugiej strony, co najmniej interesujące). Oczywiście, londyńska przypadłość polega na tym, że wszyscy w tym mieście niby szukają, ale to, co znajdują, nigdy nie jest dla nich dostatecznie dobre tudzież cool, więc bawią się dalej, po czym lądują a la Bridget in their thirties, still single and hopeless, a my tak nie chcemy. My już mamy dość budzenia się co impreza koło kolejnych przypadkowych zwłok, jesteśmy gotowi na zaangażowanie, tylko nie ma go gdzie ulokować, bo wiadomo... U mnie problem jest jasny: źli chłopcy i uciekające króliczki, wszystko, co za łatwo przychodzi jest zbyt małym wyzwaniem, dlatego czuję się chwilami strasznie z moim węgierskim wielbicielem, który, niestety, pochodzi z plemienia zwanego przeze mnie Spaniel - too good, too sweet, too perfect husband material... Ech... I tak źle, i tak niedobrze. Dajcie mi jakiegoś takiego pomiędzy spanielem a bad boy'em. Chociaż nie, wtedy oznaczałoby to kogoś normalnego, a tacy mnie nie interesują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby to powiedziała Miranda: I am so fucked up. Jakoś coś mi dobranocka uciekła w dziwny klimat. Taki... bezkonceptowy. Cóż, raz na jakiś czas należy mi wybaczyć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-3776776596504578065?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/3776776596504578065/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/wczesna-dobranocka-gdyz-uwazam-sie.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3776776596504578065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3776776596504578065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/wczesna-dobranocka-gdyz-uwazam-sie.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-732475528530208657</id><published>2009-03-07T09:40:00.003Z</published><updated>2009-03-07T10:05:28.564Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='http://www.blogger.com/img/blank.gif'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czuję się jak taki pomniejszy hacker. Chociaż w oficjalnej terminologii pewnie zasługuję na miano co najwyżej lamera i to z zaznaczeniem, że tylko dlatego, że delikwent (tzn. ja) bardzo chce. A to za sprawą podkradania t'interwebu, który dzisiaj rano mi znika jak wściekły, a wczoraj rano w ogóle nie chciał się pojawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczy dzieją się. Standardowo. Otrzymałam wczoraj telefon z Urban Outfitters, który mi oznajmił, że dostałam tę pracę niejako w połowie, gdyż rozmowa była nie dość, że grupowa (w grupce 6 przesympatycznie indie postajlowanych międzynarodowych marzycieli), to jeszcze dotyczyła posady w dziale Menswear. I Alisson zadzwoniła wczoraj, że strasznie im się spodobałam podczas rozmowy, w ogoóle wszystko super, odpowiedzi super, background super, tyle tylko, że mnie widzą bardziej na Womanswear, więc "should anything come up in the next couple of weeks, hopefully, she'll give me a call" and she really meant it when she was saying "hopefully". Także wirtualnie sama za siebie trzymam kciuki, bo bardzo chcę pracować w Covent Garden. Może jak będę tam codziennie, to będzie mniej padać? Bo jak na razie w 80&amp;amp;% przypadków mojego pojawiania się tam podczas dni wolnych od pracy pada. Nawet jak cały dzień był piękny i słoneczny, w momencie, kiedy moje stopy opuszczają progi stacji metra - leje jak z cebra. No i mimo opcji zostania panią Assistant Manager jednak chyba wolałabym Covent Garden. Dla niego samego. I dla możliwości nie słuchania, że I don't wanna be all by myself anymore 10 razy dziennie w Westfield.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam problem z moimi włosami. Bycie ginger jest fajne (pomijając, że kolor się zmywa zbyt szybko i wczoraj zainwestowałam w Aussie Miracle i mam nadzieję, że zadziała), ale autentycznie czuję się nieswojo. Pomijając konieczność regularnego farbowania (i milczenie mojej stylistki, hm... będę musiała zadzwonić i się dowiedzieć, jakie są szanse na kolejne farbowanie), zwyczajnie moje włosy były od jakiegoś czasu moim statementem. Że są naturalne, że są moje, że cięcie owszem, ale kolor jest zawsze mój, jedyny, niepowtarzalny. Żrosły się z moją osobowością, są częścią mojej tożsamości i jak teraz patrzę na siebie w lustrze i widzę tę marchewę, czuję, że to nie do końca ja. Plus mam wciąż w sobie pozostałości tych barier, które we mnie zbudował mój ex (tak, to było ponad 5 lat temu...), między innymi poczucie, że farbowane włosy są be, bo właśnie to nie ja. I wiem, że to śmieszne i idiotyczne, ale mam cień obawy, że ktoś mnie może nie poznać pod tymi włosami, albo pomyśleć, że one są moje i to jestem ja, a nie znać mnie prawdziwej.. Takie lekko bezsensowne, zupełnie z sufitu wzięte akcje, które powodują, że jak się zbiorę do tego telefonu, to przy okazji poproszę Biankę o przefarbowanie mnie z rudego na moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za moment wyruszę w nową codzienną wyprawę, przemierzając Hoxton Street krokiem marszowym. W uszach będzie mi brzmieć "iść, ciągle iść w stronę korniszona" (który dla mnie wciąż pozostaje bardziej tamponem). I będę się rozglądać bacznie, ponieważ wczoraj znalazłam 2 pensy 2 razy!! Co, oczywiście, uznaję za znak nie-wiadomo-czego (przepraszam, pierwsze oznaczały Urban Outfitters, drugie były ciemną nocą, więc nie wiem do końca) i po raz kolejny sobie powtarzam, że skoro dostałam wymarzone mieszkanie (i pokój, który domaga się organizacji coraz bardziej rozpaczliwie) i mam szanse na wymarzoną pracę, to coś musi za to zapłacić i wszyscy wiemy, co to jest... To tak w temacie tego z samochodem, co został zaproszony przeze mnie na dzisiejsze wieczorne &lt;a href="http://www.crimesagainstpop.com/"&gt;radosne pląsy&lt;/a&gt; i nie omieszkał tego zignorować. Niby nie można mieć wszystkiego... A &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=FOdWxf1tRmI"&gt;I want it all and I want it now.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-732475528530208657?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/732475528530208657/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/czuje-sie-jak-taki-pomniejszy-hacker.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/732475528530208657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/732475528530208657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/czuje-sie-jak-taki-pomniejszy-hacker.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7025280542793240103</id><published>2009-03-04T23:56:00.005Z</published><updated>2009-03-05T09:17:59.759Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mały powrót do przeszłości w morzu nowości - a to za sprawą braku broadbandu w nowym mieszkaniu (to be sorted soon), co oznacza ni mniej ni więcej tylko klimat z czasów "całe życie na balkonie" - złapałam na dziko sieć o wdzięcznej nazwie "t'interweb" (wiem, nie tak wdzięcznej jak kobierzyński Zeus) i jak mi nie zniknie w ciągu najbliższych kilku minut, będę mogła nadać raport z niekoniecznie oblężonego miasta (chociaż jest to zapewne dyskusyjne, ktoś na pewno mógłby się dopatrzyć jakiegoś oblężenia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem nowości zaczęły się oficjalnie. Wczoraj rano dokonałam samodzielnie (with a little help from mr cab driver) jedenastej przeprowadzki w moim życiu. Scenariusz był, oczywiście, nieoczywisty, albowiem miałam sie przeprowadzić w niedzielę, jako, że pierwszy dzień nowego miesiąca etc. Ale w niedziele udałam się do ukochanego &lt;a href="http://www.theoldbluelast.com/"&gt;Old Blue Lasta&lt;/a&gt; na pożegnalne piwko z Adasiem, Józiem, Madzią zwnaną niegdyś Marksistką oraz jej Kowbojem. Podczas towarzyszenia Adasiowi na papierosie (i pogawędki z jak się okazało gitarzystą gwiazdy wieczoru - &lt;a href="http://www.myspace.com/futureislands"&gt;Future Islands&lt;/a&gt;) zaczepiły mnie moje 2 fryzjerki i tak oto dzisiejsze popołudnie spędziłam na konkretnych przygotowaniach do prezentacji Bianki, która mam nadzieję zapewni jej miejsce w teamie reprezentującym Hob na Wella Trend Vision Awards. Kolekcja nosi tytuł Virtual Life i prezentowałam dziewczynkę wychowaną na Tamagotchi, &lt;a href="http://www.stardoll.com/"&gt;Stardoll&lt;/a&gt; i mangach, która jest tak pochłonięta wirtualną rzeczywistościa, że sama wygląda jak awatar (nie ma co, Bianca trafiła