Saturday, January 29, 2011

Co nie otworze gazety jakiejs ostatnio, to ze stron mi wala hasla z gatunku 'new year - new you'. No to mamy.

Jest koniec pierwszego miesiaca nowego roku. Roku, w ktorym mantra staly sie slowa: wracam do siebie, przestaje udawac. Kiedy pisalam ostatnio, bylam na etapie Drama Queen Extraordinaire. Pierwsze postanowienie noworoczne (nieoficjalne, albowiem w oficjalnie nie wierze) zakladalo zredukowanie dramy do niezbednego minimum. Nie moge zyc bez niej calkowicie, jednakowoz ilosci, w jakich przyszlo mi ja spozywac w ciagu dwoch ostatnich miesiecy roku ubieglego moglyby swobodnie nakarmic zneurotyzowana tak czy inaczej armie. Ja mam dosc. 

Kolejne postanowienie, ktore zaczelo sie samoistnie realizowac w tak zwanym miedzyczasie, to redukcja poprzednio wspominanych Panow. Pan Romans sie nie mogl doprosic, wiec sie zdematerializowal. Po Panu Wrzesniowym sluch zaginal i wszystkim jest z tym bardziej niz dobrze. Pan Wspollokator okazal sie byc lepszym komplem niz czymkolwiek innym. Pan Internetowy zabral mnie na koncert, na ktory bardzo chcialam isc i az mi zle niekiedy jak pomysle, ze sie do niego wiecej nie odezwalam. Pan Szafirowy byl przezyciem jednorazowym w znaczeniu bardziej odpowiadajacemu 'unikatowym'. A Pan Dziecko... Oj, Pan Dziecko to nie zaden Pan, to Dzieciak ino, ktory zostal po tygodniach szesciu (o siedem za duzo) wykopany na bruk. Dramat byl z tym niemilosierny, ale od momentu, kiedy go nie ma, wszystko jakby zaczelo wracac na swoje miejsce. Pojawil sie jeszcze Pan Ksiaze na moment, w swoj bardzo klasyczny sposob, ktory jest bardzo gorzko zabawny, ale zniknal w odmetach noworocznej nocy.

Owszem, w wyliczance brakuje jednego Pana. I znowu boje sie do nieprzytomnosci. Bo on byl tam przez caly czas. On o czesci tych dramatow wie. Niewielkiej, ale wystarczajacej do tego, zebym miala ochote na reset pamieci, reset przeszlosci, kazdy inny reset juz zastosowalam. I chcialabym mu powiedziec, jakie to byly pomylki w Matriksie i wiem, ze powiem juz niedlugo, ale wiem rowniez, ze prawdopodobne nie musze, ze on to tez wie, ze nie musze sie tlumaczyc, nie mialam zobowiazan, moglam robic, co mi sie zywnie podobalo. Nie wie, co przez ten caly czas czulam i nie wie, ze nie czulam nic. Te dwa dni koktajli znieczulajacych zadzialaly bardziej zyciowo niz przewidzialam. Przez dwa miesiace zylam jakby mnie ktos potraktowal obuchem w leb.

W tym roku postanowilam wrocic do siebie. Takiej, jaka zawsze bylam, ale z jakiegos powodu postanowilam sluchac wszystkich naokolo kazacych mi sie zachowywac inaczej. Kiedy ja nie chce. Pisalam o tym po angielsku. Jak kochac, to ksiecia, jak krasc, to miliony. Jak mam wyladowac na stluczonym tylku po raz kolejny, niech i tak bedzie, przynajmniej bede czula, jak boli. 

Mniejsza o szakale, jeśli prawdą gazel jest potrzeba strachu, który je zmusza do przekraczania granic siebie i dobywa z nich taką potęgę skoku! mniejsza o lwa, jeśli prawda gazel wymaga, by umierały w słońcu, rozpłatane jednym ciosem pazurów!

Sobie z Bratem Fetyszem zrobilismy wieczorki oczyszczajacych gadek, podczas ktorych postanowilismy przestac udawac, ze nie szukamy zwiazku. Ja szukam. Zawsze szukalam. Zapewne po omacku i w spektakularnie zlych miejscach. Zmienilam strategie. Pozwolilam sie znalezc. Jest mi dobrze. Chce, zeby mi bylo lepiej. Dostalam obietnice, ze bedzie. Tego sie trzymam. 

Jedno, czego sie nauczylam, to nie nazywac tego, co niezdefiniowane. Wiec nie nazywam. Czekam. Albowiem ponoc dobrze rzeczy przychodza do tych, ktorzy czekaja. I jak bardzo sie od tego odzwyczailam, i jak bardzo mialam ochote latac po scianach, czekam cierpliwie. I doczekac sie nie moge. I boje sie wciaz, ale jest to strach czysty, przepelniony nadzieja i mozliwe, ze nieuzasadniony. Ale tak czy inaczej jestem gotowa wpasc po uszy (jesli jeszcze nie wpadlam).

1 comment:

  1. Ja wpadłem. Niech się dzieje co ma się dziać. Czekałem na to, boję się jak skurwysyn pierwszy raz. Jak to powiedział ten przystojniak W Eat Love Pray. Boję się pierwszy raz, że ktoś naprawdę zechce odejść. A w głowie różaniec, koronka i litania, żeby tak się nie stało. I za Ciebie i za siebie. Żeby wreszcie. Nasza kurwa kolej na bajkowy los.

    ReplyDelete