na modelkę idealną). Także nowością poprzedzającą nowe mieszkanie są nowe włosy - marchewa z akcentem różowym. Czuję się jak Ania z Zielonego Wzgórza zmiskowana z Czarodziejką z Księżyca. Z tą tylko różnicą, że nie planuję przefarbować się na zielono. Ewentualnie wrócę do naturalnego koloru, bo chwilami jakoś mi... nieswojo, zwłaszcza jak patrzę w lustro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy inaczej wczoraj rano, po przeżyciach pt. spędziłam pół dnia w salonie fryzjerskim, a miałam się przeprowadzać i znowu mi nie wyszło rano stanęłam w obliczu spakowanej walizki wypełnionej ciuchami - i to by było na tyle. Cała reszta mojego świata (którego miało nie być tak dużo - oczywiście w zakresie sprowadzania go do dóbr materialnych) była w proszku, Książę z Samochodem nie nadjechał, żaden inny zapasowy również, więc wisiała nade mną wizja mej skromnej osoby teleportującej cały mój świat w łapkach, a że ślimakiem nie jestem, zwyczajnie w świecie wzięłam i się załamałam na chwilkę, rozpłakałam jak mała, bezsilna dziewczynka, po czym usłyszałam charakterystyczny dźwięk fejsbukowego czata i po pięciu minutach pocieszającej rozmowy z Księciem z Samochodem wzięłam się w garść i finalnie przeprowadziłam się w 15 minut. Przeprowadziłam - to brzmi dumnie, wrzuciłam dobra materialne do pokoju i pomaszerowałam do pracy, ciesząc się, że świat znowu zmierza w dobrym kierunku, jeśli przed sobą wciąż widzę "korniszona" aka "tampon".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja rozmowa poniedziałkowa owocuje, miałam mały stres wczoraj, że nie zadzwonili, ale zadzwonli dzisiaj, tyle, że ja nie mogłam się dzisiaj stawić o ich dogodnej porze, a że jechali później do Southampton, to przełożyliśmy wszystko na next week. Cudownie - ja nie mogę, więc się do mnie sostosują, bo rozumieją, że praca etc. Ech, jak ja to chcę dostać!! Jednakowoż jeśli nie wyjdzie, tfu tfu tfu przez lewe ramię i odpukać w niemalowane, podczas szykowania się do wyjścia z salonu (a rzecz się działa w ich akademii na Camden Lock) spojrzałam po raz trzeci na hot guy'a, który zasiadł na sofie w oczekiwaniu na ścięcie, on spojrzał na mnie i... tak! To był Hot Guy From All Saints!! Który, jak się okazało, został promowany na Assistant Managera stoiska All Saints w Selfridges i za kilka tygodni będzie się pozbywał ludzi, więc wziął mój numer jakbym sama nie była do tego czasu Assistant Manager. Jak to powiedział Książę z Samochodem - contacts... Hot Guy, żeby było jasne, jest oczywiście Hot &amp;amp; Gay, gdyż, jak wiadomo, moim hymnem powinno być &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8yKPuy3CDoc"&gt;"Taste In Men"&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwieńczeniem dnia była przesympatyczna pogawędka przy czerwonym winie z moją współlokatorką. Muszę przyznać, zwłaszcza, gdy nadaję po polskiemu, że czuję się minimalnie niezręcznie w towarzystwie mojego współlokatora, gdyż ponieważ jest Finem, jest hot i nie jest gay - dla odmiany. I jeszcze się dowiedziałam, że wkrótce zostanę z nim sama w mieszkaniu na całe 3 tygodnie (Amy jedzie do Paryża i LA). Ale jak powiedział mój Bliźniak (którego boyfrienda poznam już jutro!!), you don't screw with the crew. Amen.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7025280542793240103?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7025280542793240103/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/may-powrot-do-przeszosci-w-morzu.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7025280542793240103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7025280542793240103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/may-powrot-do-przeszosci-w-morzu.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-5266757722385324181</id><published>2009-03-03T00:32:00.004Z</published><updated>2009-03-03T01:14:23.621Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie spodziewałam się, że niektóre dzieci mogą się tak uzależnić od dobranocek!! :) Przepraszam za jednodniowy poślizg, usprawiedliwiony mam nadzieję koniecznością wyższą pod tytułem zalkoholizowanie się w wyborowym towarzystwie, przy dźwiękach dobrej muzyki, przy pomocy cidera o jakże uroczej nazwie Gaymers.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż minął właśnie chyba najbardziej napięty grafikowo dzień w mojej karierze. Rozplanowany strategicznie do imentu, przy czym zakończony malutkim fiaskiem, ale wszystko się da nadrobić. Przede wszystkim w planie było pakowanie. Zdołałam wrzucić znakomitą większość ciuchów do wielkiej walizy, spakować insze inszości w mniejsze torby, zostawić na półkach książki, płyty, papiery i tzw. pierdoły (czyt. kosmetyki, biżuteria, niezidentyfikowane obiekty ewidentnie niezbędne do funkcjonowania i kolekcja poznajdowanych na ulicach pensów, do których w ciągu ostatnich kilku dni dołączyły kolejne monety o nominałach odpowiednio 5 i 2) i wybiec na kolejny job interview.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu punkt drugi - rzeczony interview, który poszedł, oczywiście, dobrze, gdyż ponieważ moje "płomienne uczucie" do Mra Shakeabout Managera od jakiegoś czasu siało w mej głowie myśl, że moja kariera niebezpiecznie zmierza w tę stronę nawet o tym nie wiedząc. Oczywiście nic nie jest przesądzone, mogą mnie nie wziąć, ale plus jest taki, że jak wezmą (a chcę bardzo, bo już czuję potrzebę zmiany, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8j7aM6APqb0"&gt;I got myself stuck in the moment and I can't get out of it)&lt;/a&gt;, to wreszcie w moim cv pojawi się job title "Assistant Manager", z bardzo dużą szansą na szybki awans, ponieważ firma rozwija się idiotycznie szybko i oni sami twierdzą, że obecnie "gryzą więcej niż mogą przeżuć" (nie mam pojęcia jak ten idiom może elegancko brzmieć po polskiemu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z job interview poleciałam na drugi koniec miasta do salonu fryzjerskiego, albowiem alkoholizowanie się zaowocowało spotkaniem 2 fryzjerek, które szukały modelek do swoich pokazów tudzież konkursów, więc jak mnie znalazły aż podskoczyły z radości, tym bardziej, że moje dni wolne idealnie pasują im do terminarza. I tak oto od 17 do 22.30 siedziałam sobie wygodnie na fotelu, a fryzjerki ze zdobywającego nagrody &lt;a href="http://hobsalons.com/"&gt;teamu&lt;/a&gt; robiły na mojej głowie cuda (acz nie wianki). Efektem jest kolejne przełomowe ścięcie oraz - uwaga, uwaga - nowy kolor. Oficjalnie jestem ruda. Po małym szoku (żeby mnie pokolorować na pomarańczowo konieczne było ściągnięcie mojego naturalnego koloru, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że przez 20 minut mojego życia byłam niemalże platynową blondynką) zaczynam się przekonywać i nie wiem, czy nie będę chciała tego koloru zostawić, może jedynie w nieco ciemniejszej wersji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punktem ostatnim miała być przeprowadzka, ale dotarłam w moje rejony koło północy, więc postanowiłam tylko wpaść po klucze i uporać się ze wszystkim rano. Zobaczymy, ile z tego wszystkiego się uda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak potwierdzenie zyskuje pogląd, iż każdy nowy rozdział w życiu kobiety zasługuje na nową fryzurę. Jeśli faktycznie za nowym mieszkaniem i włosami pójdzie nowa praca, mogę sobie odpuścić Księcia z Samochodem (lub bez), bo z góry wiadomo, że nie ma opcji - moje życie nie działa w ten sposób. Prawdopodobnie nie wiedziałabym, co mam zrobić z takim nadmiarem radości, więc moja podświadomość po raz kolejny ubezpieczyła mnie na tę okoliczność noworocznym wyskokiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym oto akcyntem uroczyście mówię dobranoc, po raz ostatni z adresu 81 Crondall Court.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-5266757722385324181?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/5266757722385324181/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/nie-spodziewaam-sie-ze-niektore-dzieci.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5266757722385324181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5266757722385324181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/nie-spodziewaam-sie-ze-niektore-dzieci.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-1281066235393383171</id><published>2009-03-01T00:30:00.005Z</published><updated>2009-03-01T10:25:21.390Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No to żeby pociągnąć temat wczorajszo-dzisiejszy, będzie niedługo i o kryzysach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż mój jednoosobowy sztab interwencji kryzysowej na okoliczność takowego podejmuje zawsze ten sam zestaw akcji. Zaczyna się od spicia, które czasami towarzyszy kryzysom samo z siebie, niekoniecznie skorelowane z kryzysem samym w sobie. Kolejnym punktem programu jest późny powrót do domu, rzucenie się na lodówkę, opróżnienie lodówki, a następnie żołądka. Kontemplacja tuszu do rzęs, który zajmuje malowniczo pół twarzy i decyzja, że jak cierpimy, to na całego i nie zmycie go. Po dotarciu do pokoju, włączenie grzejnika, co by wytworzyć mikroklimat "maciczny", pasujący do mającej zostać wkrótce przybranej pozycji embrionalnej. Po drodze jeszcze nie zdjęcie ubrań, nie pościelenie łóżka, rozłożenie kocyka i przykrycie się nim, we wspomnianej pozycji embrionalnej. Wisienką na torcie jest nieprzespanie nocy z powodu gorąca wyprodukowanego przez grzejnik. I oczywiście rano konieczność doprowadzenia się do porządku i pójścia do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenariusz wczorajszej nocy nie wyglądał inaczej. Do teraz średnio ogarniam, ale pozytywny aspekt sprawy jest następujący: przynajmniej wiem, że jeszcze mi zależy, w sensie, że jeszcze potrafi mi zależeć, bo już myślałam, że uczucia wszelakie mnie opuściły, albowiem same lepiej wiedziały, że we mnie się zagnieżdżać nie ma sensu, bo jedyne, co jest mają u mnie zagwarantowane, to zmarnowanie się. Jednak przyznać muszę, że tak bezsensownej i beznadziejnej historii jeszcze w moim repertuarze nie grali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wniosek post-noworoczny: jeśli cały rok ma być taki, jak Nowy Rok, to ok, zgadza się, że darmowa kawa, zgadza się, że bieganie i załatwianie niemożliwego pod dziką presją, zgadza się, że posiadanie władzy i kontroli i menadżerowanie. Ale epizod z budzeniem się koło kogoś przypadkowego niestety oznacza dziki błąd, który pokutuje. W sensie błąd w kontekście noworocznym. I żeby to jeszcze było tego warte...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także moja noc i poranek wybrukowane były ejtsowymi power ballads, na czele z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=MTdBQ1YyjA8"&gt;Cher&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok, jest poranek podobranocny i mogę zrobić dziewczyński update? Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa na wieść o tym, że facetowi się film urwał...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-1281066235393383171?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/1281066235393383171/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/no-to-zeby-pociagnac-temat-wczorajszo.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1281066235393383171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/1281066235393383171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/03/no-to-zeby-pociagnac-temat-wczorajszo.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7150050747373506510</id><published>2009-02-28T10:15:00.002Z</published><updated>2009-02-28T11:13:11.501Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wczoraj nie było dobranocki, gdyż ponieważ walczyłam dzielnie o Księcia z Samochodem. I tak oto będzie dzisiaj językowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem oficjalnie przeflancowana. Jak mam w środku dnia mówienia po angielsku nagle się do kogoś odezwać po polskiemu, to nie umiem. Jak mam takie 100% mówienie po polsku, to nie jest źle, ale faktycznie takie wtrącenie jest mocno problematyczne. Jedna z moich koleżanek z pracy spytała mnie kiedyś, czy myślę po angielsku. Ha, myśleć po angielsku to ja od lat, praktykowałam uparcie mówienie do siebie w lustrze. Wtedy spytała, czy śnię po angielsku. Zdębiałam na chwilę, bo wtedy jeszcze nie miałam pojęcia. I dosłownie kilka dni później miałam pierwszy sen po angielsku. Zaraz po przebudzeniu, jak tylko to sobie uświadomiłam, nie posiadałam się z radości - tak!! Udało się!! Oficjalnie angielski jest moim drugim językiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto wczoraj do listy językowych zachowań dołączyło nowe doświadczenie: okazało się, że już umiem płakać po angielsku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7150050747373506510?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7150050747373506510/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/wczoraj-nie-byo-dobranocki-gdyz.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7150050747373506510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7150050747373506510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/wczoraj-nie-byo-dobranocki-gdyz.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7004743749411337888</id><published>2009-02-27T00:10:00.002Z</published><updated>2009-02-27T00:38:46.048Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawie zapomniałam dzisiaj napisać dobranocki. A to chyba dlatego, że zakręt uważam za uroczyście rozpoczęty, od momentu owarcia oficjalnych poszukiwań już mam nagrane 3 rozmowy, z czego jedna w agencji, już była, teraz czekamy na reakcję, a pozostałe dwie nadejdą szybciej, niż się spodziewam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza w sobotę. Urban Outfitters. Zaniosłam cv w środę, bo &lt;a href="https://twitter.com"&gt;twitter&lt;/a&gt; mi powiedział, że w środę do wszystkich sklepów można składać cvki jak się chce dla nich pracować, a ja, jako uzależniona od ich internetowej wyprzedaży (i nie tylko, sklepowa również wymiata), chciałam od zawsze. Poza tym u nich jest ustabilizowana struktura, u nas jest chaos. Tam, jak się zaczyna z niskiej nawet półki, można zajść całkiem wysoko. U nas - już nie wiem, pomijając nawet drobny fakt, że moja menadżerka się mnie boi, bo mam wiedzę i władzę. A nie powinnam, gdyż tytularnie nie jestem nikim szczególnym, kto mógłby tą władzą dysponować. A ja się chcę rozwijać, a nie stać w martwym punkcie - dosłownie i w przenośni. I nawet, jeśli to nie jest kierunek, z którym wiążę swoją przyszłość absolutną, to przynajmniej cieszy mnie radośnie w chwili obecnej, a jak wiadomo - carpe diem, a że wybrańcy bogów umieraja młodo, to z założonymi rękami czekać nie zamierzam, aż mnie oświeci i z nieba spłynie na mnie nie dość, że powołanie, to jeszcze szereg możliwości, by to powołanie z sukcesem realizować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga w poniedziałek. Shakeabout. Najzabawniejsza historia pod słońcem. Otworzyli się razem z nami, więc od pierwszego dnia obserwowałam ich te 5 metrów obok. Już pomijam dzikie zauroczenie moim Przyszłym Mężem, który okazał się być ich regionalnym menadżerem imieniem Mike, i z którym uskutecznialiśmy licealne akcje z gatunku "o matko, powiedział mi cześć" etc. Przy okazji zdążyłam się zaprzyjaźnić z nawet nie tyle menadżerami, ile z właścicielami, więc gadki-szmatki odchodziły na porządku dziennym. I tak oto, jako, że się uporali z problemami w teamie, Przyszły Mąż mi zniknął na spory kawałek czasu z horyzontu, więc jak się dowiedziałam, że mają mieć jakieś wielkie szkolenie czy coś, z menadżerami, od razu postanowiłam, że pal licho, że mam dzień wolny, jadę do pracy, co by może kawałek Mike'a wyhaczyć. Skończyło się tak, że menadżerowie, góra najwyższa, pracowali akurat z teamem i rozgadałam się z jedną z nich, że tak, mieli problemy z obsadą, mają menadżerkę, mają supervisorów, ale mimo tego, że ona menadżerkę lubi bardzo, to jednak nie ukrywa, że laska się nie stara jak powinna, a supervisorzy też nie wszyscy dają radę, więc szukają etc. Ja, z głupia frant, że też szukam, bo mam dość faktu, że przyjęłam już na barki obowiązki menadżerskie, jestem odpowiedzialna za wszystko, pracuję od sprzed otwarcia, a nie widzę żadnych horyzontów, żadnych możliwości wspięcia się wyżej, a jak próbuję ze stopy, na której jestem, to dostaję po tyłku, że się wychylam i rządzę. Dogadałyśmy się, i tak oto dzisiaj ujrzałam 4 nieodebrane połączenia, wszstkie, jak się okazuje, od menadżera Shakeaboutu, no i mam rozmowę w poniedziałek. I mam wahania (chociaż nie wiem, czy w ogóle jest szansa, że to dostanę), bo wiadomo, nagle, po wszystkich inszych doświadczeniach wylądować w najbardziej z sufitu wziętym miejscu pt. zrobimy ci shake'a ze wszystkiego? Ale plus jest taki, że a) wreszcie z nazwy pozycja menadżerska, a ja nie znoszę udawać, że nie wiem, jak wiem, i że nie potrafię, jak potrafię; b) szanse rozwoju, bo idą jak burza; c) koniec końców rachunki płacić trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni z dylematów moralnych na dziś - Książę z Samochodem oraz jutrzrjsza impreza i moja pokusa, co by zadzwonić i wziąć dzień wolny jako rozchorowana, z zatruciem pokarmowym etc tylko po to, by być tam na czas i zdobyć bilety dla mnie i Bliźniaka, albowiem dałam za przeproszeniem dupy z zabookowaniem biletów w przedsprzedaży i Książę z Samochodem nie ma mocy sprawczej, do jego brata (któremu de facto... ech, może jednak nie napiszę) się nie odezwę, skoro on klasycznie zniknął, pozostali dje z teamu milczą, więc nie ma rady, trzeba ryzykować, a rozpuścili wieści, iż liczba biletów na wejściu jest limitowana. I nie wiem, czy warto, dla może niekoniecznie Księcia, udawać chorobę, ale mam ochotę, albowiem od początku pracy wzięłam tylko 1 dzień i zwyczajnie mam dość. Należy mi się. I nie chce mi się. Ale wyrzuty mam. Dobrze, że oprócz Księcia mam inne ważne powody motywujące moją obecność na tej imprezie (jak pożegnanie dwóch Australijek, które wracają do Oz).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to, obudzimy sie, zaskype'ujemy do domu i się okaże.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7004743749411337888?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7004743749411337888/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/prawie-zapomniaam-dzisiaj-napisac.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7004743749411337888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7004743749411337888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/prawie-zapomniaam-dzisiaj-napisac.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-2752963249756495882</id><published>2009-02-25T22:26:00.003Z</published><updated>2009-02-25T22:54:09.239Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyjątkowo wcześnie - jestem padniętym trupkiem na radosnej drodze ku zmianom - na lepsze. Czuję się dorośle po zbóju, podpisałam pierwszy brytyjski kontrakt mieszkaniowy, taki prawdziwy, przez agencję, czyli kupa kasy, ale na razie pracę mam, więc się nie martwię. Ale nie ukrywam, że jak zmiany, to pełną gębą, a zatem poszukiwania nowej pracy uważam za uroczyście rozpoczęte i obiecujące, aczkolwiek bez overexcitementu, gdyż ponieważ wolę się nie nastawiać, bo wiadomo, jak się nastawię za bardzo uwentualne kuku będzie miało siłę odpowiednio proporcjonalnie większą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan działania w skali tygodnia ma formę odliczania:&lt;br /&gt;day 1 - Wednesday - 11:00 rozmowa w agencji recruitingowej; 17:00 rozmowa w agencji mieszkaniowej - odhaczone, obie pozytywnie&lt;br /&gt;day 2 - Friday - Ultimate Power, starym zwyczajem rodem z dyskotek szkolnych (nota bene adekwatnie do repertuaru) nadzieja na motyle w brzuchu za sprawą Księcia z Samochodem, który tę nadzieję dzisiaj był zabił stwierdzeniem, że on w sumie sam nie wie, czy mu się chce - cóż, nie można mieć wszystkiego (kto to powiedział?! jest u mnie na celowniku)&lt;br /&gt;day 3 - Sunday - 1st of March, wiosna, zmiany, nowe życie w nowym mieszkaniu z nowymi współlokatorami, zapowiada się dobrze bardzo&lt;br /&gt;Teraz jak na to patrzę to widzę, że odliczanie powinno być w drugą stronę, 3, 2, 1. No to zmieniamy status, żeby nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A generalnie chciałam dzisiaj pociągnąć poniekąd temat Księcia z Samochodem, ale z innej zupełnie perspektywy. Albowiem zauważam pewną prawidłowość. Brytyjscy mężczyźni dzielą się na tych, co to po jednej nocy, tudzież po jednej nieudanej nocy znikają bez wieści, oraz na tych, co to trzymają się ze swoimi kumplami. Łączy ich jedno: obie rasy piją na potęgę, czym tłumaczą, oczywiście, wszystko. Rasa druga wyróżnia się tym, iż co chwilę podkreśla kolejnego kaca, wręcz oznajmia go z dumą (albo radośnie oznajmia brak kaca, co po pewnym czasie faktycznie zyskuje rangę wydarzenia). I tak, jak rasa numer jeden kontunuuje znikanie po jednorazowych akcjach (do którego można się bezboleśnie przyzwyczaić porzucając wszelką nadzieję jako ta, która w to wchodzi), tak rasa numer dwa kontynuuje narzekanie na budzenie się samotnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zwany mały problem. Rasa numer dwa owszem, budzi się samotnie w swoich wielkich łóżkach, ale nie oszukujmy się - nie robi absolutnie nic, by stan rzeczy zmienić. Wręcz przeciwnie, jak ma okazję, albo cień potencjalnej okazji, jak na przykład pójście na imprezę, na którą jest zapraszana przez nie jedną, a dwie samice, obie niczego sobie, woli iść na kolejny pub crawl z kumplami, bo akurat wypadają 27 urodziny jednego z nich. Po przedłożeniu kumpli i piwa nad radosne pląsy z radosnymi samicami, rasa numer dwa narzeka, że pub crawl w sumie nie był crawlem, bo się zakończył w jednym miejscu, a kumple kumpla wcale nie byli fajni i generalnie wieczór był do dupy. Mimo to nadal narzeka, że seks to się od jakiegoś czasu śni jedynie, no i single, no i budzenie się samotnie, i tak dalej, i tym podobne... I jeszcze oznajmia, że już nie ma nastroju na piątkowe Ultimate Power.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tylko podkreśla zapętlenie się w sytuacji pt. gonimy króliczka, którego złapać nie ma opcji. Żeby nie było za miło i za przyjemnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-2752963249756495882?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/2752963249756495882/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/wyjatkowo-wczesnie-jestem-padnietym.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2752963249756495882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2752963249756495882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/wyjatkowo-wczesnie-jestem-padnietym.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8710703058490125646</id><published>2009-02-25T00:10:00.003Z</published><updated>2009-02-25T00:23:50.466Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś nieco wcześniejsza dobranocka (czyli tuż po północy, a nie koło drugiej), gdyż jutro od 10 job hunt). A bajka będzie o tym, z którym ten hunt będę uskuteczniać, a mianowicie o moim bracie bliźniaku i o tym, jak faktycznie połówki pomarańczy mogą być rozdzielone na szerokość kuli ziemskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się w pracy. Przyszedł na trial, w ciągu godziny się zgadaliśmy i robiłam wszystko, by dostał tę pracę, bo już zaplanowaliśmy wspólne zwiedzanie Krakowa, Islandii etc. Udało się. Od momentu, kiedy przyszedł do pracy zaczęły się rozmowy o wszystkim: filmach, muzyce, książkach, podróżach... On marzył o Islandii, Szwecji, Norwegii, zakochany w Sigur Rós i Timie Burtonie. Szybko okazało się, że kocha również Danny'ego Boyle'a i "28 dni później". A pochodzi z Australii, więc Baz Luhrmann jak najbardziej. Gdyby nie był gejem, oficjalnie po trzech dniach znajomości zwyczajnie bym się oświadczyła. Doszło do etapu, kiedy zapadała między nami krępująca cisza, bo głupio nam było po raz kolejny powtarzać, że ja też to kocham, że on też nie może się tego doczekać etc. Pierwsze wspólne wyjście zaliczyliśmy na Nevereverland, gdzie podniecaliśmy się jak dzieci koncertem The Presets. Po pierwszym wyjściu nadeszło nieuniknione: zaproszenie na fejsbuku. I wszystko stało się jasne. 26 maja. Nie dość, że oboje spod Bliźniąt, to jeszcze z tego samego dnia. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie szlajamy się razem po Trash Palace, pijąc wódkę w metrze i sekundując sobie w jednorazowych po(d)rywach. Notorycznie czytamy sobie w myślach, więc nie mogłam mu kupić wypatrzonego prezentu pod choinkę, bo kupił go sobie sam nie mogąc się nacieszyć (tomik poezji Tima Burtona). Więc dostał nową J.K. Rowling. Ostatnio zaś jego status fejsbukowy oznajmił, że w kwietniu idzie na Fever Ray (którą go zaraziłam) i Royksopp. Podskoczyłam z wrażenia i zaczęłam się dopytywać gdzie, kiedy i jak tylko po to, by się dowiedzieć, że nie zostało wiele miejsc, więc kupił nam bilety w najlepszym z dostępnych rzędów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranocna magia przyjaźni.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8710703058490125646?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8710703058490125646/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/dzis-nieco-wczesniejsza-dobranocka.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8710703058490125646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8710703058490125646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/dzis-nieco-wczesniejsza-dobranocka.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8556092191905176433</id><published>2009-02-24T01:48:00.002Z</published><updated>2009-02-24T02:19:33.222Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przypuszczam, że to musi się wydać cokolwiek dziwaczne - moje początkowe narzekanie, że koniec drogi, że nie ma widoków, że generalnie moja mała apokalipsa etc, a dzisiaj akurat wypada mi obwieścić urbi et orbi, że w niedziele zmieniam mieszkanie, w środę mam rozmowę o nową pracę, w piątek w planie do zdobycia Książę z Samochodem, więc generalnie jakby się kręciło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw mieszkanie. Własny pokój. Trzy gwinee pozwolą mi wyposażyć go w &lt;a href="http://www.ikea.com/gb/en/catalog/products/40093059"&gt;komodę&lt;/a&gt; i plastikowe mebelki, będę miała też fotel (!). Ponadto w mieszkaniu jest living room z dwoma końskimi ogonami na ścianie oraz dwoje współlokatorów, którzy nie mogli być bardziej idealni (Australijka, której boyfriend jest w nie do końca zidentyfikowany sposób związany z Mogwaiem, oraz Fin pracujacy jako pattern-maker). Generalnie bomba, cieszę się tak, że aż mi głupio wciąż skakać pod sufit. W środę idę do agencji podpisać papierki etc. "Dorosłość" pełną gębą. Dom od razu rzucił odwieczne hasło "To co, jedziemy Cię przeprowadzać?" Niech policzę... tak, to będzie moja 11 przeprowadzka w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca. Się wali, albowiem mam w sobie za dużo pierwiastków przywódczych, których moja menadżerka najwyraźniej nie jest w stanie znieść. Wiadomo, doskonała nie jestem, dlatego nie twierdzę, że jestem nieomylna i nie popełniłam w pracy żadnych błędów, ale niektóre zarzuty uważam za śmieszne tudzież przeinaczone i zamiast czekać, aż oni się dopatrzą mojego kolejnego potknięcia, postanowiłam zadziałać. I tak oto w środę mam rozmowę na Junior Managera i nie ekscytuję się wcale, bo nie chcę za bardzo chcieć - tak na wszelki wypadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Książę z Samochodem to historia zupełnie kosmiczna. Z gatunku - tylko ja mogłam coś takiego wynaleźć. Jak blogujemy, to na całego, połowa świata juz wie, a że posiadam nastrój do zwierzeń (to brzmi dumnie, zwłaszcza w kontekście tej połowy świata, co to wie tak czy inaczej), to niech będzie. Otóż historia po krótce przedstawia się następująco: był sobie Sylwester, wiadomo, huczny. Plan na wieczór: random Brit boy. Obiekt został namierzony dość szybko i z wzajemnością. Okazał się być związany z djami, a ja szybko awansowałam na maskotkę. Napięcie rosło, aż wybiła północ i Książę wziął był i pocałował inną księżniczkę, po czym przypełzł i wygłosił historyczną kwestię (wybaczcie wszyscy, którzy to słyszeli tysiące razy): "I'm sorry I kissed someone else!" Ja, oczywiście, że nie ma sprawy, więc jak zostałam pocałowana przez jednego z djów (moja słabość do tej rasy jest już chyba legendarna) stwierdziłam, że a co tam, miał być Brit boy, więc jest, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Oczywiście nie omieszkałam popełznąć do Księcia i rzucić "I'm sorry I kissed someone else too!" A Książę na to: "It's ok, he's my brother!" Także jak opuszczałam z rzeczonym bratem przybytek rozpusty w godzinach wczesno-porannych, Książę pożegnał mnie słowami "See you in the morning!" Monty Python mógłby już z tego zacząć tworzyć scenariusz na skecz. I tak oto mijają pomału 2 miesiące, podczas których brat Księcia, aka dj, oczywiście zachował się jak każdy szanujacy się one-night-standowicz, czyli zdematerializował się, odwrotnie proporcjonalnie do Księcia, który materializuje się regularnie za sprawą fejsbukowego czata (ach, cóżbyuśmy zrobili bez web 2.0!) I właśnie w piątek panowie dje rozpętają kolejną Sodomię i Gomorię, a ja będę dokładać wszelkich starań, by Książę nie popełnił drugi raz pocałunkowego błędu. Zwłaszcza, że jego samochód niewątpliwie przydałby się w kontekście rytualnej wycieczki do Ikei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto zaczynałam pseudo-wzniośle, a skończyłam jak skończyłam, po mojemu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8556092191905176433?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8556092191905176433/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/przypuszczam-ze-to-musi-sie-wydac.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8556092191905176433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8556092191905176433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/przypuszczam-ze-to-musi-sie-wydac.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-8042928738227282019</id><published>2009-02-22T23:54:00.002Z</published><updated>2009-02-23T01:01:26.664Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żebym sama siebie nie zawiodła - kolejna dobranocka. Tym razem na temat. Miałam wahania, czy jej nie napisać, jak obiecałam, w środku dnia, ale stwierdziłam, że skoro mi odpadają Oscary, to dam radę o zwyczajowej porze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż problem polega na tym, że nie wiem, co dalej, gdyż nie wiem, co tak naprawdę mi najlepiej wychodzi. Bo według mojego małego rozumku tak się powinno podążąć - za tym, co się najbardziej, i wydawało misie, że ja tak właśnie do tej pory robiłam. Tylko, że nigdy nie byłam do końca pewna, czy aby na pewno jestem w tym wszystkim dobra. Dlatego mam tzw. kryzys zostawiania wszystkiego na 2 płotki przed metą. Jak w tym dowcipie o 2 wariatach, co uciekli ze szpitala, mieli do pokonania 100 płotków, po 97 się zmęczyli i stwierdzili "to co? wracamy?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego za sobą mam: aktorstwo (pół roku przed egzaminami do szkół teatralnych postanowiłam, że moim powołaniem jest filmoznawstwo), filmoznawstwo (na pół roku przed końcem studiów stwierdziłam, że droga ściśle akademicka nie jest koniecznie w 100% dla mnie), krytykę filmową (ogólny kryzys około-Mętrakowy plus kilka pobocznych), a między to wszystko się miesza sprzedaż ciuchów, zegarków i ch*j knows czego jeszcze, która owszem, wychodzi mi i zapewnia niezbędne 3 gwinee, ale dalece odbiega od dawania mi szeroko pojętej życiowej satysfakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co było zawsze, to pisanie. Pierwszą książkę napisałam w wieku bodajże 3 lat, w dodatku był to komiks (bardzo pseudo jak na moje ówczesne możliwości plastyczne, które, nota bene, rozwinęły się od tamtego czasu niewiele bardziej), ale był profesjonalnie zszyty wstążką i traktował o przygodach niejakiego Jacka i Placka. Później, oczywiście, jak każdy nadwrażliwy nastolatek, miałam okres twórczości poetyckiej, również chałupniczo zebranej do kupy, nawet opublikowanej w szkolnym tomiku, zaprezentowanej w lokalnej tv i wysłanej na kilka konkursów. Pojawiały się, oczywiście, pomniejsze formy, a la dzienniki (również fikcyjne,) pojawiło się blogowanie (również poniekąd fikcyjne). Wszystkie twarde dyski, które przyszło mi posiadać, noszą znamiona porozpoczynanych przeróżnych form prozatorskich, które nigdy nie dobrnęły do stadium pozwalającego na ich upublicznienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powód jest prosty. To, że to robię, wcale nie znaczy, że robię dobrze. A jak mam popełnić coś, co zostanie złożone w książkę i wydane w iluś tam egzemplarzach, to chciałabym, żeby było to czegoś warte. A chwilowo mam poczucie, że nie mam temu światu do powiedzenia niczego nowego, co nie zostałoby powiedziane wcześniej, albo przynajmniej nie wynalazłam żadnej nowatorskiej formy, która mogłaby unieść nawet najbardziej trywialny i wyświechtany temat, jednak ubrany w świeże fatałaszki. I wciąż czytam na przemian Iris Murdoch z Virginią Woolf i chciałabym móc im dorównać. Zwłaszcza siłą intelektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za każdym razem, jak zabieram się za Iris, nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak fenomenalnie prowadzi narrację: zaczyna od punktu, który zdaje się sugerować pewien tor wydarzeń, porzucony jeszcze przed końcem pierwszego rozdziału. Prowadzi swoich bohaterów po ścieżkach życia tak płynnie, tak pewnie i tak... prawdziwie. Jednocześnie napełnia ich egzystencję problemami filozoficznymi, które w ich ustach brzmią codziennie, naturalnie, wręcz potocznie. Wszystko w jej powieściach po prostu się wydarza, bez żadnego zadęcia czy przekombinowania, dlatego wszystkie najbardziej skomplikowane sytuacje życiowe jej bohaterów wydają się tak bliskie - może dlatego, że dla innych autorów były zbyt trywialne, zbyt niewiarygodne, by o nich pisać i właśnie dlatego na kartach jej powieści zostaje im oddana należna cześć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja, obawiam się, tak nie potrafię, a chciałabym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-8042928738227282019?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/8042928738227282019/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/zebym-sama-siebie-nie-zawioda-kolejna.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8042928738227282019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/8042928738227282019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/zebym-sama-siebie-nie-zawioda-kolejna.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-3539541255084991808</id><published>2009-02-22T03:03:00.003Z</published><updated>2009-02-22T03:15:41.688Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy w związku z tym, że jest weekend i jestem po ciężkich i stresujących dniach w pracy mogę mieć dyspensę od cowieczornego elaboratu...? Mam temat, mam wszystko w głowie, tyle tylko, że jest dość późno, nawet, jak na moje standardy, a dokładając do tego wiśniówkę (niech żyją duty free na wrocławskim lotnisku, chyba najobrzydliwszym na świecie) etc mam zwyczajnie ochotę przejść płynnie z pozycji wertykalnej do horyzontalnej przy jak najmniejszym wysiłku z mojej strony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat będzie auto- i meta-, z Herbertowskim mottem &lt;a href="http://wiersze.annet.pl/w,,13226"&gt;"Panie, obdarz mnie zdolnością układania zdań dugich..."&lt;/a&gt;. Przy okazji zahaczę o Iris i Virginię. Ale to wszystko jutro rano. Tudzież w południe, gdyż nie widzę siebie wstającej jutro bladym świtem (albowiem chyba teraz nawet jest bliżej bladego świtu niż wtedy, kiedy będę wstawać). Ale żeby nie było, odzywam się do świata i do siebie samej, co by dotrzymać danego słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tnCpMHKCasU"&gt;Dobranoc, kimkolwiek jesteś.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-3539541255084991808?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/3539541255084991808/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/czy-w-zwiazku-z-tym-ze-jest-weekend-i.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3539541255084991808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/3539541255084991808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/czy-w-zwiazku-z-tym-ze-jest-weekend-i.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-4994338331491942854</id><published>2009-02-21T01:22:00.002Z</published><updated>2009-02-21T01:34:03.193Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miało być codziennie, więc niech tak się stanie, aczkolwiek przyznać muszę, że dzisiaj towarzyszą mi nastroje zgoła apokaliptyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza bajka będzie niezbyt długa i zdecydowanie przesiąknięta duchem Lacanowskiego braku króliczka. Otóż pomijając brak króliczka spowodowany odhaczeniem ostatniego punktu z mojej listy, doświadczam ostatnio zbyt często krótkotrwałości wszystkiego, czego się dotykam oraz niemożliwości dokończenia jak należy tego, czego się podejmuję. Najgorsze, że czasami widmo tego fiaska mam przed oczyma w chwili rozpoczęcia i tylko obserwuję, jak finał zbliża się do mnie powoli, acz zdecydowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę jest w tym więcej z Baudrillarda niż Lacana. To takie moje eksperymentowanie z symulacją. Na zasadzie: a co by było, gdyby...? z tą tylko różnicą, że w moim przypadku pokusa spróbowania, co by było faktycznie jest silniejsza i bardzo często wygrywa. Najgorsza jest ta świadomość i determinacja. Wiem, że nie powinnam, albo raczej - wiem, że powinnam inaczej, że powinnam po prostu dać założyć sobie klapki na oczy i iść po linii prostej, nie rozglądając się za skrótami czy zwyczajnie alternatywymi ścieżkami. Ale nie potrafię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejrzewam, że może być to pochodną nie tylko umiłowania do symulacji spowodowanej nadmiernym analizowaniem rzeczywistości (tu mamy do czynienia z sytuacją pokroju: stoi człowiek nad przepaścią i zastanawia się, co by było, gdyby faktycznie skoczył), ale również nadmiernym przyswajaniem narracji, literackich i filmowych, które napełniły moją wyobraźnię rozmaitymi scenariuszami, tylko czekającymi na wypróbowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było tyle na dziś. Moja dobranoc będzie przepełniona próbą przeprogramowania się z nie -tak-głupiej brunetki na głupią blondynkę. Obawiam się, że pokusa kolejnej symulacji może wygrać i tym razem...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-4994338331491942854?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/4994338331491942854/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/miao-byc-codziennie-wiec-niech-tak-sie.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4994338331491942854'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4994338331491942854'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/miao-byc-codziennie-wiec-niech-tak-sie.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-5483162289513458500</id><published>2009-02-19T23:52:00.002Z</published><updated>2009-02-20T00:28:35.104Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, zatem dzisiejsza dobranocka będzie zaiste bajkowa. Niejaki Książę już się tutaj pojawił, dzisiaj wcieli się w dwie nowe role.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, jak wiadomo podejrzewam powszechnie (albo można się łatwo domyślić z tzw. pozorów, które w tym przypadku nie mylą), mam tzw. thing for earrings. Jeśli posiadam jakieś stylowe trade marki, to zaraz obok moich srebrnych Converse'ów z diamencikami (za którymi tęsknie prawie tak samo, jak za moją kotką) są to niewątpliwie kolczyki. Nie wiem, ile par posiadam, gdyż nigdy się nie brałam za liczenie. Nie chcę też myśleć, ile par zostało zdekompletowanych w dramatycznych okolicznościach, takich jak zagubienie w pościeli, zaczepienie w szalik czy nawet spłukanie w toalecie (sic!). Od dawna też lubiłam, gdy moje kolczyki miały wymiar symboliczny. Dlatego namiętnie nosiłam w uszach teatralne maski, panów mówiących "LOVE", aż nadszedł czas &lt;a href="http://www.ilovepunkt.pl/"&gt;Punktu&lt;/a&gt; i mogłam popuścić wodze symbolicznej fantazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się niewinnie, od upodobania do czerwieni i emo-ikonografii, dzięki której stałam się cherry blossom girl (aka cherry vodka girl przy okazji). Następnie nadszedł czas kości do gry, w różnych wersjach kolorystycznych, tak ot, po prostu, w ramach wiary w przypadek. To wszystko było tylko preludium dla szachów. Moje szachy są już chyba legendarne (i zapewniają mi na wejściu uwielbienie każdego geeka) i, dla przypomnienia, jest to biały goniec i czarna wieża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż symbolika tejże pary jest dwojaka, albowiem jestem Bliźniakiem i rzadko co w moim życiu jest jednowymiarowe. Interpretacja pierwsza jest łatwym nawiązaniem do wspomnianego Księcia z Bajki i można ją swobodnie powiązać z "i było im zielono" - rozchodzi się tu o moje zamknięcie w wieży (niczym, nie przymierzając, Fiona) i czekanie na wyżej wspomnianego Księcia. Goniec jest biały, ponieważ, oczywiście, jedynym środkiem komunikacji, jakim Książę ma prawo się poruszać, jest biały koń (cóżby innego?). A wieża jest, oczywiście, zbyt mocno skomplikowana, by ją dekonstruować tej nocy. I to by było na tyle w kwestii interpretacji numer jeden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interpretacja numer dwa natomiast jest cokolwiek odwrotna. Otóż według niej to ja jestem tym gońcem, który obiera sobie za cel niemożliwe do podbicia wieże. Bo ja zwyczajnie nie lubię, jak jest za łatwo, za miło i za przyjemnie. Nie znoszę oczu spaniela wpatrzonych we mnie jak w święty obrazek (bo &lt;a href="http://poswiatowska.org/content/view/105/49/"&gt;"ja nie jestem żadną świątynią..."&lt;/a&gt;), nie znoszę ciągłego "wow" i "awesome", gdyż nie uważam się za "wow" i "awesome" (vide epizod Madzia, Mark i Lacan). A poza tym, jak już wiemy, potrzebuję króliczka, którego się nie da dogonić, z powodów nie tylko Lacanowskich, ale i życiowych, na które przyjdzie zapewne pora jadnej z mających nadejść nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto dzisiaj do kolekcji dołączyła przeurocza para: pikselowa Księżniczka, której miejscem od dzisiaj jest moje lewe ucho, oraz pikselowy Rycerz, który rozgościł się w prawym. Oboje są przecudowni i zakochałam się w nich bez pamięci od pierwszego wejrzenia, więc nie zawahałam się ani chwili przed wydaniem na nich 27 funtów. W końcu nie przygarnęłam żadnej pary kolczyków od przyjazdu tutaj! Piksele są francuskie i &lt;a href="http://www.n2-lesnereides.com/indexfr.htm"&gt;dizajnerskie&lt;/a&gt; (oczywiście), i zostały nabyte w Angel, mojej drugiej po Covent Garden ulubionej dzielnicy odwiedzanej regularnie podczas dni wolnych od pracy, w małym &lt;a href="http://labour-of-love.co.uk/"&gt;butiku&lt;/a&gt; przy Upper Street. Będą się godnie prezentować podczas poniedziałkowego &lt;a href="http://www.myspace.com/thealbumchartshow"&gt;Shockwaves Album Chart Show&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-5483162289513458500?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/5483162289513458500/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/dobrze-zatem-dzisiejsza-dobranocka.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5483162289513458500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/5483162289513458500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/dobrze-zatem-dzisiejsza-dobranocka.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-2631792958654164426</id><published>2009-02-19T01:08:00.000Z</published><updated>2009-02-19T01:49:07.088Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postanowiłam, że moim nowym konceptem, możliwie przezroczystym, będzie "bedtime story" - jak na razie wszystkie posty powstają ciemną nocą, w okolicach londyńskiej 1, kiedy to pod moimi oknami hasają wiewiórki i pijani studenci University of the Arts, których akademik mam naprzeciwko (oj, zatęsknią za moimi skłonnościami ekshibicjonistycznymi...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem będzie z półki "lost &amp;amp; found". A przyznać muszę, że tej półki w moim życiorysie jeszcze nie rozgryzłam, przynajmniej nie z użyciem fachowej filozoficznej literatury, ani nawet bardzo niefachowej astrologiczno-metafizycznej. Możliwe, że jest to efekt powtarzania przez moją nauczycielkę propedeutyki wiedzy dziennikarskiej frazy "tematy leżą na ulicy" (odnoszącej się przede wszystkim do naszych regularnych wprawek zwanych uroczo "obserwacjami") - obecnie nie jestem w stanie iść ulicą i nie patrzeć bacznie pod nogi, bo może a nóż znajdę coś wartego opisania. Podejrzanie częściej znajduję jednak rzeczy warte podniesienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się dawno, dawno temu, w odległej galaktyce zwanej Krakowem, doprecyzowując - na Berka Joselewicza 23B, gdzie rozpoczęłam pracę w świętej pamięci Plastiku. Był to niewątpliwie jeden z najbarwniejszych krakowskich okresów, udekorowany przy okazji... groszami. Zaczęło się od najmniejszych nominałów. Po grubszych imprezach, oczywiście, zdarzały się większe monety. Zaczęłam uważać je za znaki - niekiedy bardzo słusznie, znalezienie 50 groszy okazało się w perspektywie nocy (i poranka) bardzo owocne. Groszy przybywało, nominały rosły, funkcjonalność znakowa była dyskusyjna, niewątpliwie jednak sam fakt zawsze budził we mnie radosne skoki endorfiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zmianie pracy na hostel (a zmiana ta poniekąd wiązała się ze wspomnianymi 50 groszami) zmieniła się również skala znajdowanych przedmiotów. Pewnego dnia znalazłam w jednym z opuszconych właśnie pokoi opaskę do włosów, idealnie pasującą do mojego ówczesnego uwielbienia dla czerwieni, oraz prawie pełny flakon Pure Poison Diora, idealnie pasujący do mojego ówczesnego uwielbienia dla perfum Diora. Oczywiście, znajdowaly się również i grosze, a nawet euro-centy - raz dozbierałam się w sumie 28 euro w bilonie. Jednak najciekawsze było znalezienie przeze mnie po drodze do pracy 20 pensów, dokładnie w momencie, gdy rozważałam ponowne ubieganie się o Erasmusa do Londynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygoda ze znajdowaniem groszy trwała nadal. W tak zwanym międzyczasie znajoma uświadomiła mi, że powinno się podnosić tylko te, które leżą orzełkiem do góry, albowiem te z reszką przynoszą  pecha i lepiej omijać je szerokim łukiem. Częstotliwość znajdowania groszy miała tendencje sinusoidalne, bywało i tak, że długo, długo nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż nagle nadszedł Londyn, który z marszu powitał mnie gradem zbyt szczęśliwych zbiegów okoliczności, okazji, możliwości, oraz nieprzyzwoitą ilością pensów leżących na ulicach i w okolicach samoobsługowych kas Tesco i Bootsa. Podczas jednego z pierwszych tygodni znalazłam nawet na chodniku w pobliżu Spitalfields banknot 5-funtowy! Wiedziałam, że jestem w domu. Co więcej, do monet (i okazjonalnych banknotów) zaczęły dołączać inne przedmioty, na przykład piny - mam całkiem uroczą kolekcję pinów znalezionych zupełnie przypadkiem. Raz w toalecie w pracy znalazłam przy umywalce wielki pierścień z zielonym kamieniem. Innym razem, całkiem niedawno, materiałowe serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczyt nadszedł kilka dni temu, kiedy to koło naszego kiosku znalazłam... plastikowy, różowy koszyk w gwiazdki (dla wtajemniczonych - z Superdrug'a). Koszyk po prostu stał opuszczony pod naszym szyldem. Nie zastanawiając się długo, spakowałam go do torba (albowiem Fred jest wszystkożerny i ku rozbawieniu moich kolegów pomieścił nawet koszyk na zakupy) i dziko uradowana pomaszerowałam do domu. Uznałam to za kolejny znak - w końcu przede mną przeprowadzka, i to w perspektywie niewiele ponad tygodnia. Co więcej, to mieszkanie z gruntu traktuję jako bezpieczną przystań. W głowie nieustannie urządzam mój pokój, przestawiając w nim meble, wirtualnie dokupując akcesoria, a jak dotąd żaden z moich pokoi nie mógł się obejść bez różowego i turkusowego plastiku z Ikei. Koszyk wprawdzie nie pochodzi z Ikei, ale jest w tym samym różowym kolorze. Z obecnego pokoju zamierzam podstepnie podprowadzić turkusowy kosz na śmieci. Na wyprzedaży w WHSmith'sie wypatrzyłam urocze różowe szufladki. Kupię sobie ikeową komodę, o której marzyłam odkąd pojawiła się w katalogu i wreszcie mnie na nią stać. Skompletuję świeczniki i plakaty na ściany. Będzie pięknie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak mówią - szukajcie, a znajdziecie. Mówią też, żeby nie szukać, że samo przyjdzie. Jestem zdecydowanie za opcją samego przychodzenia, jednak bywają chwile, kiedy nie potrafię przestać szukać. Tak czy inaczej, może to ciągłe znajdowanie oznacza, że nie dotarłam jeszcze do końca drogi? Może na kolejnych odcinkach już leżą kolejne opuszcone koszyki, pierścionki i monety?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-2631792958654164426?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/2631792958654164426/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/postanowiam-ze-moim-nowym-konceptem.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2631792958654164426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/2631792958654164426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/postanowiam-ze-moim-nowym-konceptem.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-7883832233469172682</id><published>2009-02-17T22:40:00.000Z</published><updated>2009-02-18T00:48:30.930Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podejrzewam, że jeśli ten blog ma spełniać swoje zadanie, powinnam go pisać codziennie, jak należy. Obawiam się tylko, że w tym momencie mam x tematów zaległych, które się niebawem wyczerpią i wkrótce pozostanę z pustymi kartami kalendarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem będzie pogranicznie poniekąd. Zacznie się akademicko. Tydzień temu odebrałam telefon, który zaczął dzwonić w najmniej oczekiwanym momencie (kupowania biletów na "Benjamina Buttona"). Dzwonił dr Mark Kelly, mój wykładowca od "Subjectivity, Sexuality &amp;amp; Madness", przeuroczy mężczyzna o sposobie mówienia Hugh Granta. Dr Mark Kelly niewątpliwie się za mną stęsknił, albowiem pytał, czy wszystko ok, gdyż nie widział mnie dawno na zajęciach. Nie widział mnie, albowiem już nie studiuję, ale to nieco inna bajka i może zostawię ją na jutrzejszy wieczór. Sęk w tym, że Mark się stęsknił ponieważ podczas wykładów za każdym razem, gdy po jego pytaniu zapadała krępująca cisza, zawsze to ja ją przerywałam, roztaczając swoje abstrakcyjne wizje na temat Freuda i Lacana. Bywało tak, że któryś z moich kolegów (tak, to była jedna z tych sytuacji życiowych, w których rzecz rozgrywła się w gronie pt. Madzia &amp;amp; cudowni chłopcy / mężczyźni, przekrój wiekowy obejmował od 20 do 65 lat) zadawał Markowi pytanie, na które on próbował odpowiedzieć, a kończyło się tak, że ja się wtrącałam, a on kwitował "Well... I have to agree with Magdalena..." Bywało również tak (zwłaszcza przy okazji Lacana), że Mark, wykładając nam jego filozofię, przyznawał że on sam jej nie rozumie. Wtedy również wtrącałam się ja, a Mark, z miną Hugh Granta jako Prime Ministra w Love Actually, dziękował mi za przetłumaczenie mu z Lacana na nasze. (Żeby nie było wątpliwości, jego doktorat dotyczuł Freuda i Lacana, nie wiem, w jakim zakresie.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem polega na tym, że nie czuję i nigdy nie czułam się jednostką wybitną. A zwłaszcza nie na tyle, by nagle stać się autorytetem w kwestii Lacana dla całej grupy studentów trzeciego roku filozofii na londyńskim uniwersytecie. Potrzebuję wysoko podniesionych poprzeczek, a ta wydawała się podejrzanie za łatwa do przeskoczenia. Moją pracę zaliczeniową odkładałam na ostatnią chwilę. Tematów było osiem, większość dotyczyła Freuda, albowiem sam Mark uznał, że pewnie nikt się nie weźmie za Lacana, bo za trudny i skomplikowany. Oczywiście, wiedziałam, że jeśli ktokolwiek się tego podejmie, będę to ja. Tym oto sposobem, zorientowawszy się, że przeliczyłam się w kwestii terminów i pracę mam oddać nie za 3 dni, a następnego dnia do 16, usiadłam i w 6 godzin stworzyłam 2000 - znakowy esej na temat "Why does Lacan say that the Subject is divided? Is he right? Give reasons for your answer." nie posiłkując się praktycznie żadną literaturą pomocniczą. Szczerze powiedziawszy - nie wiem, z jakim rezultatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może rzecz w tym, że doszłam właśnie do momentu, kiedy ten Lacan, ze swoją pesymistyczną wizją, po prostu siedzi we mnie? Może to właśnie o to chodzi, że przeskoczyłam najwyżej postawioną sobie poprzeczkę i teraz stoję, wcale nie czując, że cokolwiek wygrałam, patrzę za siebie i chwilowo nie widzę sposobu na podniesienie tej poprzeczki o kolejny poziom wyżej. A przecież chodzi o to, by wciąż gonić tego króliczka. Niestety, u szczytu mojej listy był uniwersytet w Londynie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym oto sposobem od Lacana dochodzimy do odwiecznego tematu Księcia z Bajki. Po całym semestrze autopsychoanalizy żywcem z Freuda i Lacana mogę w pełni świadomie stwierdzić, że w tym szaleństwie jest metoda. To mój jedyny króliczek, którego mogę gonić bez końca, bo nigdy go nie złapię. Niestety, jak zakręt, to pełną gębą i problem tylko w tym, że coś jakoś przestaje mi zależeć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale na dzisiaj dobranoc. Jedyną adekwatną pointą wydaje się być "I żyli długo i szczęśliwie i było im zielono."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-7883832233469172682?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/7883832233469172682/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/podejrzewam-ze-jesli-ten-blog-ma.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7883832233469172682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/7883832233469172682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/podejrzewam-ze-jesli-ten-blog-ma.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6712466924353276182.post-4741750319124831214</id><published>2009-02-17T01:00:00.000Z</published><updated>2009-02-17T01:39:45.199Z</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poziom niezdecydowania w kwestii rozpoczęcia kolejnego pisarskiego rozdziału na wirtualnej drodze życia osiągnął ostatnimi dniami szczyty absolutne. Jestem po skasowaniu jednego bloga (nieżyjącego od chwili poczęcia), założeniu kolejnego, skasowaniu go również z powodu niedostatecznego przekonania co do konceptu, a teraz radośnie postanowiłam spróbować po raz trzeci (licząc od początku przygody z blogspotem, albowiem kto wie, ten wie, że blogowanie to dla mnie bynajmniej nie pierwszyzna...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najtrudniejszy jest koncept. Miało być po angielsku, miało być multimedialnie, miało byś medioznawczo... Będzie po mojemu. Czyli nie wiem, jak, albowiem jestem, proszę pana, na zakręcie i nie mam żadnego krwistego pomysłu na siebie, nie mówiąc o swoim pisarstwie, jeśli w ogóle o czymś takim w odniesieniu do mojej skromnej osoby może być mowa. Niewątpliwie jednak rośnie we mnie potrzeba kanalizowania jakoś strumienia świadomości, a jedynym medium, które ten strumień uznaje, jest klawiatura wydająca specyficzne odgłosy bębnienia w klawidze w odpowiednim tempie, z odpowiednią siłą, w odpowiednich warunkach etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwoli wyjaśnienia - tytuł: jestem właśnie w trakcie przezwyciężania kryzysu pierwszego pokoju w Londynie i tuż przed zajęciem drugiego pokoju w Londynie. Niby ten pierwszy był własny, jednak czegoś mu brakowało (i brakuje nadal: przestrzeni życiowej). Ponadto kobiecie, by mogła tworzyć, potrzebny jest właśny pokój. W moim przypadku - własny (s)pokój. Trzy gwinee już mam, co najciekawsze. Brakuje mi tylko tej utraconej pewności, co dalej. Wydawało mi się, że wiem. Teraz muszę dowiedzieć się na nowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwoli wyjaśnienia - adres: byłam easternbitch. Geneza tego jakże malowniczego pseudonimu jest arcytrywialna. Kolejny blog zasługuje na kolejne przypomnienie. Otóż x lat temu (bodajże trzy jeśli mnie pamięć nie myli) postanowiłam rozpocząć dietę. &lt;a href="http://abecedabalkana.blogspot.com/"&gt;Ana&lt;/a&gt; poleciła mi South Beach. Z Ma Bicz prześmiewczo stwierdziłyśmy, że nam do beach daleko, a bitch to jesteśmy jak najbardziej, ponadto nie do końca z south, tylko bardziej z east - tym oto sposobem powstała easternbitch. Przylgnęło. A że bitch zamieszkuje obecnie londyński East End (rozkoszując się bliskością okolic, w których Kuba Rozpruwacz dokonywał swoich słynnych zbrodni), mała transformacja była jak najbardziej akuratna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle tytułem wstępu. Kolejne medium uważam za otwarte (jakby mi było mało...)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6712466924353276182-4741750319124831214?l=eastendbitch.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://eastendbitch.blogspot.com/feeds/4741750319124831214/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/poziom-niezdecydowania-w-kwestii.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4741750319124831214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6712466924353276182/posts/default/4741750319124831214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://eastendbitch.blogspot.com/2009/02/poziom-niezdecydowania-w-kwestii.html' title=''/><author><name>eastendbitch</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15561677701984427818</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-NuRjuyJF6lc/T0dfPU9X1kI/AAAAAAAAEwU/ahrQf5hftf4/s220/photo.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
